|
Blog > Komentarze do wpisu
Motylkowa wróżka
Padła groźba balu karnawałowego w żłobku Wiertki, czyli trzeba wymyśleć jakiś strój. Rok temu kupiłam jej trzy motyli z cekinami do naszycia na ubranie, bo ciężko coś nałożyć roczniakowi, by nie zostało zerwane i zjedzone. Wtedy akurat się rozchorowała. W tym roku, strój też był ograniczony fantazją w doznawania świata małej. Odpadały ozdoby na głowę, doczepione, zwisające, zawiązane. Wszystko ściąga, zrywa. To jednak malutki problem przy tym, że ja:
Wiedziałam, że dopadnie mnie kiedyś "mroczna strona macierzyństwa", czyli tworzenie strojów karnawałowych lub pomoc przy pracach domowych z plastyki ;) W poniedziałek, idą po dziecko, weszłam do jakiegoś sklepiku w typie "1001 drobiazgów", w nadziei, że tam coś mnie zainspiruje. Znalazłam kilka dużych kwiatków splątanych sznurkiem i jakąś taśmę z doczepionymi do niej motylkami z filcu. To chyba jakieś elementy, które wykorzystuje się w dekoracji okien, firan, zasłon, domów, cholera wie. Nie znam się. Pierwszy pomysł był taki, by z wstążki zrobić szarfę i doszyć do niej kwiatki. W domu okazało się, że kwiaty są duże, sztywne, a Wiertka szarfę szybko ściąga. Od razu przeszłam do planu B, czyli naszycia kwiatów na bluzeczkę i dodaniu tych zeszłorocznych cekinowych motylków. Zanim wzięłam się za igłę, okazało się, że Wiertka dopadła wstążki i pozbawiła ją kilku motylków. Dzięki czemu naprowadziła mnie na finalny plan C. Wczoraj wieczorem ściubiłam igłą i nitką, w efekcie czego na zielonej bluzeczce, na środku jest duży kwiat przypominający trochę słońce, dookoła niego lata mnóstwo pomarańczowych motylków, a na dole świecą się jeszcze trzy pomarańczowe, cekinowe. Może nie jest to efektowne, żaden tam prawdziwy strój, ale akcent jest. Gdy dziecko zasnęło, o 22.00 wpadłam jeszcze na pomysł by na plecach bluzki udrapować i lekko podszyć wstążkę na kształt skrzydełek. Trochę to przypomina ramionka wiatraka, czy skrzydła, ale ważki, ale całość wygląda bardziej karnawałowo. Wiertce bluzka się podoba. Powiedziałam jej, że będzie "motylkową wróżką". Mam nadzieję, że nie będzie z siebie tych motylków zrywać. Naszyłam je lekko, by jeszcze uratować bluzkę na przyszłość. Nie sądziłam kiedyś, że będę robić takie rzeczy... Kupując ot tak, po prostu, zwyczajnie gotowy strój, czułabym się tylko w połowie matką :) Choć pewnie taki czas nadejdzie, bo wymagania dziecka dotyczące skomplikowania przebrania będą rosły :) Pamiętam kubraczek ludowy uszyty dla mnie przez mamę - czarny z wyhaftowanymi kwiatkami, cekinami, koralikami. Im bardziej świeciło i waliło po oczach, tym lepiej :) Żadne dziecko nie miało takiego ślicznego przebrania na balu karnawałowym. Poprzez kilka takich drobiazgów widzę, że mama na swój sposób musiała mnie kochać. czwartek, 02 lutego 2012, bezcielesna
|
|
Mam nadzieję, że strój karnawałowy wzbudzi zainteresowanie wielu :)