|
Blog > Komentarze do wpisu
W oparach, tylko czego
Wczoraj wieczorem chciałam się wybrać na kolejne wydarzenia w ramach urodzin Mojej Dzielnicy. Przyszłam do knajpki trochę przed czasem, 20 minut i zobaczyłam, że połowa stolików (fakt, że lokal nie jest duży) ma kartki z rezerwacją na godzinę tego wykładu. Rezerwacje były na konkretne nazwiska, więc dla konkretnych osób, nie ogólnie dla zainteresowanych tematem spotkania. Dla pewności dopytałam się w barze i dowiedziałam się, że mogę siadać wszędzie, ale nie tam gdzie są rezerwacje. Na przykład na schodach. Czułam się trochę głupio siadając na schodach, w pół pustej sali i czekać tyle minut. Znalazłam, na antresoli, pufę nie przypisaną do żadnego ze stolików. Hurrraa, to znaczy, że wolno mi na niej usiąść! Ale wtedy zrodził się we mnie jakiś bunt plejbejski. Dlaczego nie podali informacji, że obowiązuje rezerwacja miejsc? Dlaczego inne lokale potrafiły coś takiego podać na stronie wydarzenia? Dlaczego inne lokale potrafią zorganizować wydarzenie kulturalne, mieszcząc tłumy i nie blokując stoliki dla wybrańców? Bali się, że zejdzie się plebs z okolicy, usiądzie posłuchać i nic nie zamówi? Wiadomo, że lokal nie jest dla okolicznych mieszkańców, tylko dla turystów z drugiego brzegu podnieconych, że są w dzikiej Azji. Wiem, wiem, sobotni wieczór - wtedy knajpa najwięcej zarabia. Ale albo myśli się o kasie, albo podpina pod popularne wydarzenie robiąc sobie lans. Wyszłam. Powinnam była jeszcze na tej pufie zostawić kartkę "Rezerwacja, 18.00, W Dupie Mam Lans". Pozostał mi niesmak do tej knajpki. W drodze do domu kupiłam sobie wino, na jakie ostatnio mam fazę - białe, półsłodkie reńskie. Wieczór też był miły. niedziela, 12 lutego 2012, bezcielesna
|
|