To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Szpitalnie

Nie pisałam od jakiegoś czasu, bo krążyłam na linii dom-praca-szpital.

W czwartek rano Były zabrał Wiertkę na kontrolę do pediatry. Małą ciągle bolał brzuch, wybudzała się w nocy z bólu. Lekarz nie wiedziała, co to może być i doradziła ponowną wizytę w szpitalu. Tam zdecydowano się zostawić dziecko na obserwację. Zrobili jej badania krwi, moczu, lewatywę, usg. Nic nie znaleźli, nic nie pomogło. Ja po pracy pojechałam z nią posiedzieć, a Były wrócił do domu trochę odetchnąć i zabrać rzeczy potrzebne do nocowania z dzieckiem. Na moją propozycję, że wezmę w piątek dzień wolnego i to ja pobędę z dzieckiem, stwierdził, że nie muszę, bo on i tak ma wolne.

Wróciłam do domu, w piątek pracowałam i ponownie po pracy pojechałam do dziecka. Sytuacja się już zmieniła. Były był poirytowany tym, że za każdym razem do sali na obchód przychodził inny lekarz, że zadali dokładnie te same pytania, choć odpowiedzi były w karcie i że te lekarki jakieś za młode były. No, widziałam je, rzeczywiście takie góra trzydzieści lat, ale kiedyś muszą zacząć pracować :) A już - słusznie - zdenerwował się, jak usłyszał, że idzie długi weekend i w szpitalu będzie tylko lekarz dyżurny, a nie prowadzący.

Ja też byłam zestresowana, bo martwiłam się, że dziecko boli, cierpi i nic nie można na to poradzić. W nocy z czwartku na piątek bolało ją tak, że nie mogła zasnąć. Dostała środek przeciwbólowy w syropie, ale go zwymiotowała, więc dali jej w kroplówce. Miała apetyt, ale jedzenie kończyło się bólem. Mówiła mi, że jak je, to uderza w to miejsce, które boli, a potem brzuch boli bardziej. Przypomniała mi się choroba mojej mamy, jej bóle brzucha i śmierć.

Były chyba w końcu nagadał lekarce (one tam wszyscy były kobietami), bo zrobili któreś kolejne usg i wreszcie dokopali się do wyraźnego obrazu. Co doktor oświadczyła z dumą. Okazało się, że pomimo codziennego korzystania z toalety - na co mocno zwracam uwagę, bo w wieku Wiertki miałam podobne problemy i została mi trauma - dziecko miało jakieś pozostałości w jelitach. Tylko, że nie objawiało się to zaparciami. Wiertka zaczęła dostawać środki na przeczyszczenie, biegać do toalety i jak przyjechałam w piątek po pracy jej energia życiowa i temperament był już na poziomie mojej zdrowej córki. Czyli roznosiło ją.

Jej ojciec wolał zostać na kolejna noc w szpitalu, więc ja wróciłam po 20:00 do domu. Byłam tak strasznie zmęczona, może też psychicznie spływał ze mnie stres, że wzięłam prysznic i o 20:30 już spałam.

Rano w sobotę pojechałam do szpitala by zostać z dzieckiem na dłużej, a jej ojciec wrócił do siebie. Wiertka była już Wiertką, bo głośno gadała, biegała po korytarzu , chciała iść na frytki i czekoladę, na plac zabaw. Wypisali ją o 11:00, dając jeszcze pewne leki do brania i zalecenia diety.

Zabrałam ją do siebie, spędziłyśmy razem dzień i dopiero wieczorem zawiozłam do taty na kolejny tydzień. Oby był zdrowy. Wiertka dopytywała się, czy będę ją odwiedzać. Dotąd raczej wyjeżdżała z tatą, ale teraz skoro jest w tym samy mieście, to chciałaby bym do niej co chwila przyjeżdżała. W ogóle, mam wrażenie, że weszła teraz w jakiś etap mocniejszego sklejenia ze mną. Ale ja jest ze mną w domu, to co chwila pyskuje i kwestionuje wszystkie moje polecenia :)

A ja mam wyrzuty sumienia, że doprowadziłam dziecko do takiego stanu. Bo to przecież ja jej gotuję i ja decyduję, co kupować. Wydawało mi się, że jadamy rozważnie, do fast foodów chodzimy rzadko (choć chodzimy), żadnych wód smakowych, mało cukru, dużo wody mineralnej do picia. Obawiam się, że Wiertka jadała za dużo słodyczy Bo ja też jadam, a nie będę kupować za jej plecami i zjadać w ukryciu o północy. Trzeba będzie teraz to mocno ograniczyć.

Może ten trzeci tydzień nieobecności mojego dziecka, odbędzie się wreszcie bez przygód :) Taki rok :)

niedziela, 13 sierpnia 2017, bezcielesna
Tagi: choroba córka

Polecane wpisy

  • Jak weekendowy rodzic

    W piątek po pracy musiałam podjechać z książeczką zdrowia Wiertki, na jedno z jej badań. Opiszę to kiedyś oddzielnie. Wiedziałam, że nie zostawię dokumentów i n

  • Rodzinne "przygaszanie"

    Tak jak wczoraj pisałam, sytuacja na przyjęciu urodzinowym, zachowanie mojej córki, moja reakcja skojarzyły mi się z jakąś delikatną formą „gaslightingu&#

  • Weekendowe imprezy

    Nie sądziłam, że weekend będzie tak wyglądał. W piątek, o 17:00, odbierałam Wiertkę z Lata w Mieście, zadzwonił jej ojciec z pytaniem, czy znalazłam opiekę na p

  • OSPA

    Mimo jednej dawki szczepienia córunia zachorowała na ospę. Choroba przeszła bardzo łagodnie, bo po pierwsze trwała 3 dni,  po drugie krostek było kilkanaśc

  • Pierwsza choroba

    Po powrocie z wczasów córce zaczęła wychodzić druga już piątka. Spuchnięte tym razem było nie tylko dziąsło, ale cała buzia. W nocy Mała zagorączkowała do 40 st

Komentarze
2017/08/13 14:53:21
Dzielna Wiertka. I Mama dzielna, bo to można doprawdy zwariować, gdy dziecko w szpitalu. Sama ostatnio leżałam w szpitalu z powodu niedrożności jelit, tylko u mnie skończyło się operacją. Więc wiem, jak Wiertkę bolało. Życzę Wam udanej reszty wakacji bez zdrowotnych niespodzianek :)
-
2017/08/13 20:37:52
Zdrowka dla corci i świętego spokoju dla Ciebie .
Domowa Bajka
-
2017/08/14 12:56:48
Dziękuję za życzenia :)
-
2017/08/14 19:53:41
Dobrze, że już po stresie i wiadomo jaka była przyczyna....

Co do diety - to może próbuj dawać więcej świeżych owoców i warzyw?
-
2017/08/15 15:07:29
Moznaby bylo tego uniknac, gdyby Wiertka nie jadla smieci...
-
2017/08/15 17:52:30
Po 30stce, uprzejmie proszę zajmij się rzeczami, które można by uniknąć wychowując ciebie.
-
2017/08/15 18:38:47
Przemysl to Po prostu.