To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Biegać skakać latać pływać - 100 powodów na nie

Skoro wczoraj opisywałam moje przygody z błędnikiem, to teraz jest dobry moment by opisać drogę, która mnie do tego doprowadziła.

Nigdy nie zrozumiem, czy to kwestia temperamentu, czy wychowania, pewnych sygnałów, które dostawałam jako malutkie dziecko. Byłam dzieckiem, które nie posiadało ciała. Gorzej, byłam dzieckiem które bało się je wykorzystywać. Czy można sobie wyobrazić, coś tak absurdalnego jak strach przed: skakaniem w gumę, kręceniem się na trzepaku, skakanką, jeżdżeniem na rowerze, itd. A ja to wszystko miałam. Większość dziewczynek wychowanych na świeżym powietrzu  w XX wieku ma miłe wspomnienia z tymi zabawami. Ja takie, że stałam z boku i bałam się, że jak spróbuję, to się poplączę i połamię. Nie było do końca tragicznie - mam epizody jazd na rowerze, gry w badmintona, nawet chyba skakania w gumę. Jakieś okruchy.

Siedziałam  z boku, czytałam książki, organizowałam lalkom w pokoikach z mebelkami życie jak w serialach (małżeństwa, rozwody, zdrady ;) ) i generalnie do 13 roku życia rówieśnicy mnie męczyli.

Lekcje wychowania fizycznego w szkole nie poprawiały sytuacji, bo jakby ich nie było. Szkoła była wiele lat rozbudowywana, sala gimnastyczna tworzona na nowo, więc zajęcia ruchowe mieliśmy na... korytarzu. Z gier zespołowych wspomnienie mam takie, że wybierana byłam jako ostatnia i musiałam mieć chyba twardych charakter już wtedy, bo się nie załamałam. Sporty na czas mnie stresowały, bo nienawidzę robić czegoś na czas, w konkurencji do innych. Do tego błyskawicznie się męczyłam i niemal mdlałam. Nieszczęścia koło ;) Panował terror tabelek, więc jeśli miałam tyle wzrostu to miałam zrobić tyle i tyle. Nie robiłam, więc byłam na końcu rankingów, co potęgowało mój wstręt do wf-u. Na koniec semestrów nauczycielka wyciągała mi oceny, bym miała średnią na tej swój lamerski "czerwony pasek".

Za to uwielbiałam wędrować kilometrami i chodzić po górach.

W liceum, po pierwszej klasie, odkryłam sposób na uwolnienie się od koszmaru ruchu fizycznego - zwolnienie lekarskie. Oczywiście kupowane nielegalnie. W tamtych czasach wystarczył kwit z pieczątką, a resztę wypisywał kolega. Pamiętam, że raz miał tylko te od psychiatry... Tak bardzo nie chciałam się ruszać, że nie stanowiło to dla mnie problemu. Zaniosłam do szkoły. Tuż przed maturą dyrektor połapał się, że coś jest nie tak i kazał nam konsultować te zwolnienia z wynajętym przez niego lekarzem. Miałam szczęście w nieszczęściu - akurat wtedy, na tle psychosomatycznym, obsypało mnie krosteczkami. Zwolnienie zostało uznane.

Na studiach nie było już tak dobrze. Tak nie takich cwaniaków widziano. Za to można było sobie wybrać różne zajęcia. Poszłam na gimnastykę korekcyjną (brzmi obciachowo, ale dziś takie zajęcia mają snobistyczne określenia typu TBC, czy coś tam), siłownię i okazało się, że ruch to fajna sprawa.

Potem znowu coś nagłego zawsze wypadało.

Teraz kusi mnie by wrócić na jakieś zajęcia, ale co wtedy zrobić z dzieckiem. Broń mnie losie, nie aerobowe (typu areobik), bo na takich mdleję i wraca trauma dzieciństwa. Tai chi mnie zawsze urzekało :) Ale na rower to bym się chyba nadal nie odważyła wsiąść :D

Dlatego jestem typem matki cyrkówki, która ze spokojem patrzy na to, gdy dziecko włazi, wspina się, skacze, biega. Chodzę z nią na długie spacery, po kilku placach zabaw. Podświadomie uważam, że ludzie sprawni fizycznie mają lepsze życie i ciekawszy charakter.

A kwestia jak sprawić, by dzisiejsze dzieci były sprawniejsze fizycznie i polubiły ruch, to kwestia na oddzielny wpis.

wtorek, 19 lutego 2013, bezcielesna

Polecane wpisy

  • Listy miłosne

    Jeszcze poświęcę trochę wpisów na raportowanie mojej aktualnej sytuacji. Dziś jakoś nie czuję tego tematu. Jest za to kontynuacja historii z listami miłosnymi

  • Weekend

    Poprzedni weekend Wiertka została ze mną, została zamieniona ich kolejność. Wolałam wtedy zostać sama. Jednak dobrze się stało. Wiedząc, że czeka mnie w poniedz

  • Zakręt

    Z przyczyn wielorakich – a to jakieś niedopatrzenie na wiosnę, a to restrukturyzacje, a to roszady, a to celowe wprowadzenie mnie w błąd – umowę o p

Komentarze
2013/02/19 20:54:18
No proszę, a myślałam, ze go tylko ja zalatwialam sobie zwolnienia na recepcie :D Oj było tak w VIII kl SP. Ale w gumę grałam i na skakance skakalam i nawet na trzepaku do tylu koziołki fikalam. Rower uwielbiam!
-
2013/02/19 23:19:03
Nic straconego. Dla dzieci, by uczestniczyc w ich zyciu w wieku 37 lat zaczelam uczyc się jezdzic na nartach, rok pozniej plywac, teraz łyżwy . . .
Latwo nie jest ale coraz fajniej. I mam nadzieje że dzieki temu wakacje z rodzicami nie beda dla nich wakacjami z wapniakami
-
2013/02/19 23:19:25
Nic straconego. Dla dzieci, by uczestniczyc w ich zyciu w wieku 37 lat zaczelam uczyc się jezdzic na nartach, rok pozniej plywac, teraz łyżwy . . .
Latwo nie jest ale coraz fajniej. I mam nadzieje że dzieki temu wakacje z rodzicami nie beda dla nich wakacjami z wapniakami
-
2013/02/21 11:00:26
z całej gamy nowości'
mi podoba się tai-chi

pozdrowienia :)
-
2013/02/21 14:47:09
Małe dzieci często uwielbiają basen. W Wa-wie masz pewnie spory wybór i trafiają się się też na pewno te z podgrzewaną wodą. Jak już Twoja córka oswoi się z brodzikiem i zjeżdżalnią to możecie iść na nieco głębszą wodę. Nadmuchiwane skrzydełka dla Wiertki i kółko oczywiście niezbędne. U nas to się sprawdziło. Malutkie dzieci często mają darmowe bilety.

Na zajęciach tai-chi czy np. jogi raczej trudno o opiekę nad dzieckiem, z którym przyszłaś. W tym są dobre niektóre siłownie, ale one z kolei są strasznie nudne.
-
2013/02/22 09:59:11
Problem w tym, że ja... boję się wody, tzn, większych zbiorników wodnych :D Dostaje lekkich ataków paniki, duszę się :) Jeden wpis by z tego wyszedł. Nigdy nie nauczyłam się pływać. A teraz mi wstyd iść na basen i dać się uczyć jak dziecko.
W sąsiednim bloku mam osiedlowy fitness i tam mam plany wystartować z pytaniem.
-
2013/02/22 15:48:24
makk73, pamiętam o limeryku dla ciebie. Będzie!
:)