To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Pożegnanie Edka

Wczoraj mijała dziesiąta rocznica śmierci mojej mamy. Pojechałam w tym upale na cmentarz, zapaliłam znicze, postawiłam koszyczek z różyczkami - - taki sztuczny - który na pewno by się mamie spodobał. Ona lubiła takie aranżacje cmentarne :) Upał był mocny, cała wyprawa to czterdzieści minut piechotą w jedną stronę od autobusu na cmentarz. Z dojazdami zajęło mi to trzy godziny w palącym słońcu. Do domu wróciłam w wersji bliskiej zwłokom. Wiertka została w domu - nie lubi upału, ani cmentarzy. Szanuję.

Wracając, wstąpiłam jeszcze do kliniki weterynaryjnej po mieszankę dla Edka, świnki morskiej. Chciałam go dopajać i dokarmiać ze strzykawki. W ciągu ostatnich dni mniej jadał, ale myślałam, że może to upał. Ważne, że jadł i pił. Niestety od piątku nie zjadł, ani nie wypił nic. Poruszał się też bardzo wolno. Podejrzewałam, że się starzeje. Choć pięć lat, to jeszcze nie górna granica wieku dla świnek morskich. Jednak, gdy wróciłam do domu i poszłam do klatki, okazało się, że Edek już się nie rusza. Miał zamknięte oczy i nie reagował na głaskanie. Biedaczek, umarł. Umarł z pyszczkiem na listkach sałaty :( Ja się rozpłakałam, Wiertka się rozpłakała. Jeszcze próbowała dać mu wody ze strzykawki. Zawinęłam go w pieluszkę tetrową, włożyłam do pudełka po butach i przeniosłam do łazienki - najbardziej chłodnego pomieszczenia. Obawiałam się, że jeszcze gdzieś tam się tli w nim życie, ale jak weszłam i dotknęłam go po kilku godzinach, wątpliwości nie miałam. Czułam się jakaś przygnębiona i smutna.

A jeszcze tego wieczoru miałam zaproszenie na imprezę imieninową do koleżanki. Dlatego chwilę odetchnęłam, a potem szykowałam się do wyjścia. Wiertkę zawiozłam do jej taty. Ona też była przez całą podróż marudna, robiła mi jakieś wyrzuty na tematy wyciągnięte nie wiadomo skąd, płakała. Rozumiałam, że tak przeżywa smutek.

Dzisiaj, gdy konsekwencje - mimo wszystko - dobrej imprezy, już ze mnie jakoś zeszły, dziecko było już w domu, musiałam się zmierzyć z kwestią pożegnania Edka. Ciężko mi było przyjąć, że oddam go do kliniki jako odpad higieniczny :( A trzeba go było pochować jak najszybciej, bo na zewnątrz szalało 31 plus, a w mieszkaniu mocno chłodniej nie było. Już wcześniej zastanawiałam się, gdzie mogłabym zakopać zwierzątko, jeśli odejdzie. Jednak świnka morska, niby mała, ale na tyle duża, że wykopanie dla niej grobu będzie się rzucać w oczy, a dzisiaj wszędzie będzie pełno ludzi. Do tego łopata. Najbliższa była w domu mojego taty, pod Warszawą. Jak pomyślałam, że mam w tych 31 st Celcjusza, z pudełkiem w ramionach, jechać autobusem pod Warszawę, a potem z łopatą szukać pod miastem odpowiedniego miejsca w lesie, to to biedne zwierze na serio stanie się dla mnie zagrożeniem biologicznym. W takich momentach przydaje się samochód. Już dojrzewałam emocjonalnie do pojechania do kliniki, która była tylko trzy przystanki dalej. Na szczęście, tata Wiertki zgodził się mi pomóc. Wracając z pracy, zajechał po mnie. Zabrałam też Wiertkę, która wcześniej stanowczo odmawiała wycieczek w tym upale dalszych niż do drzwi klatki schodowej. Nie dziwię się. Pojechaliśmy po saperkę, potem znaleźliśmy ładną łąkę za miastem. Dobrze, że to nie ja zabrałam się za kopanie, bo ziemia była sucha, twarda od upału i nie dałabym rady fizycznie. Palące słońce skróciło znacznie proces pożegnania. Szczególnie, że doczesne szczątki Edka rozpoczęły już powoli proces powrotu do obiegu przyrody - że napiszę dyplomatycznie. Pudełko potem porwałam i wrzuciłam do kosza.

A jutro będzie krótkie wspomnienie.

niedziela, 10 czerwca 2018, bezcielesna

Polecane wpisy

  • Edek

    By nie zakładać co chwila wątków, piszę zbiorczo, co się działo z Edkiem przez ostatni tydzień. A działo się. W tamten poniedziałek pojechałam z nim na kontrolę

  • O tym jak Edek schudział

    Określenie, że Edek schudział zapożyczyłam od Wiertki - taki był jej komentarz, gdy opowiadałam jej w niedzielę. Minęło ze trzy, cztery dni zanim się połapałam,

  • Nowy członek rodziny

    W naszej rodzinie pojawił się nowy członek. Tym razem na prawdę :) Zastanawiałam się, zastanawiałam i jak to zwykle bywa życie samo rozwiązało dylemat. Na profi

  • Trochę o czerwcu i trochę o śwince

    Piękne mamy lato tej wiosny. A przynajmniej drugą połowę maja i początek czerwca. Cieplutkie, od czasu do czasu deszczowe, żeby nie trzeba było codziennie podle

  • moje zycie

    hej! Nazywam się Martyna. Lubię zwierzęta, mam kota i świnkę morską.

Komentarze
2018/06/10 16:51:15
Biedny:( wspolczuje, przezylam wiele razy smierc zwierzatka domowego.
-
2018/06/10 20:39:53
Dla mnie to było pierwsze zetknięcie z ciałem martwego, własnego zwierzątka. Wcześniejsza świnka morska umarła, gdy byłam w pracy i mój tata szybko zakopał ją w ogrodzie.
Teraz czułam się nieswojo.