To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Post-PRLowski naiwniak

Mój tata jest poczciwym "peerelowskim" pracownikiem fizycznym. Do końca zeszłego stulecia miał raptem trzech wieloletnich pracodawców, co jest rzadkim wynikiem nawet dla mojego pokolenia. Były to firmy państwowe, albo z mocno rozbudowaną strukturą. Nadeszło nowe, prywatyzacja, wszystko zostało oddane w "outsourcing" z wyjątkiem prezesa i rady nadzorczej. Mój tata został niemal jako ostatni w dziale technicznym, a potem przeszedł pod "prywaciarza". I od tej pory pracował dla tego faceta z ufnością "pracownika peerlowskiego". Po 10 godzin dziennie, czasem sześć dni w tygodniu. Rynek pracy jest jaki jest i cieszył się, że ma to co ma. Niestety firma ma profil remontowy, celuje w wielkich klientów typu hotele, instytucje, a rynek jest jaki jest.

Rok temu, tata dopytał się o zaświadczenie o zarobkach, bo myślał o jakiejś pożyczce. I usłyszał od zaskoczonego szefa, że... przecież nie jest zatrudniony... Zafrapowany wrócił do domu, wyciągnął z szafki umowę o pracę i przeczytał zdziwiony, że owa była tylko na pół roku. Szczegółów nie ustaliłam, bo obawiam się, że mój tata wstydzi się powiedzieć prawdę. Tej pracy "na czarno" mogło być i dwa lata... Czy dostał jakieś świadectwo pracy, po owym pół roku? A gdzie tam! Dlaczego nie sprawdził, co podpisuje? Wspominałam, że jest "peerelowski" - mówią, że zatrudnili, to zatrudnili.

Awantury nie chciał, bo nie ma za bardzo gdzie pójść. Skończyło się na tym, że umowę o pracę dostał. Wygasła w grudniu zeszłego roku, bo rynek pada, firma kiepsko przędzie, zleceń nie ma. Od września w sumie był w domu i szukał nowego zajęcia. Wszędzie jest pytany o to, czy ma emeryturę, rentę, grupę inwalidzką... Nikt nie chce 60 letniego mężczyzny legalnie.

Zaświtała nadzieja, że pracę znajdzie, bo nabędzie praw do zasiłku przedemerytalnego. Wypracowane lata pracy ma - 40 lat tyrania moi drodzy. W październiku skończy 60 lat. Ostatnio kiedy wyliczał, to brakowało mu jakiś 3 miesięcy pracy i nawet byłabym skłonna sama wysupłać ostatni grosz na jego składki, byle ktoś go na te trzy miesiące zatrudnił fikcyjnie.

Pojechał do urzędu pracy i tu ręce opadły ponownie - ten szef zatrudnił go ponownie, ale na... pół etatu (przypominam, że zapieprzał po 10 godzin dziennie). Tacie nie przysługuje zasiłek. Dlaczego ponownie nie sprawdził papierów? Czy nie wspominałam już, ech. Bez pobierania zasiłku z UP nie może przejść na ten emerytalny. Teraz potrzebuje dwunastu miesięcy zatrudnienia by ponownie nabrać prawa do zasiłku. Na tyle składek, to nawet i ja nie wyciągnę, nawet w kredycie. Choć gdyby ktoś zechciał go zatrudnić na takich zasadach, to bym spróbowała. Ojciec wszystko czego się w życiu dorobił oddał dzieciom, dzięki niemu mam mieszkanie w prezencie. Na rok jego zatrudnienia bym pożyczyła skądś.

Do tradycyjnej emerytury zostało mu ponad pięć lat. Za co on ma żyć? Ja z bratem postaramy mu się pomóc. Teraz już podpytywałam się tatę co z pieniędzmi. Nasz dziadek mu daje, bo sam ma wysoką emeryturę. To jakiś absurd. 85 letni emeryt wspomaga swoich dwóch synów - 60 letniego i 53 letniego. Stryj coś tam na szczęście zarabia, ale ma wysokie potrzeby alkoholowe.

I to nawet nie kwestia tego, że mój ojciec marzy o emeryturze. On chce pracować. Tylko, że jego nikt już nie chce. Na rynku brakuje tokarzy, frezarzy, ślusarzy (bo chłopaki poszli ma zarządzanie i marketing), a on ma w tym wieloletnie doświadczenie. Co z tego, skoro ma 60 lat i wg pracodawcy nie ustoi całego dnia przy maszynie. Czy już wspomniałam, że tata pracował całymi dniami w ekipach remontowych?

Nadzieja jeszcze w tym, że wiosną budowlanka ruszy i tamten szef znowu zadzwoni po ojca.

Jest z tego jeden pożytek - gdy poproszę raz na jakiś czas tatę o pomoc, to posiedzi z Wiertką. Wcześniej non stop pracował, jedynie niedziele miał wolne.

środa, 06 marca 2013, bezcielesna

Polecane wpisy

  • Dzień szaleństwa

    Wczorajszy dzień mam siłę opisywać dopiero teraz. Był, że skorzystam z cytatu koleżanki, jak oddzielny krąg piekła :) W pracy dużo pracy, taka fala przed wprowa

  • Sałatka życiowa

    Tym razem o mnie. Wczoraj zabiegany dzień. Wizyta na oddziale laryngologii, by poprawili źle wystawione skierowanie dla Wiertki. Potem przeskok w głąb miasta by

  • Raport pracowniczy

    Chodzę do pracy, choć jest to jak trwanie w związku z kimś, kto ma cię głęboko gdzieś, ale kredyt hipoteczny, czy przekonania religijne nie pozwalają na wyprowa

  • Trochę się martwię

    Jakoś ostatnie dni nie napawają mnie optymizmem. Zbliża się pełnia, więc zaczynają się tradycyjne szaleństwa cukrowe i festiwal złego samopoczucia. We środę prz

  • Na plusie

    No i co z tego, że w nocy spadł śnieg, skoro zaraz potem było +2 i wszystko spłynęło? Chlapa jak zwykle. Dziwny grudzień jest w tym roku, taki bardziej marcowy

Komentarze
2013/03/06 16:01:23
Przykro to czytać bo dokładnie w taki sam sposób zostałam ja bez prawa do zasiłku. Półetatowcy nie maja lekko, chyba że przepracuja więcej niż 12 mcy. Współczuję tacie, oby wszystko się ułożyło.
-
2013/03/06 18:15:38
Przykro się czyta o chamstwie pracodawców. Mam nadzieję, ze znajdzie satysfakcjonującą pracę, a gdy dawny szef znów się do niego uśmiechnie, będzie go zwodził przez jakiś czas, ze zaraz przyjdzie.
-
2013/03/06 19:11:04
Tak jak jestem zapiekłym gospodarczym liberałem, i jestem za rażącym odsocjalizowaniem obecnego rynku pracy, tak jednocześnie uważam, ze Twojemu Tacie po prostu odwalono świństwo.
Tak na gorąco - nie da rady przez jakiś sąd pracy narobić temu draniowi koło pióra i wyszarpać z niego odszkodowania? Np poprzez sądowne ustalenie, że to nie półetat a cały+ nadgodziny? Wtedy by spokojnie wszystkie (tfu tfu ) zasiłki przysługiwały.
-
2013/03/06 19:46:31
To nie jest typ człowieka, który chodzi do sądu - za spokojny.
-
2013/03/06 20:43:39
Przykro mi...