To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
O nadpobudliwości

W poniedziałek był Dzień Otwarty w szkole, czyli po prostu można było przyjść porozmawiać z nauczycielką. Na przyjęciu urodzinowym dowiedziałam się o różnych pracach domowych, które moje dziecko nigdy nie zrobiło. Na wszelkie pytania, co zadane odpowiada dyplomatycznie: "Nie wiem" / "Nie pamiętam". Chciałam poprosić wychowawczynię, by jakoś zaznaczała mojemu dziecku prace.

W poniedziałek ciśnienie pikowało w dół. Rodziców przyszło sporo. Stałam w kolejce na korytarzu, a mój mózg boleśnie zwijał się do środka. Gdy wreszcie, weszłyśmy do klasy, o 19:15, miałam w czaszce wydmuszkę.

Okazało się, że to wychowawczyni ma całą litanię żalów dotyczących mojego dziecka. Chodzi po klasie, tańczy na dywanie, rozśmiesza inne dzieci, skupia na sobie uwagę - to wszystko w czasie, gdy prowadzone są zajęcia. To już było we wtorek, ale też napiszę - dzieci pisały sprawdzian. Z wyjątkiem Wiertki, która odmówiła i dla podkreślenia protestu rzuciła się z płaczem na podłogę. O ile miesiąc temu pani mówiła o nadpobudliwości, to w poniedziałek mówiła o dużej nadpobudliwości.

Jednak zaczęła zaznaczać w dzienniczku, to co Wiertka ma zrobić, Czyli to, czego nie zrobiła w klasie. Wczoraj próbowałam z małą nadganiać. I oczywiście, prawie godzina wycia, krzyków, rzucania się. Zbliżała się 19:30, znowu czułam, że dzień mi przecieka, nic nie robię tylko siedzę przy tym nieszczęsnym dziecku, a sprawa nie posuwa się nawet o jedno napisane słowo do przodu.

I wtedy eksplodowałam. Daruję szczegóły. W każdym razie, po kilkunastu sekundach eksplozji, poszłam, z bolącym brzuchem wypalić w kuchni papierosa. Tak, podpalam czasem - pomieszkajcie z moim dzieckiem, to sobie pogadamy.

Wróciłam i co zobaczyłam? Moje dziecko odrabiało lekcje. Pisała te nieszczęsne słowa i zdania. Nie przeszkadzałam, bo i tak wychowawczyni namawia rodziców by uczyli dzieci odrabiać lekcje samodzielnie, bez asysty. Wiertka zrobiła wszystko w dwadzieścia minut. Napisała okropnie, nie trzymając się linii, nie robiąc przerw pomiędzy wyrazami, ale dla mnie ważniejsze jest, że zrobiła to sama. Niech ma to pozytywne wzmocnienie. Następnego dnia, specjalnie pojechałam później do pracy, by złapać jeszcze panią wychowawczynię i wytłumaczyć jej, że dziecko pracę zrobiło i żeby nie krytykować, że napisała brzydko.

Udało mi się wreszcie dodzwonić do porani psychologicznej i w styczni jesteśmy zapisane z Wiertką na wizytę.

Jestem trochę podłamana. Mogłabym pójść do dyrekcji i poprosić o przeniesienie dziecka do zerówki. Tyle, że wyrwałabym ją z grona dzieci, które zna od trzech lat, z przedszkola, z którymi się zgrała od września. Mogłabym ją przenieść do zerówki w innej szkole, taki totalny start, ale ta szkoła jest najciekawsza w okolicy.

Nie jestem przeciwniczką reformy edukacyjnej, bo widzę, że inne sześciolatki w klasie świetnie sobie radzą. Tylko moje dziecko nie. Nie chcę, by rodzice zaczęli mieć potem żal do mojego dziecka, że rozwala lekcje swoim zachowaniem. Uwaga otoczenia jest dla mojej córki niczym benzyna na jej ogień - rozkręca się się w swoim zachowaniu. Przyda się w prowadzeniu programów rozrywkowych, ale do tego czasu trzeba jakoś skończyć szkołę.

środa, 16 grudnia 2015, bezcielesna
Tagi: córka

Polecane wpisy

  • Gdy odchodzi św. Mikołaj

    W piątek, gdy wracałyśmy z Mikołajkowej zabawy, Wiertka podzieliła się ze mną spostrzeżeniem: - Czy może być tak, że prezenty pod choinkę przynoszą rodzice, zam

  • Urodzinowy weekend

    Mam za sobą urodzinowy weekend Wiertki. W niedzielę odbyło się przyjęcie dla jej koleżanek. Tort upiekła jedna z moich koleżanek, ze sporym rabatem - był nie do

  • Dziecięco lekarsko

    Wędrówka matki z dzieckiem po specjalistach jeszcze się nie zakończyła. Wczoraj miałam dzień wolnego, nie by wypoczywać, by pojechać z Wiertką na wizyty lekarsk

  • Walka z wiatrakami.

