To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Antykonferencja

Niedawno, jeden z moich kolegów z pracy, pojechał na wydarzenie zwane ciekawie - antykonferencją. Jako, że było to w ramach obowiązków służbowych, dla chętnych opowiedział, co to za idea.

Bo czym jest konferencja, większość wie. Jest organizator, płatny udział albo dla uczestników, albo dla prelegentów, czy firm sponsorujących. Sama w tej branży siedziałam. Jest wcześniej przygotowana agenda, czyli lista prelekcji, na koniec pytania od publiczności. Z rzadka panele dyskusyjne, a jeśli już dyskutują, to prelegenci, mądre głowy.

A tu, w antykonferencji, cały ten porządek jest wywracany. Opłaty ponoszą uczestnicy, nie ma wielkich firm sponsorujących. Jedyny chyba tylko wyjątek zrobiono dla tej użyczającej sale - mieli krótkie przedstawienie się. Jest jeden temat przewodni, związany z daną branżą. Nie ma prelekcji, ani występujących, nie ma agendy wykładów. Wszyscy spotykają się na początku razem, wyjaśniana jest idea antykonferencji, zasady. Potem rzucane są, przez uczestników, propozycje tematów, robiona jest ich lista, godzinowy rozkład, rozdziela się je na sale, czy stoliki. Potem, już oddzielnie, przy każdym temacie formuje się grupka wspólnie dyskutująca. W każdej chwili, jeśli temat nie jest interesujący, można wstać i iść do innej. Dyskusja ma trwać godzinę, ale jeśli kuleje i umiera moderator ma prawo ją zamknąć wcześniej, lub wydłużyć, jeśli stała się ciekawa i obecni nadal chcą rozmawiać. Właśnie, moderatorzy są ważni, bo musi być ich kilku i muszą być dobrze zorientowani w temacie. Antykonferencja trwa cały dzień, jest przerwa na lunch, kawa, przekąski.

Dla mnie to bardzo ciekawy, dopiero kiełkujący chyba nurt. Kiedy to ludzie nie chcą już biernie siedzieć na krzesłach i słuchać, jak inni uczą ich życia, czy zawodu. Szczególnie, że część konferencji, to często skok na kasę. Ludzie wolą usiąść i sami wymienić się doświadczeniami, uwagami, wypracować jakieś wspólne stanowisko. Słabe punkty, to niestety kasa. Konferencje i seminaria mają się dobrze, bo ściąga się na nie wielkie firmy, które reklamują się w trakcie. Jeśli główną osią mają być uczestnicy, to a nich spoczywa prawie jedyny ciężar finansowy wydarzenia. Do tego moderatorzy - najczęściej zajmują się organizacją, prowadzeniem antykonferencji za symboliczne pieniądze, albo i gorzej. W tym przypadku byli to pracownicy kilku ważnych na rynku firm, którzy robili to po części dla idei, a ich pracodawcy godzili się na to ze względów wizerunkowych. To wszystko sprawia, że antykonferencje wydarzają się rzadko - ta akurat raz na dwa lata.

Być może jest to kierunek, w jakim będą iść spotkania branżowe. Fajnie. Ciekawa jestem, czy w waszej pracy widzielibyście siebie na takim wydarzeniu, czy jednak lepsza jest tradycyjna konferencja?

poniedziałek, 14 maja 2018, bezcielesna

Polecane wpisy

Komentarze
2018/05/14 23:23:04
Anty wydaje się ciekawsza - lubię dyskusję
-
2018/05/15 09:13:46
Podrzuciłaś mi nowe przemyślenie. Konferencje są dla introwertyków albo pobieżnych specjalistów z przypadku, ewentualnie dla kogoś kto uczy się branży.
Antykonferencja jest dla gadaczy i osób posiadających dobrą wiedzę o zagadnieniu. Tu nie posiedzisz z tajemniczą miną.
-
2018/05/15 11:36:23
To na pewno. Ja lubię rozmawiać także na tematy, w których nie jestem specjalistą. Lubie tez wiedzę wyciągac od specjalistów . Aktywny udział pozwala mi więcej się nauczyć, a nie tylko wysłuchać.
-
2018/05/15 11:36:34
To na pewno. Ja lubię rozmawiać także na tematy, w których nie jestem specjalistą. Lubie tez wiedzę wyciągac od specjalistów . Aktywny udział pozwala mi więcej się nauczyć, a nie tylko wysłuchać.