To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Dziecko, a ortodonta

Będzie wpis z całej serii pod hasłem „Z dzieckiem u lekarza”. Ten sponsoruje ortodonta. A tak naprawdę, to pieczę finansową trzyma Narodowy Fundusz Zdrowia oraz moje ubezpieczenie medyczne, bo wydeptałam ścieżkę do państwowego specjalisty. Mimo moich obaw, terminy nie były mordercze – w marcu dostałam dla dziecka termin na koniec czerwca. Wiertka była wtedy u pani doktor ze swoim tatą. Miała obejrzane uzębienie i zapisany aparat – terminy zdjęcia miary, przymiarek na wrzesień i teraz odbiór aparatu na początku października. Na dwóch ostatnich wizytach byłam z córką ja.

 

Bałam się, że będą kłopoty z noszeniem aparatu. Wiertka na wspomnienie o nim od razu robiła się smutna i zaczynała się bać, że dzieci będą się z niej śmiać. A ja się obawiałam, że jak uprze się, że nie będzie go nosić, to nic jej nie zmusi. Bo jak – wcisnę jej na siłę i zaceruję usta? Strzeliłam jej nawet pouczającą mowę o tym, jak to ja bym z chęcią nosiła aparat, bo krzywe zęby niszczą mi zdrowie, ale nie mamy tyle pieniędzy.

- Chcę żebyś miała lepsze życie niż ja, żebyś była zdrowsza i ładniejsza.

- Ty jesteś ładna, mamo.

Miło słyszeć takie rzeczy :)

Obawy okazały się na wyrost. Wiertka już schodząc z fotela dentystycznego była podekscytowana, co chwila przymierzała aparat, kupiłyśmy po drodze pudełeczko do jego przechowywania. Od razu chciała iść w nim do szkoły, ale i wychowawczyni, i ja odwiodłyśmy ją od tego pomysłu. W szatni skupiła na sobie uwagę innych dzieci i robiła zamieszanie.

I to był dobry pomysł. Zamierzenie jest takie, że Mała ma poprzymierzać sobie aparat, trochę pochodzić w domu, potem wydłużyć to na czas snu. Aparat wkłada z entuzjazmem i cieszy się z niego. Tylko, że jest dziwnie. Na razie mówi w nim tak niewyraźnie, że z trudem lub w ogóle jej nie rozumiem. Tak nie można jej wypuścić do szkoły, bo będzie z tego tylko przedstawienie i znowu nauczyciele się zapienią. Ciężko jej przełykać ślinę, próbowała z nim pić wodę. Liczę, że z biegiem dni, będzie nosić go coraz dłużej i coraz sprawniej. Wczoraj Wiertka była z tatą i on jest zaniepokojony, że ten aparat jest tak jakby za luźny w szczęce – nie wygląda to, jak z tymi dla dorosłych, gdzie mocno oplata szczękę. Za kilka tygodni mamy wizytę kontrolną, więc dopytam o kilka rzeczy.

 

piątek, 06 października 2017, bezcielesna
Tagi: lekarz córka
Komentarze
2017/10/06 18:19:05
Natasza też ma aparat. Niestety po pierwszych tygodniach bezproblemowego noszenia, sytuacja uległa zmianie. Teraz trzeba ją gonić i ciągle przypominać. Niewyraźna mowa się nie poprawiła. To połykanie śliny, czy jak to nazwać też jest. Aparat nosi od marca...
-
2017/10/06 21:11:47
Znikł urok nowości.
Oby te aparaty coś dały.
-
2017/10/09 00:26:26
do mnie przychodziła dziewczynka z aparatem. nie dało się prowadzić lekcji, mordęga dla niej, zwłaszcza po angielsku. podobno mama zakazała zdejmowania.. Męczyłam się tak jak ona.. patrząc na nią i nic nie rozumiejąc.. no nie wiem.. ale może to ma sens? lekcje w tym czasie raczej nie bardzo.
-
2017/10/09 08:35:08
Asiu, na rozpisce jest informacja, że aparat należy nosić 6 godzin dziennie i w nocy. Można go wyjąć. Da się tak ustalić, by było to po lekcjach i zajęciach dodatkowych. To aparaty dla dzieci, nie wiem jak dla starszych, tych stałych.