To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Pitowo

Coroczny cierń w tyłku, czyli wypełnianie PITu. I to na moje własne życzenie.

Nie wiem, nie mam pojęcia, nie ogarniam dlaczego tak mam. Nie lubię wypełniania deklaracji podatkowej, zazwyczaj mam z tym jakieś trudności, to żaba, której nie chce mi się połknąć.

W tym roku miało być inaczej :) Siadam od razu, jak tylko skompletuję oba pity i wypełniam. Fundację, dla której chciałam przeznaczyć 1% szybko wybrałam. I tak jakoś, niepostrzeżenie, na zasadzie "jutro nad tym zasiądę", nie wiedzieć jak, a zrobił się ostatni tydzień kwietnia. A żaba do połknięcia zaczęła przebierać udkami.

To usiadłam. Bardzo dobrze, że tydzień wcześniej. Bo okazało się, że nie mogę wejść na stronę do wypełniania PITów on-line. Akurat na stronie fundacji był bezpośredni przycisk. Strona nie chciała się załadować. Podejrzewałam, że to kwestia sprawności mojego komputera. Tym bardziej, nie dałoby się zainstalować programu na dysku. Ani z sieci, ani z płytki, bo wejście na nie od lat już nie działa. Moja kochana maszyna do pisania, z możliwością wolnego przeglądania internetu :)

Były osoby, które zaofiarowały, że wypełnią mi ten PIT u siebie, za co im dziękuję. Jednak deklaracje o dochodach, to jak dokumentacja z gabinetu ginekologicznego, gdy masz już za sobą grzybice i chlamydie. Nie chcę by ktoś wiedział, ile zarabiałam. I to nie dlatego, że to taka wielka kasa. Wręcz przeciwnie. Wstydzę się, że jestem taka uboga :)

Skorzystałam w końcu z laptopa u Byłego. Było jak z wizytą u dentysty. Niby może boleć, będzie ci to urządzenie bzykać nad uchem, a okazuje się, że cała wizyta trwała kilka minut. Nie mogłam wysłać deklaracji on-line, bo chcieli ode mnie sum za 2016 rok. Nie miałam ich przy sobie i wkurzało mnie, że muszę się uwiarygadniać jakimiś kolejnymi danymi. Wydrukowałam to dziś rano i wysłałam pocztą do urzędu. Czyli, jak zwykle, w ostatniej prawie chwili :)

Ale zwrot będzie zacny :)

poniedziałek, 30 kwietnia 2018, bezcielesna
Tagi: życie

Polecane wpisy

  • Nietechniczna

    Ostatnie dni upłynęły pod hasłem walki z nowymi mediami, a nawet chyba starymi. Napisałam walki, bo to co dla ludzi z mojego pokolenia jest naturalne, a dla tyc

  • Wykurzyć Stefana

    Na zakończenie tygodnia anegdotka. Wiertka boi się pająków i ostatnio to się pogłębiło. Efekt był taki, że gdy na wyjeździe zobaczyła w łazience, nad muszlą klo

  • Po urlopie

    Zjechałam z urlopu i boję się sprawdzić stan konta bankowego :) Choć już to konto sprawdziłam. I wyszłam z bajkowego świata, gdzie wszystko bywa możliwe i wróci

  • Słomiana mamuśka

    Chłopaki na obozie tanecznym, Kuba w swoim świecie i teoretycznie mogłabym się cieszyć wolnością. I owszem, tyle na ile się da, robię to. Ale- znając charakter

  • Szczęśliwy dom - Jabłoniowy sad

    Szczęśliwy dom - Jabłoniowy sad - Krystyna Mirek Powieść o miłości...cztery córki i ich skomplikowane życie uczuciowe zawsze znajdują zrozumienie w rodzinnym do

Komentarze
2018/05/01 17:30:12
W tym roku to ja mam jakiś dziwny problem, który spędza mi sen z powiek :-/
Mam wolne w pt może przejadę się do US wyjaśnić sprawę, a jak zapewne wiesz - od kiedy tylko można rozliczam się internetowo. Cieszę się, że i Tobie udało się tę żabę przełknąć bez większych komplikacji :-)
-
2018/05/01 19:34:18
To opowiesz mi, jak się spotkamy :)