To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Żal mi mojego dziecka

Wczoraj Wiertka powiedziała mi, że jest już zmęczona Latem w Mieście.

 

Całej akcji nie można nic zarzucić. Dzieci codziennie mają jakieś atrakcje – basen, kino, teatr, wycieczki miejskie, zawody sportowe, warsztaty plastyczne. Dzień jest podzielony na dwie części – do obiadu wyjściowe atrakcje, po obiedzie plac zabaw, albo zabawa w sali. A, że sale są szkolne, to nie ma co liczyć na to, że da się w nich spędzać czas dobrze. Dlatego nie dziwi mnie, tyle atrakcji poza budynkiem. Ma to też swoją gorszą stronę – jak widać, moje dziecko jest tym przemęczone. Od jazdy autobusami przypomina jej się choroba lokomocyjna, mdli ją. Musimy też chodzić na zajęcia korekcyjne, jeden, dwa razy w tygodniu i to zajmuje niektóre wieczory. Wczoraj efekt był taki, że moje dziecko dostało histerii, bo coś się tam nie udało. Histerii, bo była zmęczona.

Ja pracuję osiem godzin plus dojazdy. Obie musimy wstawać o 6:00, a w domu jesteśmy koło 17:00. Jeśli nie trzeba jechać na zajęcia korekcyjne.

I bardzo żal mi mojego dziecka. W poprzednich latach nie było tego po niej widać, ale teraz chciałaby raz na jakiś czas spędzić dzień po prostu na nic nie robieniu. Namawia mnie, żebym zostawiła ją samą w domu. Boję się zaryzykować. Nie dlatego, że zrobiłaby jakieś głupstwo, krzywdę, coś spaliła, rozlała. Da sobie radę z jedzeniem i piciem. Tylko, że jej się wydaje, że będzie fajnie, a po trzech godzinach poczuje, że pustka w domu jest straszna. Albo coś się jej nie uda, wyłączy, zatnie i będzie szlochać, bo to przecież jeszcze dzieciak. I wtedy, kategorycznie zabroniłabym jej wychodzić z domu – to jest już zbyt ryzykowne, małe dziecko wałęsające się po osiedlu. I większość dnia spędziłaby w czterech ścianach.

Niestety, nie mam możliwości zapewnić dziecku pełnych dwóch miesięcy wolnego od placówek opiekuńczych. Dotąd starałam się, by chociaż miesiąc miała zwyczajnego luzu, a miesiąc na Lecie w Mieście. W tym roku może być z tym różnie. W sierpniu jest, na wszelki wypadek zapisana w innej szkole, ale dwa tygodnie spędzi z tatą. Na resztę miesiąca muszę coś wymyśleć.

Nie potrafię prosić o pomoc i obarczać innych swoimi kłopotami. Nie umieć narzucać członkom rodziny, znajomym, że mają mi się dzieckiem charytatywnie zaopiekować. Zazdroszczę rodzinom, gdzie jest nie pracująca babcia, dziadek, garnący się do zajęcia wnukiem.

Rzeczywiście, jeszcze jakieś dwa lata i będzie mogła pojechać na kolonie, albo na kilka dni zostać sama w domu. Tak pocieszam moje dziecko.

 

czwartek, 13 lipca 2017, bezcielesna
Tagi: życie córka

Polecane wpisy

Komentarze
2017/07/14 08:56:59
U nas na szczęście bez problemów. Natasza była tydzień na kolonii, a teraz już drugi tydzień zasuwa na półkoloniach. Też sobie radzimy jak możemy. Babcia zaoferowała pomoc tylko na tydzień. Dlaczego kolonii nie brałaś pod uwagę?
-
2017/07/14 11:40:40
Wiertka powiedziała, że wczoraj dzień był super - z powodu ulewnego deszczu nie poszli na basen i cały dzień mogła się bawić w sali :)
Kolonie proponowałam, ale nie chce jechać beze mnie. Mam nadzieję, że kiedyś będzie gotowa. To temat na oddzielny wpis. Na przykład, mój brat nigdy nie pojechał na kolonie - nie chciał. Ja jeździłam.
-
2017/07/14 20:36:17
Nuda wbrew pozorom jest potrzebna. Wtedy też objawia się kreatywność. ale nuda to tez reset. Pozwól jej na to.