To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Gdzie jest moje dziecko?

Tak zawieszę napięcie na samym początku wpisu ;)

Wczoraj zabrałam po pracy Wiertkę na flash-mob w ramach akcji "Nazywam się Miliard" - "One Bilion Rising" - tego dnia, 14 lutego, w różnych miastach, w różnych punktach świata kobiety zatańczyły przeciwko przemocy i gwałtom. Pierwotnie miałam nie ciągnąć dziecka po mieście, ale miała być jedna z moich koleżanek, więc zdecydowałam się. Wiertka dała się przekonać tym, że panie będą tańczyć. Na akcję przy Metrze Centrum już nie zdążyłyśmy, na Dworzec Centralny się spóźniłyśmy trochę, bo jak zwykle błądziłam po lochach dworca :D Dziecku akcja się spodobała i może kiedyś pojmie także warstwę społeczną takich akcji ;)

Teraz do głównego tematu wątku. Odebrałam wreszcie, film z balu karnawałowego w przedszkolu Wiertki. Po powrocie do domu, włączyłam dziecku nagranie, by cieszyło oko wspomnieniami z zabawy i poszłam się zanurzyć z gazetą w aromatycznej kąpieli. Coś tam jeszcze zrobiłam, ale w końcu sama zasiadłam z dzieckiem przy komputerze, by sobie obejrzeć tę imprezę. Tak była 35 minuta filmu. Patrzę, patrzę, patrzę. Oka o mało nie wyciągnę. Minuta filmu mija za minutą, a ja nadal wypatrzę na nim wszystko, tylko nie moje dziecko. Nudne to było jak dieta cukrzyka, ale ja siedzę przed monitorem już głównie po to by znaleźć na sali Wiertkę. Nawet ona zajęła się już jakąś zabawą. Wreszcie jest! W 59 minucie! Zabawa trwała nieco ponad 70 minut.

Nie miałam siły śledzić, wartkiego zapewne, toku akcji w pierwszych 34 minutach zabawy, nie wiem więc kiedy zniknęło moje dziecko. Siedziałam, szlag mnie lekki trafiał, ciśnienie "bounsowało", bo:

- gdzie moje dziecko było przez tę część zabawy?

- z kim moje dziecko było przez tę część zabawy?

- dlaczego się nie bawiła?

Rozumiem, że mogła mieć w poważaniu stadną zabawę, ale nie aż do tego stopnia, że poszła się bawić lalkami. I czy to nie powinien być powód do rozmów nauczycielki ze mną? Miałam przed oczami wizję smutnej dziewczynki wciśniętej w kąt pustej sali. Albo gorzej - obraz wynajętego pana fotografa, który wyciąga ją z balu i zabiera do innego pomieszczenia w celach pedofilskich.

Z Wiertki nic nie da się wyciągnąć, bo na razie jest skąpa w opowiadaniu historii, a na wszelkie pytania dotyczące przedszkola ma dwie odpowiedzi - "nic" albo "bawiłam się". Dopóki nie nauczy się dobrze mówić, zawsze będę się bała, że ktoś jej robi krzywdę, gdy mnie nie ma obok. Potem są większe szanse, że opowie. Choć o tym, że poparzyła się w domu zapaloną zapałką, ta mała cholera, opowiedziała koleżankom w przedszkolu :)

Nakręciłam się trochę. Choć nie do tego stopnia, co owa matka, która zobaczyła w kaszce dla niemowląt martwego szczura, zrobiła natychmiast awanturę na portalach społecznościowych i w mediach. Szczur okazał się zbitym kawałkiem mokrej kaszki.

Zwalczyłam pragnienie okazania filmu paniom nauczycielkom, dyrektorce - z żądaniem ustalenia, co się z dzieckiem działo. Najpierw spytałam się uprzejmie, co się mogło stać. Okazało się, że część dzieci miała robione w innej sali portretowe zdjęcia (mam je w albumie) i dlatego nie było ich na zabawie. Wyjaśnienie logiczne. Trochę mnie uspokoiło. Bo jak mam się upierać dalej?

Teraz pod koniec dnia, to nawet myślę, że przesadzałam z tym oburzeniem.

piątek, 15 lutego 2013, bezcielesna

Polecane wpisy

  • Gdy odchodzi św. Mikołaj

    W piątek, gdy wracałyśmy z Mikołajkowej zabawy, Wiertka podzieliła się ze mną spostrzeżeniem: - Czy może być tak, że prezenty pod choinkę przynoszą rodzice, zam

  • Urodzinowy weekend

    Mam za sobą urodzinowy weekend Wiertki. W niedzielę odbyło się przyjęcie dla jej koleżanek. Tort upiekła jedna z moich koleżanek, ze sporym rabatem - był nie do

  • Dawni rzemieślnicy

    Gdzieś tak na początku roku 2014 (wtedy też miałam dość trudny okres w życiu), pisałam, że zniszczyłam buty. Z mojej winy, skórzane powinny były być dobrze impr

Komentarze
2013/02/18 07:52:34
No cóż, pewnie też bym się niepokoiła. Wiem jedno- nasze dzieci bywają zupełnie innymi ludźmi, kiedy nas nie ma w pobliżu. Może jest jeszcze coś, czego nie wiesz o Wiertce?