To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Zwierzęta

Nie mam weny do błyskotliwych tytułów wpisów. Trudno.

Będzie o mojej refleksji w czasie lektury "Kuny za kaloryferem" Adama Wajraka. Zbiór historyjek-reportaży bardzo lubię i czytam już któryś raz. Jednak dopiero teraz zauważyłam pewną rzecz. Dla tych, którzy nie w temacie - są to artykuły pisane przez Wajraka do Gazety Wyborczej, w których opowiadał o swojej opiece nad różnymi, poszkodowanymi przez los zwierzakami. A to bocianie pisklaki, malutkie kuny, potomstwo wydr, czy kruk, sowa, a nawet nietoperz. Opisane z dowcipem, pasją do zwierząt i przyrody. Plus Puszcza Białowieska - wtedy jeszcze po prosu puszcza.

Okazuje się, że nawet w takim temacie zachodzą przez lata pewne zmiany. Książka wyszła w 2003 roku, materiały pisane były na przełomie XX i XXI wieku, czyli prawie dwie dekady temu. W jednym z pierwszych rozdziałów, Wajrak opowiada jak zajmują się kalekimi bocianami. Pewnym kłopotem było dokarmianie, ale tutaj trafił się łut szczęścia - z pobliskiej farmy kurzej dostawali... worki jednodniowych kurczaków. Wajrak pociesza, że martwych. Myślę, co by się dziś działo, gdyby jakiś dziennikarz tak spokojnie, bez wzruszenia, refleksji napisał, że z jakiejś fermy wychodzą martwe kurczaki. I to w ilościach workowych. Wiemy, że takie miejsca są, jest to krytykowane, ta kurczęcia rzeź jest jednym z argumentów wegan, by nie jadać jajek. Dziś żaden obrońca zwierząt nie przyznałby się do kontaktów z miejscami, gdzie tak maszynowo podchodzi się do hodowli. Wajrak także. 

W innym rozdziale, pisze jak dotarły do niego malutkie wydry (czy kuny). Jego przyjaciel jechał samochodem przez puszczę i w coś uderzył. Ujechał kawałek i zdecydował się zawrócić, by sprawdzić, czy zwierze jeszcze żyje. W pierwszym odruchu oburzyłam się - przecież kierowca powinien zawrócić, nie po to by sprawdzić, czy żyje. Powinien po prostu zawrócić i sprawdzić sytuację - czy na miejscu są zwłoki, ranne stworzenie, czy zwierzak po prostu już uciekł. Teraz jak o tym myślę, to chyba Wajrak po prostu użył niefortunnego określenia, na to co zrobił przyjaciel. I właśnie - dziś by już tak nie napisał. Kończą wątek - zwierzę było już martwe, ale po oględzinach okazało się, że była to samica karmiąca młode, spróbowano więc - z sukcesem - je odnaleźć.

Takie dwie uwagi jak na sporą książkę, kilka fajnych historii, to i tak niewiele. Jednak pokazuje, że bycie obrońcą przyrody pod koniec XX wieku, to było nic w porównaniu z zaangażowanie dziś :)

środa, 21 czerwca 2017, bezcielesna

Polecane wpisy

Komentarze
2017/06/25 12:41:49
Martwe kurczaki są nadal stosowane w ostojach zwierząt, które zostały tam umieszczone dla leczenia lub rehabilitacji lub po prostu tam dożywają swoich dni. Na przykład w Makovie (Czechy) codziennie na oczach kamery dostarczane jest wiadro martwych kurczaków dla bocianów. Bociany tamte są nielotami, ale wychowują pięcioro młodych. No coś te ptaki muszą jeść, rodzice nie są w stanie odlecieć i szukać. Przypuszczam, że w polskim Klekusiowie też to jest stosowane, tylko mniej widokowo :)
-
2017/06/25 17:25:57
Zapewne tak jest. Tylko gdyby to pokazać, podniosłyby się głosy oburzenia obrońców kur hodowanych na jaja.
Ciekawa jestem, skąd w idealnym świecie wegan, braliby oni pokarm dla takich opuszczonych ptaków :)