To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Szary poniedziałek

Najpierw poniedziałek był szary od doświadczeń. Potem zasnuł je szary pył upały. Aż przyszły szare deszczowe chmury. Jeden kolor, a tyle odcieni. Każdy daje inną emocję.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od soboty. Weekend był urodzinowy. Sobota pod Warszawą na przyjęciu urodzinowym bratanicy. W niedzielę pojechałyśmy daleko za miasto na podobne przyjęcie przyjaciółki Wiertki - na działkę jej rodziny. Tam już spędziłyśmy dokładnie cały dzień. Ona bawiła się z dziećmi, ja kultywowałam stosunki towarzyskie z przybyłymi gośćmi w dorosłej kategorii wiekowej. Niby nic, siedzisz, zajadasz grilla, pijesz soki, coś tam pogadasz. A mimo wszystko, dla introwertyka jest to wyczerpujące. Szczególnie jeśli trwa cały dzień. Przeszliśmy się na spacer, nad rzekę i tam dzieciaki skoczyły do wody. Na szczęście, są jeszcze w tym wieku, kiedy zrzucenie ubrania nie powoduje posądzenia o sodomę i gomorę. W pięknych okolicznościach przyrody, czyli roztapiającym upale, brodziłam po rzecze i patrzyłam, czy się nie potopią. Potem dzieciaki pognały do domu, z szczątkowym ubraniach pożyczonych przez gospodynię. Zażartowałam, że to nic złego, że na 9 tych urodzinach biegają bez majtek, gorzej jak będą tak biegać na 19 tych :) Ogólnie, przyjęcie było fajne - dzieci robiły sobie tatuaże, rysunki, bransoletki. Ciocia jubilatki świetnie się nimi zajęła.

Do domu wróciłyśmy przed 22:00.

W efekcie, w poniedziałek ciężko mi było mówić o byciu wypoczętą fizycznie.

Odprowadziłam dziecko do szkoły i zaczęłam biegać z dokumentami rejestracyjnymi do Lata w Mieście. I tu wykazałam się niefrasobliwością, którą to ściągnęłam na siebie kłopoty. Myślałam, że zostawię formularz, wezmę numer konta i w najbliższym czasie puszczę przelew. Bo chwilowo mam trudności z płynnością finansową. Tak robiłam w poprzednich latach. A w tym roku wszystko załatwia się przez system. A system jest święty. Nie wykluczone, że najsłabszym ogniwem tego doskonałego systemu będą wypoczywające dzieci. Bez potwierdzenia opłaty za posiłki nie chcieli mi przyjąć karty i potwierdzić w Systemie, że dziecko uczestniczy w wypoczynku. A ostateczny termin zaksięgowania wpłat upływał dziś o 15:00. Z pierwszej szkoły wybiegłam, dopadłam bankomatu i zapłaciłam gotówką. W drugiej szkole, naburmuszony pan odrzekł, że przyjmuje tylko przelewy, a numeru konta mi nie poda, bo nie pamięta. A ja już nie miałam absolutnie nic na koncie, z czego mogłabym zrobić przelew. Ale miałam gotówkę w portfelu. Wpadłam jeszcze do poradni, gdzie okazało się, że pani doktor napisała opinię o moim dziecku, ale nie przystawiła pieczątki, więc będę musiała wracać tam jeszcze. Nie wiem kiedy, bo czynni są wtedy gdy ja pracuję. W ogóle w tym tygodniu, co chwila muszę gdzieś biegać w sprawach dziecka. Poczułam się jakbym odbijała się od ściany, a potem zaraz od kolejnej ściany. Jakby tego wszystkiego było już za dużo, zwaliło się na głowę.

W pracy też zobaczyłam awarię, którą musiałam jakoś posprzątać. I coś we mnie pękło. Puściły mi emocje. I tutaj, muszę przyznać, że moi towarzysze z działu wykazali się taktem, współczuciem i pomocą. Jedna koleżanka puściła mi przelew za Lato w Mieście, druga pomogła naprawić awarię. Trochę chodzili obok mnie jak koło jajka.

Do wieczora ochłonęłam. A z bankiem załatwiłam wsparcie finansowe do najbliższego dużego przelewu. I przyznam, że to poprawiło mi nastrój o 100%. Gdy kolebię się finansowo, wtedy jestem w fatalnym nastroju.

poniedziałek, 18 czerwca 2018, bezcielesna
Tagi: życie

Polecane wpisy

  • Po urlopie

    Zjechałam z urlopu i boję się sprawdzić stan konta bankowego :) Choć już to konto sprawdziłam. I wyszłam z bajkowego świata, gdzie wszystko bywa możliwe i wróci

  • Lato, lato, lato czeka

    Jutro wyjeżdżamy z Wiertką nad jezioro, a potem nad morze. W dwa weekendy i jeden tydzień upchniemy dwie podróże :) Wpisów raczej nie będzie. Postaram się odezw

  • Letnio o intymności

    Po raz pierwszy nie było mnie na zakończeniu roku szkolnego dziecka. Spytałam się Wiertki, czy chciałaby by był z nią tata i bardzo się ucieszyła. Ja mam jeden

  • No i po co ten stres

    Udało mi się dotrzeć do miasta wojewódzkiego z Filipem, dwiema walizkami i bólem głowy, ale w jednym kawałku. Pakowanie jak zwykle- najpierw niezbędne minimum,

  • Dopóki widzę twój cień

    "Dopóki widzę twój cień" - Agnieszka Fibich Piękna i utalentowana Natalia ginie w wypadku samochodowym.Jej mąż Wiktor rozpacza i zaczyna analizować całe wydarze

Komentarze
2018/06/24 20:46:04
Kto się nie chce przyznać że ma lipę a ty ok że jest jest kłopot
-
2018/06/25 12:42:39
Bo o czym wtedy miałabym pisać? Nie byłoby tak ciekawie ;)