To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Rytm dnia, rytm ciała

Opisując te ostatnie weekendy, zauważyłam, jak rytmu dobowego ciała nie da się wcisnąć w rytm dobowy pracy. Nawet jak praca się zmienia, on idzie swoim ulubionym torem.

 

Są ludzie, którzy zawsze budzą się o tej samej godzinie. Czy to dzień pracy, czy to dzień wolny. Muszą rankiem bardzo wcześnie wstawać do pracy i ciało wpasowuje się w to. Przykładem jest mój tata – budzi się w tygodniu przed 5:00. Przychodzi dzień wolny,  a jego wypas wypoczynkowy, to wylegiwanie się do 6:00. U mnie wręcz przeciwnie, gdy mam wolne, nadrabiam braki snu. Czyli śpię do 9:00-10:00. Oczywiście, ocknę się koło 7:30, ale tylko by skonstatować z przyjemnością, że jest weekend i nic nie muszę. I zapadam ponownie w półsen. Wiertka ma tak samo. W sobotę, czy w niedzielę, jeśli chcesz zadzwonić do naszych drzwi koło 9:00, to lepiej się poważnie zastanów.

Bo w tygodniu wysypiam się średnio. Pierwsze dni były takie, że rzeczywiście padałam o 21:00. Minęło jakieś dwa, trzy tygodnie i moje ciało powiedziało coś w stylu „Chyba żartujesz”. Spać mi się chce dopiero koło 23:00, a tak zazwyczaj pomiędzy 22:00 a 23:00. Wcześniej mogę leżeć i tylko kręcić po łóżku.

Zauważyłam, gdy nastało lato, także inną rzecz – system drzemek jest mi bardzo potrzebny. Jak pisałam wcześniej, budzik dzwoni mi o 5:30, a że jest to barbarzyńska pora, to od razu wstaję. Gdybym miała ustawiać sobie drzemki w telefonie, to pierwsze budzenie musiałoby być sporo wcześniej. A teraz, ze względu na Lato w Mieście (świetlica otwierana jest od 7:00), musiałam przesunąć godziny pracy o trzydzieści minut do przodu. Postanowiłam, że nadal budzik będzie dzwonił o 5:30, ale teraz będę sobie ustawiać trzy drzemki do 6:00. Okazało się, że w takim systemie o wiele łatwiej jest mi się rozbudzać i dochodzić do siebie. Takie powolne wynurzanie się ze snu. Wcześniej, wstawałam z łóżka, wychodziłyśmy z domu po 45 minutach, a ja nadal miałam luźny kontakt z rzeczywistością. Ocuciło mnie, kiedy pewnego dnia, przechodziłyśmy na pasach, a dziecko zwróciło mi uwagę, że idziemy na czerwonym świetle. Na szczęście, była to sytuacja, że samochody mają czerwone, a dla pieszych zielone się nie włączyło (nikt nie wcisnął guzika). Kątem jednego oka zobaczyłam, że auta stoją, kątem drugiego, że jakaś osoba idzie i sama ruszyłam do przodu. Wtedy jednak pomyślałam, że muszę uważać. Od tego czasu, przed wyjściem z domu piję małą filiżankę kawy. Pomagała na rozbudzenie. Dotąd pierwsza kawa była po przyjściu do pracy, bo nie chcę jej pić na pusty żołądek. Do zjedzenia czegoś jestem zdolna dopiero w godzinę po przebudzeniu.

A teraz wystarczy mi trzydzieści minut by wyszykować nas obie do wyjścia, kawy od razu nie potrzebuję, bo ogarniam, co się dookoła mnie dzieje.

A najfajniej byłoby pracować 9:00-15:00, gdzieś niedaleko domu :) I wyspana, i dnia jeszcze po pracy zostaje :)

poniedziałek, 10 lipca 2017, bezcielesna
Tagi: życie

Polecane wpisy

  • Gdy nie ma słońca

    Temat jest delikatny, ale kiedyś miałam komentarz, że w tych moich wpisach za mało jest emocji. Bo i jest za mało, co jest zabiegiem świadomym. W papierowej wer

  • O księżniczce na ziarnku grochu

    Byłam dziwnym dzieckiem, które bało się chyba wszystkiego. Huśtać wysoko na huśtawce nie – bo mogę spaść. Zjechać z wysokiej zjeżdżalni nie – bo mog

  • Czytelnicze przyjemności

    Znowu to poczułam :) Miałam tak w dzieciństwie. Szłam do biblioteki, wypożyczałam maksymalnie możliwą liczbę książek, czyli trzy. Wszystkie trzy były ciekawe i

  • Nie chcę żyć, nie chcę umierać

    Piątek, 21 lipca Znów czuję, jakby w tym życiu nie było dla mnie miejsca. Znów czuję się wykorzystany i zepchnięty gdzieś na margines. To straszne uczucie. Kto

  • Inny kierunek

    Dotychczas na wakacje jeździliśmy nad morze. W tym roku postanowiłam trochę zmienić kierunek. Tylko, kurczę, od nas jest wszędzie daleko! Udało mi się dojechać

Komentarze
2017/07/11 20:45:17
U mnie taki system drzemek tez się sprawdza. Ale teraz, przy dwojce urwisow w domu, pierwsze co robię, to kawa i piję ja na czczo niestety. Tylko tak sie dobudzam.

P.S. Zapraszam na nowy wpis do mnie, może Cie zainteresuje, o wytykaniu błędow ortograficznych i wulgaryzmach

domowabajka.blogspot.com/2017/07/czy-to-przystoi-filologowi-o-puryzmie.html?m=1