To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Córeczka tatusia

Wczoraj Wiertka wyciągnęła jeden z albumów ze zdjęciami i trafiła na jakieś zdjęcie swojego taty. Był już wieczór, siedziałyśmy w łóżku. Nie dała go schować. Obcałowała je, aż w końcu sama zaproponowałam, żeby poszła z nim spać. Jest już trochę pomiętolone ;) Może dziś o nim zapomni, bo tak to, zdjęcie szybko ulegnie zniszczeniu. Mogę je włożyć w jakąś folię, czy ramkę, ale czy to nie będzie dziwne, że w moim mieszkaniu jedyne zdjęcie w ramce, to Byłego? :D

Zabawnie tak to pisać, ale w przypadku gdyby Były nawiał, nie płacił, nie utrzymywał kontaktu z dzieckiem i generalnie pozostawał z nami w stosunku analnym lub zginął w jakimś wypadku i los ustawiłby nas w stosunku analnym, to byłoby mi przykro, smutno i może nawet założyłabym jakiś wątek na forum dyskusyjnym "Samodzielna Mama".

Tydzień temu, po dwóch dniach spędzonych z tatą, kiedy to sprzedała jemu, a nie mnie rotawirusa, Wiertka, w drodze do naszego domu, już przy windzie zaczęła się dopytywać, a gdzie jest tata. Wyszedł za nami do sklepu, zobaczyła, że jednak jest. Akurat podjeżdżał autobus, więc pobiegłam na przystanek. I Mała rozpłakała się w autobusie, gdy zobaczyła, że taty jednak nie ma z nami. Wołała "tata, tata". Wyjęłam ją ze spacerówki, posadziłam obok na siedzeniu, z nadzieją, że nowa perspektywa na widoki za oknem ją ucieszy. Nie ucieszyła. Nadal popłakiwała, wołała "tata, tata" i wpatrywała się w otwierające drzwi na przystankach. Przytuliłam ją, spytałam, czy "tęskni za tatą", potwierdziła. Spytałam, nie dlatego, że nie wiem, ale dlatego, żeby - wg Rodzicielstwa Bliskości - nazywać jej uczucia i nauczyć ja nazywać swoje uczucia. Potem zajęłam ją oglądaniem tego co z okna autobusu i zaczęła się uspokajać, mówiąc tylko "nie ma tata, nie ma".

Dotąd tak nie było. Mówiła tacie "pa pa" i wracałyśmy spokojnie do domu. Może trzeba ustalić jakiś rytuał pożegnania.

czwartek, 16 lutego 2012, bezcielesna