To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Dworce, których nie ma, czyli Weekend NieMatki cz. 2

Teraz czas na refleksje po wczorajszym spacerze miejskim. Zapobiegawczo, ubrałam się ciepło, choć czułam się idiotycznie. Nie lubię mieć na sobie wielu warstw. Okazało się, że i to jest za mało. Po godzinie, w połowie spaceru, wymiękłam, ale akurat weszliśmy pod dach Dworca Wschodniego i namagazynowałam ciepła. Zapamiętam jednak moje wcześniejsze stwierdzenie, że zimowymi spacerami piekło jest wybrukowane. Szybko się na kolejny, w tej temperaturze, nie zdecyduję. 

Tematem przewodnim spaceru był Dworzec Terespolski, poprzednik dzisiejszego Dworca Wschodniego. Widziałam go na zdjęciach - piękny, klasyczny, dostojny, elegancki. Dziś został z niego jeden zabrudzony, zniszczony kawałek budynku, w którym mieści się skup złomu. Brawo PKP. Chylę czoła.

Spotkanie i opowieść przewodnik rozpoczął od pokazania nam na mapach, jakie były plany związane z linią średnicową. Pod koniec XIX wieku, na prawym brzegu bieg torów kończył się na dwóch dworcach - Terespolskim i Petersburskim. W dodatku były to tory o rozstawie rosyjskim. Na lewym brzegu linia kolejowa, o torach europejskich, urywała się na Dworcu Wiedeńskim. Wisła była symboliczną granicą pomiędzy Azją a Europą ;) Dodam tylko, że była linia kolejowa obwodnicowa, okrążające Warszawę - jej pozostałości to tory idące od Dworca Gdańskiego. Wtedy to było okrążenie miasta :) Już wtedy planowano, że dworce trzeba mostem połączyć. I jakoś poprowadzić w tkance miejskiej. Jeden z projektów planował poprowadzenie torów Saską Kępą i potem wzdłuż Wisły. Po I wojnie światowej myślano także by połączyć, puszczając pociągi Mostem Kierbedzia, Dworzec Petersburski (dziś Warszawa Wileńska) z Dworcem Głównym. Pomyślałam sobie, jak wyglądałaby Praga, życie podwarszawskich miasteczek, gdyby to linia kolejowa z Wołomina, Tłuszcza miała bezpośrednie połączenie z centrum Warszawy, a ci z Otwocka, czy Sulejówka mieli urwane tory na Dworcu Terespolskim (który zapewne nie zostałby nazwany Warszawą Wschodnią).

Stało się inaczej. Pomiędzy latami 1921-1933 zbudowano linię średnicową nad Wisłą. Już wtedy okazało się, że dotychczasowy dworzec jest zbyt blisko rzeki, nasyp kolejowy nachodzi na niego i trzeba przesunąć perony. Te perony istnieją do dziś, a wiaty na nich są autentyczne z dwudziestolecia międzywojennego. To perony 1-5 (podróże dalekobieżne) Dworca Wschodniego (perony 6 i 7, dla podróży podwarszawskich powstały po II wojnie). Sam Dworzec Wschodni z prawdziwego zdarzenia wybudowano w 1969 roku i wtedy uznano go za najnowocześniejsze rozwiązanie architektoniczne roku. Lata biegły, dekady mijały i gdy ja do pamiętałam z lat 80 i 90 tych XX wieku, był to twór na wskroś archaiczny, wschodni, trochę wstydliwy. Zaś w 2008 roku wygrał plebiscyt na najbrzydszy budynek w mieście. Uratowało go Euro 2012, bo z tej okazji został totalnie wyremontowany. Na szczęście, z zachowaniem pierwotnych założeń i rozwiązań architektonicznych. Przewrotnie - choć poprzedni budynek był brzydki i brudny, to żegnano go z żalem i nostalgią. Mnie osobiście było tamtego klimatu szkoda. Pamiętam, że gdy patrzyłam na ten wyremontowany dworzec, czułam się jakbym patrzyła na ciotkę po botoksie, liposukcji i powiększeniu biustu. Niby ona, ale jakby ktoś obcy :)

Przy okazji trafiliśmy pod jeden z najbardziej ukrytych adresów, czyli Kijowska 22. W życiu bym nie powiedziała, że taki numer istnieje i coś tam stoi - za dworcem, tuż przy torach i domkach działkowych. Teraz, gdy przebito obwodnicę, jest już lepiej widoczny. Kiedyś, kiedy ciągnęły się tu głównie działki, nie było szans. Sam budynek należy chyba do kolei i są tam jakieś pomieszczenia gospodarcze.

Dowiedziałam się także, że na mojej Szmulowiźnie, oprócz kilku kamienic, na obszarze od torów terespolskich do petersburskich ciągnęły się warsztaty, hale, budynki gospodarcze, wszystko związane z koleją. Po wojnie, w latach 70 i 80 tych stanęły na ich miejscu osiedla z wielkiej płyty.

Ze smutkiem patrzę jak burzy się niektóre budynki na Pradze, stawia na ich miejscu nowe udające te stare, tylko po to by sprzedać tam mieszkania po 12 tys za metr. Bo dzielnica się zmienia, bo traci dawny charakter. Jednak to samo działo się te czterdzieści lat temu. Gdy burzono te warsztaty, dziwne składowiska by mogły wyrosnąć mieszkania, takie jak moje. A za pięćdziesiąt lat ktoś zorganizuje spacer miejski śladami budowy drugiej linii metra :)

poniedziałek, 15 stycznia 2018, bezcielesna

Polecane wpisy

Komentarze
2018/01/15 19:44:26
Kijowską 22 znałam od lat, chodząc tam z psem, a później z wózkiem dziecięcym na spacery - okolica nieciekawa, ale dla małego chłopca była to frajda oglądania z bliska pociągów. Znajduje się tam "Centrum Pomocy Bliźniemu" MONAR, czyli krótko mówiąc - wsparcie dla nadużywających.
Idąc za cytatem: "na mojej Szmulowiźnie" - czuję nieposkromioną zaborczość, że nie wolno Ci mówić "na mojej" ;-) ale jednocześnie odczuwam radość, że ktoś inny czuje tę dzielnicę tak dobitnie jak ja.
:-)
-
2018/01/15 20:03:25
Dziękuję, że opisałaś dokładniej, to co tam się znajduje :)