To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Raport z niematkowania

Średnio odpoczywam na tym bezmatkowaniu ;)

Wczoraj wybrałam się na spacer miejski, o dziwo nie po Pradze. Prowadził on szlakiem filmów Stanisława Barei - tym razem wędrowaliśmy oglądając miejsca związane z filmami "Poszukiwana, poszukiwany" i "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?". Plus mnóstwo fajnych anegdotek. Między innymi lista scen, jakie cenzura kazała wyciąć z drugiego z tych filmów. Było ich ponad dwadzieścia i wszystkie kultowe dziś. Dobrze, że zostały. A historia z pierwszego z filmów niemal się wydarzyła. Opowiedziała ją reżyserowi jego żona pracująca w Muzeum Narodowym. Otóż, przybył tam pewnego dnia rzeźbiarz, by odebrać swoją pracę. Tylko, że rzeźby nigdzie nie było - ani w magazynie, ani na ekspozycji. Awantura. Po kilku dniach okazało się, że rzeźbiarz swoje dzieło odebrał kilka dni wcześniej, tylko zapomniał podpisać pokwitowanie :)

Wycieczka skończyła się na Płycie Desantu i wieczór spędziłam z kolegą (razem też byliśmy na tym spacerze miejskim) trochę w "Cudzie nad Wisłą", trochę spacerując nad rzeką w kierunku mostu Poniatowskiego. Wracąjąc, już sama, zahaczyłam jeszcze na moment o Otwartą Ząbkowską.

Sobotnia pogoda była przepiękna. W niedzielę, w strugach deszczu, wybrałam się do Domu Spotkań z Historią, by obejrzeć "Strachy" z Eugeniuszem Bodo. Bardzo fajny film, jak na dramat przedwojenny. Nie przesłodzony, nie dydaktyczny. W sam raz.

Codziennie sortuję rzeczy w pokoju dziecka i wyniosłam już do zsypu kilka siatek zdekompletowanych drobiazgów, wycinanek, karteczek, malowanek. Do większych zabawek trudno mi się dobrać, bo pokój zajęły szafki. Ale o tym będzie oddzielny wpis.

Od czwartku do jutra (oby) raz dziennie kursowałam na trasie dom - weterynarz - dom. Ale o tym oddzielny wpis.

Poziom tęsknoty za dzieckiem jakoś spadł jak poszłam do pracy i zajęłam się sprzątanie. Jednak dziś pomyślałam, że wypadało by do niej zadzwonić. Ciężko się rozmawiało, bo głównie komentowała moje zdania jednym słowem, sama nie chciała za dużo mówić. Jeszcze chwilę zamieniłam kilka zdań z jej ojcem i kiedy kazałam mu spytać ją, czy chce jeszcze ze mną pogadać, usłyszałam w tle "nieee". Muszę pogodzić się z tym, że dobrze się bawi :)

niedziela, 21 sierpnia 2016, bezcielesna

Polecane wpisy