To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Majówka, część przechorowana

Jak się okazało, w poniedziałek na placu zabaw to ja powinnam była siedzieć w czapce. A także w rękawiczkach, grubym szaliku i kozakach ocieplanych. Już wieczorem nie mogłam zasnąć, było mi gorąco, wszystko mnie irytowało. Gdy telewizor grał, to eksplodowała mi czaszka, a gdy próbowałam zasnąć w ciszy, to myśli gnały mi po czaszce niczym plemniki po jajowodzie.

Dygresja. Wiertka miała trzy dni majówki spędzić z koleżanką u jej babci. Byłam zaskoczona, że do propozycji odniosła się z entuzjazmem i cieszyła się. Dotąd na sugestię o koloniach mówiła, że owszem, ale z mamą. Dla mnie super, bo we wtorek miałam pracować. I oto w piątek, po 20:00, dowiedziałam się, że wyjazd jest odwołany z powodu choroby zakaźnej w domu owej babci. Brałam to pod uwagę, ale nie w momencie, gdy nie jestem już w stanie nic zrobić – ani ze świetlicą, ani z pracą. Na szczęście, ojciec Wiertki zgodził się z nią posiedzieć. Jednak wiązało to się z tym, że pracował – jak zwykle w nocy – a o 6:00 przyjechał, by pospać w moim łóżku. Trudno.

Wracając do zmarznięcia. Początkowo wydawało mi się, że mam tylko lekki katar i chrypkę. Dobrze, że we wtorek w biurze byłam sama w pokoju. Kichała, smarkałam i piłam gorącą herbatę na przemian. Czas zadziwiająco szybko zleciał. Podejrzewam, że to dlatego, że miałam luźny związek z rzeczywistością. Gdy zobaczyłam swoje oczy w lustrze, plus ten obtarty już nos, to wyglądałam jakbym albo wciągała wyjątkowo zanieczyszczony towar, albo szlochała za biurkiem. O 15:30 wymknęłam się z pracy tak, by za bardzo nie rzucać się w oczy.

Po powrocie do domu, do łóżka. A w środę katar zelżał. Za to ja leżałam bez sił i drzemałam. Naiwnie sądziłam, że nie będę się już więcej przeziębiać, że to stres tak mnie osłabia fizycznie. Widocznie niekoniecznie. Oby to było już ostatni raz w tym roku.

Okazało się, że w moim przypadku najlepszym lekarstwem jest sen i lenistwo. Dziś mam jeszcze resztki kataru, ale generalnie funkcjonuję normalnie. Głupio by mi było brać zwolnienie lekarskie w trzecim tygodniu pracy. Wytrzymać dziś, jutro, a w weekend postaram się dalej leczyć snem i lenistwem.

Na szczęście, Wiertka zdrowa i mówi, że też trzeba było biegać po placu zabaw.

czwartek, 04 maja 2017, bezcielesna

Polecane wpisy

Komentarze
2017/05/04 21:12:09
Wszystko przez pogodę. Ja też chora, nawet do lekarza się wymknęłam w czasie pracy. Miałam 3 dni opieki na Glusia tydzień temu, więc na l4 sobie nie pozwoliłam. Byle do soboty! Zdrowiej!