|
Blog > Komentarze do wpisu
Papierowa rewolucja
Dziecko było wczoraj u ojca, więc gdybym mogła, to wróciłabym do domu, zasnęła i spała do rana. W takim byłam stanie. Dałam jednak słowo, że pomogę dziewczynom w prowadzeniu jednorazowego warsztatu pisarskiego. Miałam też napisane i wydrukowane zdania do ćwiczenia ;) Zdania napisałam na porannym zebraniu działu z szefem. Ostatnie chwile, gdy byłam jeszcze w stanie sprawnie myśleć, choć wg koleżanki z pracy byłam wymęczona i blada jak ściana. Na warsztatach wypiłam podwójne ekspresso, zaliczyłam koło 19.00 kryzys, kiedy to udawałam, że słucham tekstów z przymkniętymi oczami, gdy tak na prawdę łapałam kilkusekundowe drzemki. Dobrze, że byłam tam tylko w charakterze pomocniczym i wsparcia, a nie prowadziłam spotkanie. Ciężar niosła moja koleżanka ze stowarzyszenia. Przybyli, a w sumie przybyłe, początkowo były trochę spięte, skrępowane, ale widać było jak z upływem czasu i czytanymi tekstami rozluźniały się, nabierały odwagi. Ja mimo, deficytu uwagi, napisałam całkiem fajny kawałek tekstu, do rozwinięcia. Ze względu na senność wyszło mi jednak coś bardziej jak przypowieść, bajka, niż realna fabuła. Po warsztatach, my trzy, ze stowarzyszenia zostałyśmy jeszcze na piwnym "afterku" (a może by wymyślić jakiś polski odpowiednik tego słowa?), by sobie spokojnie pogadać. W domu padłam koło 23.00, a mimo to rano obudziłam się wypoczęta i zregenerowana. Bo obudziłam się po 7.00. Ciekawy relatywizm - gdy jeździłam do pracy na 9.00, to wydawało mi się, że godziną graniczną by czuć się wyspaną była godzina 8.00. Budzona wcześniej byłam zmęczona. Dziś, gdy jeżdżę do pracy na 8.00 z przystankiem w żłobku, okazało się, że godziną graniczną jest 7.00. Jak byłoby fajnie, gdybym mogła się wybudzać do pracy o 7.00 :) wtorek, 28 lutego 2012, bezcielesna
|
|