To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Miłość, Spojrzenie na Tomasza Beksińskiego - pierwsze, cz. 2

Chciałam teraz napisać trochę własnych refleksji na temat Tomka Beksińskiego. Coś, co mi przyszło do głowy po lekturze.

Jego przyjaciele wspominali, że był z całkiem innej epoki. Za szlachetny, za idealistyczny, za nadwrażliwy na te czasy. Odszedł razem z wiekiem XX, bo nawet jak na ten wiek był już dziwny. Sama z trudnością wyobrażam go sobie w wieku XXI. Jednak nadwrażliwcy - z autopsji to piszę - na każde czasy się nie nadają. Czy to byłby wiek XIX, XVI, czy epoka lodowcowa. Wystarczy sobie przypomnieć historię (wiem, że wymyśloną) Wokulskiego i Łęckiej, by wiedzieć, że tak by kończył Beksiński. Każda epoka uprawia z nadwrażliwcem seks analny, gdy ten wolałby wino i pieśni.

Bardziej odpowiada mi metafora - moja własna - kliszy fotograficznej. Nasz świat, wydarzenia, emocje, my sami, nasz charakter, to obraz zapisany na kliszy filmu. Jest się tej kliszy integralną częścią, by człowieka usunąć trzeba go z niej zdrapać, a to naruszy sam fundament kliszy. Dlatego człowiek jest ze swoją rzeczywistością nienaruszalnie zespolony. Są jednak ludzie z kliszy obcej, doczepieni, doklejeni, doklejeni mniej lub bardziej ściśle. Zawsze jednak odstają, odginają się, zaginają się, zadzierają. A w drastycznych momentach po prostu ześlizgują w nicość. Tomasz Beksiński był z innej kliszy. Tragedia polega na tym, że nie można do swojego filmu wrócić. Nawet nie wiadomo, gdzie on jest. A jeśli nawet, to w tej dziurze po mnie samej, ledwo się doczepię. Nawet tam będę już odstawać. Beksiński był tak luźno zespolony, że wystarczyło wstrząsnąć, a spadł. Mnie do tej rzeczywistości przytrzymuje szpilka z mojej córki.

Beksiński wybierał zawsze złe kobiety. Choć nie można oczekiwać sukcesu, gdy ciągnie człowieka do nastolatek - niezależnie ile sam już ma lat. Jeśli są tylko emocjonalnie nieukształtowane - zostają przyjaciółkami, jeśli są emocjonalnie nieukształtowane i zwichnięte - wciągają w toksyczny związek. A Beksiński jak kochał, to kochał według przyjaciół całkowicie, oddanie, romantycznie. A według mnie ocierało się to delikatnie o stalking. Nie czynny, gdy się kogoś dręczy z miłości różnymi pomysłami, ale taki wewnętrzny, gdy myśl o tej drugiej osobie, odrzuconej miłości, jest uporczywa, nie można jej się pozbyć, niszczy życie. Widać to po listach, które pisał do kobiety, po rozstaniu. Była już z kimś innym, była już szczęśliwa. Jednak pisał do niej, zaznaczając, że wie, że nic nie wskóra, ale musiał coś jeszcze wyjaśnić, coś powiedzieć o rozstaniu, coś rozwinąć. Jakby podświadomie miał nadzieję, że któryś z tych listów sprawi, że ona powróci.

I z taką wrażliwością, fatalnie lokowanymi uczuciami, Beksiński dotrwa do 41 urodzin. Ja za chwilę dojdę do moich 41. On popełnił samobójstwo w miesiąc potem. A o depresji, samobójstwach, poczuciu seryjnej, nieuchronnej, klęski będzie w kolejnym wpisie.

piątek, 10 lutego 2017, bezcielesna
Komentarze
2017/02/11 15:06:23
Piękna metafora, ta o szpilce z córki ;)