To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Spojrzenie na Tomasza Beksińskiego - pierwsze, cz. 1

Z rodziny Beksińskich kochałam Zdzisława Beksińskiego - jego malarstwo, grozę, niepokojącą melancholię przenikającą z obrazów. Byłam za młoda by stać się fanką audycji Tomasza Beksińskiego - pozostałam w drużynie Marka Niedźwieckiego.

Jednak zastanawiałam się, czy nie iść na "Ostatnią rodzinę" do kina i recenzje mnie zniechęciły. Szkoda mi pieniędzy na bilet, by wyjść z seansu wkurwiona. Właśnie czytając te recenzje trafiłam na linki do różnych wywiadów, historii. A potem, czekając na swoją kolej w bibliotece, już z książkami do wypożyczenia w ręce, zobaczyłam na półce "Tomek Beksiński. Portret prawdziwy" Wiesława Weissa. Pod wpływem impulsu, odniosłam jedną z poprzednio wybranych książek i wypożyczyłam tę. Z wywiadów wiedziałam, że autor był oburzony "Portretem podwójnym" Grzebałkowskiej, a po filmie wprost wściekły tym jak pokazany był jego przyjaciel.

Wróciłam do domu i wsiąkłam. Niby 670 stron, bez przypisów i zdjęć, a czyta się jednym tchem. Nie mogłam wyjść z wanny, bo jeszcze tylko jedna strona. Nie mogłam iść sprzątać, bo jeszcze tylko do końca rozdziału. Tomiszcze grube, więc do czytania na stojąco w komunikacji miejskiej wymagany jest perfekcyjny błędnik oraz doświadczeniem w ćwiczeniu jogi.

Sama biografia? Zdaję sobie sprawę, że to odpowiedź na dwa poprzednie tytuły medialne. I wyszła z tego laurka. Bo może i miał wady, ale kto nie ma. Może i krzyczał, ale kto nie krzyczy. Może był niepraktyczny życiowo, ale to się zdarza. Z drugiej strony, to piękne, gdy twój przyjaciel, po twojej śmierci potrafi zebrać od tylu osób, tyle pochlebnych historii i wypowiedzi. Są tam relacje znajomych i przyjaciół ze szkoły podstawowej, średniej, studiów, pracy. Nie ma tylko bezpośrednich wypowiedzi od byłych partnerek Beksińskiego. Może dlatego, że większość z nich przedstawiona jest mało pochlebnie. A ostatnia jest niemal wprost oskarżona o doprowadzenie bohatera do śmierci. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie będzie oburzona tą lekturą. No cóż, okazało się, że zmarła niedawno. Ładnie się złożyło. Nie ma szansy się obronić. A o tym, co ja sądzę o jego miłościach i związkach jeszcze będzie.

Gdy skończyłam tę biografię, nabrałam ochoty na poznanie "Beksińskich. Portretu podwójnego", by teraz zobaczyć Tomka Beksińskiego z drugiej strony. Sprawdziłam i okazało się, że jest dostępna, nawet w dwóch bibliotekach. Jednak, gdy przyszłam wczoraj, ktoś mi obie pozycje zwinął sprzed nosa. Spóźniłam się o kilka godzin. Mogłam zarezerwować, ale jak zwykle nie chciało mi się przypominać loginu i hasła do konta. Teraz zarezerwowała mi pani z biblioteki. Będę może z miesiąc czekać. A chciałam opisać na blogu moje refleksje najpierw po lekturze jednej, potem drugiej z biografii.

A to nie koniec moich wrażeń  z lektury "Tomka Beksińskiego. Portretu Prawdziwego". Będzie ciąg dalszy. Mam nadzieję, że jutro.

czwartek, 09 lutego 2017, bezcielesna
Komentarze
2017/02/10 08:19:30
Fanem Tomka była moja Mama.
Ja też jestem z drużyny Marka Niedźwieckiego :-)
O tym, że miałam się wybrać do kina na film trąbiłam od samego początku wejścia produkcji na ekrany. Mnie nie wyszło, niestety, może dorwę gdzieś film w necie.
Biografię Beksińskich mam w planach, ale do niej muszę mieć inne nastawienie... Może teraz po Dygocie... Chociaż zaczęłam już czytać coś innego...
-
2017/02/10 08:45:59
A mi się "Ostatnia rodzina" bardzo podobała.
-
2017/02/10 15:46:59
Bromm, zarzuty wobec gry Ogrodnika były takie, że jego Tomasz Beksiński jest agresywny, krzykliwy na granicy upośledzenia umysłowego. A prawdziwy TB nigdy taki nie był.
-
2017/02/12 13:38:07
Pewnie coś w tym jest. Ogrodnik najmniej mnie przekonał swoją rolą. Jednak film warty obejrzenia, nawet niekoniecznie jako biograficzny.