To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Weekendowy szał zakupów

Po ostatnim weekendzie, który trwał tylko jeden dzień i tygodniu pracy, w piątkowy wieczór byłam tak zmęczona, że aż zła. Tak chyba reaguję na duże zmęczenie. Jestem podrażniona, poirytowana i wszystkich bym gryzła. W sobotę nie obudziłam się bardzo wypoczęta, bo nadal bym warczała :) Nie śpieszyłam się z wyskakiwaniem z łóżka, potem coś ogarnęłam, zrobiłam obiad i dopiero wtedy pojechałam z Wiertką na plac zabaw. Byłam tam umówiona z koleżanką, która zjechała na chwilę z Francji. Ona już od rana bawiła się z dziećmi w parku liniowym. Ja odpuściłam.

I okazało się, że siedzenie z gorącą kawą, w pełnym słońcu, przy pogaduszkach, pomogło mi. Napięcie spłynęło. Dodam, należę do grupy osób, które mogą pić w upał gorące napoje. Podobno, to pomaga na przegrzanie. 

Gdy wracałyśmy z Wiertką do domu, zajrzałyśmy jeszcze do centrum handlowego. Musiałam kupić mojemu dziecku kolejne buty. I to nie dlatego, że lubię jak ma ich kolekcję. Niestety, jakbym nie była oszczędna, a raczej skąpa, to jedna para na sezon, to teraz za mało. Pantofelki, które kupiłam ponad miesiąc temu, wyglądają tak, jakby zmaltretowały je szczęki amstaffa. Potrzebujemy jeszcze minimum pary, by nosić je na zmianę.  Na szczęście, sandałki kupione latem, nadal są dobre. Było trochę łez (zacytuję moją córkę: "Ja przeżywam"), bo przepiękne sandały kończyły się na rozmiarze 35. W dziale dziecięcym, ciężko było z 36 i 37, a w dziale kobiecym fasony były trochę jak na dziecko za poważne. I nie wydam ponad 140 złotych na buty, które moje dziecko rozniesie do lata, a do jesieni wyrośnie. Na razie kupiłyśmy trampki i stanęłyśmy przed odważnym wyzwaniem nauczenia wreszcie Wiertki wiązania sznurowadeł. Wiem, powinna to już umieć. Ja wiązałam mając sześć lat. Inne czasy, inne obuwie. Dla usprawiedliwienia - ja chodzę w butach kupionych rok, dwa lata temu i nie planuję dokupowywać.

Potem zajrzałyśmy do sklepu kosmetycznego, gdzie kupiłam wodę toaletową. Najpierw, moje dziecko nie mogło zrozumieć, po co nam woda do kibla :) Dotąd używałam wody podarowane mi przez koleżankę, która kupowałam je w Victoria's Secret w NY (zanim pojawił się w Polsce). Miałam je od dawna, nawet chyba od 3-4 lat. Kłopot był też w tym, że przez ostatnie dwa lata, nie znosiłam na sobie zapachów. Mydło, antyperspirant oczywiście. Nic więcej. Miało to związek z moim nastrojem. A teraz chcę pachnieć. Wybrałam zapach kwiatów wiśni, a Wiertka - okazało się, że z karta klienta, którą mam, drugą wodę mogę mieć gratis - zapach zielonej herbaty. Powiedziała, że będzie się psikać na imprezy :)

Kupiłam jeszcze upominek świąteczny dla mojej cioci, bo my dostałyśmy od niej prezenty na gwiazdkę, ale ja - ze względu na kłopoty finansowe - nie mogłam się zrewanżować. I na koniec, pewna promocja z książkami - kup 3, a czwartą dostaniesz za darmo. A ja znalazłam kilka ciekawych. Kiedy to ja kupowałam ostatnio jakieś książki? A co tam.

Jak widać, do końca miesiąca, będę żyła ascetycznie :)

W niedzielę, Wiertka była na warsztatach teatralno-cyrkowych :) Uczyła się kręcić talerzami na kijku i robiła z innymi dziećmi totem indiański :)

A jutro do pracy. I nawet jest mi z tego powodu przyjemnie :)

niedziela, 22 kwietnia 2018, bezcielesna

Polecane wpisy

  • Weekend w parku

    Sobota była handlowa. Zrobiłyśmy z Wiertką dużą wycieczkę autobusem za miasto - by w Ikea kupić trochę pudełek do szafy. Okazało się, że ten wyjazd był pierwszy

  • Majówka

    Tegoroczna majówka wyglądała jak szachownica - dwa dni wolnego, dzień pracy, dzień wolnego, dzień pracy, dzień wolnego, dzień pracy, dwa dni wolnego. Efekt był

  • Weekendowo

    Tak bardziej kronikarsko napiszę, bo ostatnio nie miałam weny do wpisów i milczałam. Dni weekendowe dzieliły się na dwie części. Ja w miarę wyszłam z przeziębie

  • Weekendowo.

    Zawsze jak przyjeżdżam w rejony mojej starej dzielnicy ogarnia mnie jakaś taka dziwna melancholia. I niby mieszkam już w nowej dzielnicy mojego miasta prawie 9

  • Raporcik.

    Korzystając z możliwości wzięcia urlopu (ach, jaki to jest cudowny przywilej!) czwartek i piątek siedziałam w domu. Na rozpoczęcie roku szkolnego Mani miałam ni

Komentarze
2018/04/22 23:07:29
Podoba mi się, jak spędzacie z Wiertką czas.
A co ze szkołą? Podjęłam jakąś decyzję?
-
2018/04/23 14:21:58
czytałam z uśmiechem :-)
Wiertka ma już nogę większa ode mnie!
-
2018/04/23 19:05:46
Ja też lubiłam wychodzić z domu, ale teraz jest to prawie ograniczone do wydarzeń dziecięcych. Chciałabym się znowu wybrać na spacer miejski, ale Wiertka ich nienawidzi :)
O szkole jeszcze będzie.