To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Spojrzenie na Tomasza Beksińskiego - drugie, cz. 1

Udało mi się dostać z biblioteki "Beksińskich. Portret podwójny" Grzebałkowskiej i zasiadłam uradowana do czytania. Rzeczywiście, dobrze napisane, zebrany ogromny materiał, potężna praca reporterska. Tyle, że to głównie biografia Zdzisława Beksińskiego. Syna, Tomasza, tam stosunkowo niewiele - w proporcjach może z 5:1. I widać, że pisząc o ojcu autorka jest obiektywna (choć był to człowiek wielu wad), pracuje na materiałach, a gdy przechodzi do rozdziału o synu - mamy taki reportaż na granicy "Super Ekspresu", ze zdaniami nacechowanymi pejoratywnie, na zasadzie "znajomy powiedział". Odnoszę wrażenie, że autorka podziwiała Beksińskiego ojca, ceniła jego twórczość, była nią zainteresowana, a postać syna potraktowała po łebkach, na zasadzie, że skoro był syn, coś tam osiągnął, to wypada wspomnieć. O samych relacjach pomiędzy panami, panującymi w tej rodzinie, jest niewiele. Dla mnie to nie jest portret podwójny.

Nie dziwię się, że bliscy przyjaciele Tomka Beksińskiego mogli być wkurzeni. Dopiero czytając biografię Weissa, widać, że to co Grzebałkowskiej zajęło dwie strony rozdziału, on potrafił opisać w kilkunastu. Ona dotarła do kilku osób, on do kilkudziesięciu. Związki Beksińskiego u niej opisane są mocno pobieżnie, u niego jest sporo dodatkowych informacji, które pokazują jakieś drugie, trzecie dno sytuacji. Każdy z nas ma jakieś dwie, trzy osoby, które są w stanie opowiedzieć o nim w trochę podłym klimacie i całą rzeszę tych, którzy będą mówić ciepło. Grzebałkowska znalazła "te dwie" i może ze dwie osoby z tej drugiej grupy. Niewykluczone, że z Grzebałkowską po prostu nikt ze znajomych Tomka Beksińskiego nie chciał rozmawiać. I w jednym miejscu sama się do tego przyznaje - każda z partnerek odmówiła. Weiss, przebywając w towarzystwie Beksy, znając jego znajomych, ploteczki, rozmówki, mając czasem dostęp do listów - mógł te związki opisać i bez konsultacji z paniami. Choć to też nie musiało być prawdziwe spojrzenie.

Jednak dla osób ceniących Zdzisława Beksińskiego ta książka będzie ciekawa do przeczytania i tym ją polecam. Sam malarz przedstawiony jest tam w bardzo pobłażliwym klimacie. 

W innym wpisie, moje wrażenia z relacji ojciec-syn, matka-syn. I tym, że jednak jakiś nowych rzeczy się o Tomaszu Beksińskim dowiedziałam.

czwartek, 02 marca 2017, bezcielesna
Komentarze
2017/03/04 08:12:54
B.dobra strona i ciekawy wpis - dodaje do ulubionych.