To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Literacko o Chinach

Całkiem przypadkiem, kręcąc się pomiędzy półkami w bibliotece, natknęłam się na powieści Anchee Min. Leżała w dziale powieść amerykańska, ale byłam świeżo po lekturze powieści Amy Tan - tych których jeszcze nie czytałam - i dalej miałam ochotę zostać w Chinach.

I było to nawet dobry pomysł. Anchee Min urodziła się w Chinach, przeżyła jako dziecko najgorsze momenty rewolucji kulturalnej Mao, była aktorką w chińskich reżimowych filmach, aż w końcu wyemigrowała do Stanów. Mogę wierzyć, że to w jaki sposób przedstawia Chiny jest w miarę rzetelne i prawdziwe. 

Zaczęłam od "Madame Mao", która moim zdaniem literacko jest słaba, ale jeśli kogoś interesuje życiorys - ani idealny, ani kryształowy - żony Mao, to zachęcam. Potem był "Dziki imbir", może trochę autobiograficzny. To powieść, którą do połowy czyta się ze smutkiem i bólem. Dokładnie i drobiazgowo przedstawione szczegóły i detale życia ludzi zatopionych w rewolucji kulturalnej. Dwie bohaterki, to młode nastolatki, potem wchodzące w życie kobiety, z których jedna jest dzieckiem wrogów ludu, czyli Francuza i Chinki. A przez to jest szykanowana, gnębiona, odtrącana przez rówieśników. By odpracować grzechy swoich rodziców z całych sił stara się być jak najlepszą maoistką, nawet jeśli kosztem jest wyparcie się rodziców i opluwanie ich pamięci. Boleśnie się to czytało. Pomimo tego, polecam. Dla mnie to interesujący obraz socjologiczny pokazujący jak żyli ludzie w tamtych czasach.

Na końcu była dwutomowa biografia - "Cesarzowa Orchidea", "Ostatnia Cesarzowa" - Orchidei, Pani Jehonala, cesarzowej Cixi, ostatniej cesarzowej Chin. Tu czytając miałam mieszane uczucia, bo biografia jest mocno subiektywna i przetworzona przez Min. Widać, że wybiela ona, usprawiedliwia swoją bohaterkę. Z krótkiej notki z wikipedii, gdzie słusznie używa się często wyrazu "prawdopodobnie" wynika, że cesarzowa była dość okrutną i bezwzględną władczynią, oskarżaną o doprowadzenie do śmierci syna, synowej i siostrzeńca (kolejnego cesarza).

Powieść ma jednak jedną dobrą warstwę. Anchee Min, ponownie, drobiazgowo, plastycznie, z najdrobniejszymi detalami opisuje komnaty, grody pałaców Zakazanego Miasta, szaty cesarskie, rytuały na dworze, zależności społeczne, oraz po prostu zwyczaje jakimi kierowali się ówcześni Chińczycy. Dla kogoś, kto chce wejść na chwilę w ten świat, to jest piękne, bo masz kolorowy film w wyobraźni.

Orchidea wygrywa w ogólnokrajowym konkursie na małżonkę i konkubiny cesarza. Pokonuje kilkaset rywalek. Cesarzową zostaje ktoś inny, Pani Niuchuru, ale ona zostaje jedną z pięciu konkubin. Wchodzi w zamknięty świat, który jest pełen przepychu oraz prestiżu, ale jest złotą klatką zakleszczoną dookoła członków cesarskiej rodziny. Świat gdzie w każdej chwili możesz, z byle powodu zostać skazaną na śmierć - to znaczy pozwolą ci się samej powiesić na szalu - a wszyscy dookoła czyhają, by ten powód ci podrzucić. Świat, gdzie jedynym sprawnym mężczyzną jest cesarz, a wszyscy inni dookoła - usługujący, pracujący w pałacach Zakazanego Miasta - to eunuchowie. Trochę sprzedajni, trochę knujący. Porażającym wątkiem jest właśnie ten o okaleczonych chłopcach. Kariera eunucha to była możliwość zdobycia majątku, wpływów, życia w luksusie. Dlatego całe rzesze biednych rodzin, okaleczało swoich synów i wysyłało do Zakazanego Miasta z nadzieję, że dziecko dostanie się na dwór.

Cesarzowa Cixi miała trudne zadanie. Jej Chiny są powoli rozgrabione przez Anglię, Francję, Rosję, Niemcy. Dołącza do nich Japonia. Wielkie cesarstwo, środek świata, centrum myśli intelektualnej i innowacyjnej staje się kolonialnym placem zabaw. Czytam powoli jak inne państwa uważają za naturalne wejść na terytorium obcego, by pouczyć je, że według nich niedobrze się w nim rządzi. Podejrzewam, że niektórzy moi znajomi pokażą mi, że dzisiaj dzieje się tak samo. Według Min, to jak dzisiaj myśli się o Cixi, to efekt kłamliwych i nieprawdziwych artykułów, jakie ukazywały się w prasie europejskiej w ostatnich trzech dekadach XIX wieku. Taki czarny PR, który się wykorzystuje, by umniejszyć przeciwnika. Może jest w tym też trochę racji.

Po lekturze tych powieści, ma też trochę przemyśleń nad różnicami pomiędzy Zachodem i Wschodem, ale to w innym wpisie.

niedziela, 29 kwietnia 2018, bezcielesna

Polecane wpisy