To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Lutowe okruchy

Będzie skrótowo, bo w pracy znowu żongluję czterema piłeczkami na raz, w dodatku później przychodzę lub wcześniej wychodzę. Niektóre rzeczy już zamykam, z niewyrobionymi budżetami, więc zaczyna się "skrobanie bazy", nazywane też przez innych "żebraniną".

Zaczęły się obchody urodzin Mojej Dzielnicy. W poniedziałek byłam na jednym fajnym wykładzie historycznym i na tyle będzie chyba mojego świętowania. Nie dam rady co wieczór, gdzieś wychodzić. Dzięki temu poznałam nową, fajną, klimatyczną knajpkę w okolicy. Większość tu jest z klimatem, którego nie ma na drugim brzegu :D Lokalna ze mnie patriotka :)

Matka całe życie czegoś się uczy. Nauczyłam się ostatnio, że bardzo wysoki mróz nie wybija rotawirusa. Wiertkę dopadł wstępnie w połowie zeszłego tygodnia, a gdy była w weekend u ojca rozgościł się na dobre. Odebrałam ją w niedzielę, jeszcze z nadzieją, że to nic poważnego. Nadzieja prysła, gdy wieczorem zwróciła te niewielkie ilości pokarmu, które chciała zjeść, w stanie jak tuż po przełknięciu.

Były był miły i zajął się dzieckiem w poniedziałek i we wtorek. Tyle, że chciał robić to u siebie, więc jednego dnia rankiem mu ją zawiozłam, drugiego wcześniej odebrałam. Dlatego później przyjeżdżałam do pracy, wcześniej wychodziłam. Dobrze, że szef jest przez jakiś czas dziewięć stref czasowych do tyłu.

Dziś mała pojechała do żłobka mimo rozwolnienia porannego. Poprzedniego dnia było wszystko w porządku, miałam nadzieję, że już zdrowieje. Zobaczymy co powiedzą w żłobku.

środa, 08 lutego 2012, bezcielesna