To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Przedszkolne tajemnice

Nawiążę dziś do mojej rozmowy niedzielnej. Odwiedziła mnie moja bardzo dobra koleżanka, przyjaciółka. Pogadałyśmy sobie o różnych rzeczach. Ona pracuje w przedszkolu, personel niskiego szczebla, ale widzi wszystko. Przedszkole państwowe, dość znane, modne, rodzice zabijają się by umieścić tam dziecko. Atmosfera pracy kiepska, bo płace są zróżnicowane, wg kryteriów nieznanych, albo gorzej - irracjonalnych. Różnice dla wielu ludzi nieistotne - 100-150 PLN, dla tych kobiet to znacząca część pensji. Za te pieniądze rodzice dzieci, którymi one się opiekują, nie wstają nawet z łóżek. Kiedyś na forum przedszkolnym na wysunięty taki problem rodzice chórem odpisali, że mają w dupie ile zarabiają nauczycielki i jaka jest atmosfera. Niech sobie znajdą lepszą pracę. A one podpisały umowę na gołą pensję + premię + dodatki, czyli piękne pieniądze. Jednak kryzys, wszystko zabrano i zostawiono pobory rzędu najniższej krajowej.

Tyle, że właśnie ta atmosfera, animozje, wzajemne pretensje i obgadywanie wpływają na dzieci. Na opiekę nad nimi. To jeszcze nie koniec. Nikt nie wie (i nie dowie się, bo numeru przedszkola nie podam), że placówka jest niezabezpieczona - było już kilka przypadków, gdy dzieci wychodziły z budynku. Gorzej, jeden chłopiec poszedł się pobawić do niedalekiego parku. Ostatnio dziewczynka wybiegła w kapciach na śnieg.

Ale, jak wspomniałam, przedszkole wśród rodziców ma 100% dobrych opinii i zachwytów.

Tak sobie posłuchałam tej opowieści. I proszę, teraz sama dotykam podobnego problemu. Wczoraj w przedszkolu Wiertki (już teraz wiem dlaczego jest zapadka nade furtką, blokująca jej otwieranie) było zebranie rodziców. Na 21-27 rodziców na liście przyszło... sześć mam (potem dwie dotarły spóźnione). Godzina 16.00 to jeszcze czas, gdy trzeba się wymknąć z pracy, ale raz na kilka tygodni można spróbować. Ale po co? To nie szkoła, że z dziećmi są kłopoty? A może są? Okazało się, że grupa będzie miała zmienianą panią. Nauczycielki zamienią się grupami. Aktualna tłumaczyła coś, dobro dzieci, jakieś inne sprawy. Ale nie poczułam się z tym fajnie. Pomyślałam, że pewnie dobro dzieci jest tu gdzieś daleko, a zadecydowały jakieś układy, roszady. Albo obecna nauczycielka nie radzi sobie z trzylatkami i uznano, że za wolno rozwijają samodzielność. Powiedziała nam, że nowa pani jest bardziej surowa i zdecydowana. Piszę nowa, ale ta kobieta pracuje w przedszkolu i pewnie widywałam ją już nie raz.

Nie podoba mi się to. Wiertka nie przywykła jeszcze do końca do nowego miejsca. Jedyne co się jej w tym przedszkolu to właśnie ta pani, do której biegnie zachwycona. Innych nie lubi. A teraz nowa pani, nowa sala - skąd, do cholery, pomysł by trzylatki przenosić na piętro??? Co jeśli ta nauczycielka nie będzie miała cierpliwości do mojej córki, będzie się jej czepiała? Wiertka nie jest subtelną, eteryczną dziewczynką - widziałam ją na sali, mówi głośno, zdecydowanie zabiera się za wybrane zabawki i głośno protestuje jak coś jest nie po jej myśli. Przy niej te inne trzyletnie dziewczynki nikną. Chyba w obecności starszych dzieci robi się spokojniejsza. Złamią mi dziecko :(

Jedyny plus tej sytuacji jest taki, że nowa nauczycielka pracuje zmianowo od 7.00 lub do 17.00, więc będę miała z nią codzienny kontakt przy zostawianiu i odbieraniu małej.

Dopytałam się jeszcze, jak tam moje dziecko. Na szczęście, nie jest źle. Generalnie potrafi już być grzeczna, słucha się, ale czasem ma napady złości. O dziwo, dość dobrze sobie radzi z samodzielnym rozbieranie i ubieraniem. To mój słaby punkt jako matki, bo zawsze goni nas czas. A tu została zwrócona uwaga, by popracować nad tym z dziećmi, bo nowa nauczycielka nie jest w tym względzie wyrozumiała.

