To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Śmierć, Spojrzenie na Tomasza Beksińskiego - pierwsze, cz. 3

Mój ostatni wpis, ostatnia refleksja dotycząca książki.

Nie ulega wątpliwości, że Tomasz Beksiński był dystymiczny, że miewał załamania nerwowe, cierpiał na depresję. Pomoc psychologiczną, terapię powinien był otrzymać już po swojej pierwszej próbie samobójczej, na pewno po drugiej. Gdy pomyślano o tym na poważnie, tuż przed jego śmiercią, było już o dwadzieścia lat za późno. Przypominam sobie jednak, że po próbie w latach osiemdziesiątych był hospitalizowany. Teoretycznie powinien się wtedy zająć nim jakiś specjalista. Kto ich tam wie. Po tym względem, Beksiński urodził się stanowczo za wcześnie. W latach 70tych, 80tych terapia nie była jeszcze tak znana, nie mówiło się tyle o depresji, ludzie nie przyznawali się do tego otwarcie. Gdyby dziś był człowiekiem wchodzącym w życie, być może poszukałby pomocy fachowej.

Był człowiekiem, który budował swoje marzenie. Ono waliło się w gruzy. Nabierał nadziei, budował od nowa. Waliło się w gruzy. Nabierał nadziei, budował. Waliło się w gruzy. Po każdej katastrofie bolało. I w końcu, w okolicach 41 urodzin uświadomił sobie, że tak będzie zawsze. Zawsze będzie budował i się zawali. I będzie boleć. I to nie raz. Będzie tak raz po raz, aż do śmierci. Dookoła wszystko zbudowali. Stoi mocne i stabilne. Być może on już nigdy nie zbuduje. Co jest jeszcze bardziej bolesne. Wyjściem jest zaniechanie budowania. Tylko, że wtedy boli jeszcze bardziej. Doskonale to znam. Sama dobiegam tych urodzin.

Do tego ta samotność. Rodzice starzeją się, dochodzą. Z resztą rodziny kontakt jest luźny. Przyjaciele mają własne gniazda. A dookoła niego cisza i pustka. Łatwo mi wzruszać ramionami na miłość, jak moje dziecko doprowadza mnie do stanu permanentnego ogłuszenia. Mnie samotność wydaje się kusząca.

poniedziałek, 13 lutego 2017, bezcielesna
Komentarze
2017/02/13 21:44:46
Mi tez samotność wydaje się kusząca aż czasem marzę o ty abym był tylko ja bez ciągłego wołania, szarpania, rozrywania myśli, wyrywania z przedmieść wyobraźni. Może dlatego tak wielu ludziom spełniającym własne aspiracje jest tak trudno pogodzić to z posiadaniem rodziny. Może nie można mieć wszystkiego.