    Już mi jest mega wstyd. Za nieporadność, za to, że nie umiem wychowywać dzieci, za to, że nie umiem znaleźć rozwiązania i za to, że już mi ręce opadają i zwycza

  • O chorowaniu.

    Dziś mam wolne. Wzięłam dzień urlopu ponieważ Mańka się rozchorowała, a zwolnienia nie chciałam brać. "Spotkał katar Katarzynę, Katarzyna pod pierzynę" i dalej

Komentarze
2015/12/16 20:43:53
Ja bym jej jeszcze nie skreślała. Myślę, że jeśli trafisz na dobrego psychologa, to może uda się coś zaradzić. Wypracujecie program, którego się trzeba trzymać. Włączyłabym w to szkołę. Równe metody, jasne zasady i wór cierpliwości. Trzymaj się!
-
2015/12/16 21:56:46
Oj, trudna sytuacja, dużo pracy przed Wami, dużo cierpliwości i wyrozumiałości z Twojej strony, drugie tyle ze strony szkoły- oby była chętna. Trzymam kciuki, żeby się udało, bo Wiertka z Twoich opisów to fajna i mądra dziewczynka, a że ma charakter? Kiedyś to będzie jej atutem
-
2015/12/17 10:13:28
Podczytuję Cię od jakiegoś czasu, mam córkę w tym samym wieku. Wiele szkolnych zawirowań, o których piszesz, nie jest mi obcych. Po tym co przeczytałam U Ciebie i po tym co widzę u siebie, tak się zastanawiam, a może zwyczajnie nie warto... U mnie jest odwrotnie. Czytanie, pisanie, zainteresowanie lekcją bardziej niż ok (opinia wychowawczyni). Problem leży w emocjach. Zaliczyliśmy psychologa, kazała wesprzeć dziecko i będzie ok. Wspieramy, tłumaczymy, dopingujemy. Bywa różnie. Dzisiaj po kolejnym dniu, kiedy rano słyszę, że boli brzuszek, że się boi i w ogóle.... mocno zastanawiam się czy warto. Z drugiej strony czy pół roku coś zmieni? Może tak, może nie. Tak naprawdę nie wiadomo co robić. Z jednej strony tak jak piszesz, nie chce się dzieci wyrywać z grupy, którą zna, bardzo lubi, a z drugiej - jak rozsądnie wybrać i nie podciąć skrzydeł z żadnej strony...
Trzymam kciuki, żebyście trafiły na mądrego psychologa.
-
2015/12/18 08:51:27
Przychodnia psychologiczna prywatna czy raczej poradnia pedagogiczno psychologiczna? Ciekawa jestem jak na to wszystko pedagog szkolny. Może szkoła do dupy. Sama miałam niezłe przejścia z sześciolatką w pierwszej klasie, więc rozumiem sytuację i wspieram mentalnie.
-
2015/12/18 22:20:50
Nie wiem jakie mała [ byłam podobnym dzieckiem, stąd mam wiele sympatii dla Twej córeczki] ma relacje z ojcem. Moze on byłby w stanie pomóc ?
-
2015/12/19 12:58:57
Najpierw o wychowawczyni. Ma wiele cierpliwości dla mojego dziecka. Gdy klasa ma religię, zabiera Wiertkę na pracę indywidualną. Doradziła mi poradnię psychologiczną, bo z ich zaświadczeniem łatwiej będzie wystąpić o dodatkowe godziny dla mojego dziecka.
Wiertka ma temperament po swoim ojcu, ale widać, że wchodzi mu na głowę. Na wszystko jej pozwala. Odmawia odrabiania lekcji? I co on ma zrobić? Widzę różnicę w podejściu kiedyś do starszych dzieci - był surowy i stanowczy. Nie wiem, czy mu zwisa, czy się zestarzał.
-
2015/12/21 02:52:43
Nie wiedziałam, ze Wiertka ma przyrodnie rodzenstwo. Moze ktos młodszy niz rodzice, przekonałby ją, ze szkoła narzuca pewne rygory i juz. Czasem łatwiej posłuchać rad licealisty, niż wychowawczyni czy mamy.
-
2015/12/21 09:04:39
Starsza siostra Wiertki, w tym samym wieku też miała ADHD i to wersję ruchową. Pamiętam ha z tamtych czasów. U niej zaczęło się wyciszać koło 10 go roku życia. Dziś to spokojna, aż za spokojna uczennica jednego z lepszych liceów.
Widzę szansę dla mojego dziecka :)