Byłyśmy jeszcze wczoraj z Wiertką na teatrzyku. Darmowy, w Domu Kultury. Tym razem przybyły tłumy. Ucieszyłam się, że mam śmiałe, uparte dziecko. Stanęłyśmy przed kłębowiskiem dziecięco-rodzicielskim skotłowanym przy zamkniętej jeszcze salce. Wiertka zostawiła mnie i metodą wiertełka przecisnęła się pod same drzwi, weszła jako pierwsza i zajęła sobie najlepsze miejsce pod samą sceną. Ja tylko rzuciłam okiem, czy nie będzie mnie szukać, pomachałam jej i wycofałam się. Chętnych na spektakl było tylu, że rodziców starszych maluchów poproszono o opuszczenie sali. Mogłam sobie poczytać książkę przez 40 minut :)

środa, 27 lutego 2013, bezcielesna

Polecane wpisy

  • Weekend

    Poprzedni weekend Wiertka została ze mną, została zamieniona ich kolejność. Wolałam wtedy zostać sama. Jednak dobrze się stało. Wiedząc, że czeka mnie w poniedz

  • Zakręt

    Z przyczyn wielorakich – a to jakieś niedopatrzenie na wiosnę, a to restrukturyzacje, a to roszady, a to celowe wprowadzenie mnie w błąd – umowę o p

  • Celebrytka

    Wiertka pokazała mi list, jaki sama do siebie napisała. List jest od zakochanego w niej chłopaka. Pochwaliła się koleżankom w klasie by wzbudzić w nich zazdrość

Komentarze
2013/02/27 10:43:35
Na razie sprawy przedszkolne są mi obce. Zacznie się w piątek-idę złożyć papiery. Jeśli chodzi o to, że na zebranie o 16.00 przychodzi tylko 6 mam, to wcale mnie to aż tak nie dziwi. Sama nie dam rady dojechać na taką godzinę, bo w wielu korporacjach (w mojej też) nie można się urwać z pracy ot tak. Mam kartę elektroniczną i muszę być w robocie 8h i 15 minut. Nie ma bata. Stąd wkurza mnie organizacja zebrań w godzinach pracy normalnego człowieka, wszelkie te imprezy z udziałem rodziców itp. Wiem, że tego nie przeskoczę, ale powkurzać się mogę. Żeby być dobrym pracownikiem, zaangażowanym rodzicem, idealną żoną musiałabym się sklonować. Pozostaje mi odpuścić. Póki co zamartwiam się, że mi dziecka do mojego wioskowego przedszkola nie przyjmą. Wtedy ręce opuszczę do ziemi i zawyję do księżyca. Trzymaj kciuki!
-
2013/02/27 12:22:02
Pracowałam w administracji publicznego przedszkola. Znam zasady panujące w (akurat tej, jednej) placówce. Nie wiem co opowiadała Ci przyjaciółka. Ja wiem, że "dobro dzieci" to jedna wielka ściema. Wszystko leży w rękach pani dyrektor i o czym ona zadecyduje tak będzie. Widziałam zwolnienie jednej z najlepszych pań nauczycielek (nie przedłużona umowa) z grupy najmłodszych dzieciaków. Tylko i wyłącznie z tego powodu, że dziewczyna nie chciała się "integrować" z panią dyrektor i jej dwoma "czopkami". "Czopki" to dwie nauczycielki pracujące w grupie drugiej. Prawe ręce dyrekcji. Widziałam również jak dziećmi zajmowała się pani woźna, bo czopki musiały być akurat na ważnej "naradzie". Mogę również teraz przyznać się do tego, że dyrekcja sama czasem kazała mi pilnować dzieci, bo nie miał kto z nimi siedzieć na sali. Widziałam również listy płac, gdzie nauczycielki z trzydziestoletnim stażem dostawały połowę mniejszy dodatek motywacyjny, tylko dlatego, że "czopki" silniej lizały dupę dyrekcji niż te starsze.
Wiesz co to jest mobbing? A ja się go chyba naoglądałam, własnie w tym przedszkolu, w którym pracowałam. Pani dyrektor to pan i władca, nie do ruszenia. Jeśli nie wykonujesz ślepo jej rozkazów - wylatujesz pod byle pretekstem.
Jednak przedszkole ma (do dziś) opinię nieskazitelnego, o wysokim poziomie wychowawczym, o najbogatszej ofercie rozrywkowej dla dzieci (wycieczki, spotkania w placówce, konkursy dzielnicowe). Boli mnie, że tam gdzie najważniejsze jest dziecko często atmosfera służbowa jest nie do zniesienia - np w szpitalach bywa podobnie. Cóż mamy robić, my rodzice - bacznie obserwować i wyciągać wnioski.
-
2013/02/27 12:31:08
brommbie, ja w poniedziałek zostałam w pracy godzinę dłużej. Tyle dobrego, że firma jest otwarta 8-17.00 i można odrobić takie wyjścia.
-
2013/02/27 18:21:53
Niestety, na własnej skórze doświadczyłam co się dzieje zarówno w przedszkolach jak i szkołach. Przy wyborze najlepiej kierować się pogłoskami, które roznoszą się za pomocą tzw. "poczty pantoflowej". Chociaż jak widać na opisanym przez Ciebie przykładzie ona też czasami zawodzi.

Z tego co się orientuję to jakoś w lutym czy marcu składa się podania o przyjęcie dziecka do przedszkoli. Nie zaszkodzi złożyć, a jak z nową panią będzie nie za dobrze to zmienić dziecku przedszkole od nowego roku przedszkolnego. Jak się ułoży to zostawić.
A może wysłać z podaniem tatę Wiertki? To wcale nie jest taki głupi pomysł. Zauważyłam, że kobiety czasami "inaczej" słuchają mężczyzn. Wydaje mi się, że on nie jest jakąś fajtłapą.

W ogóle dobrze jest nagłaśniać wszelkie nieprawidłowości. Mówić głośno na zebraniach o tym, co jest nie tak. Nie bać się, przecież nauczycielka czy dyrektorka nie będzie "mścić się" na małym niewinnym dziecku.