To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Koncertowy weekend

Na tę sobotę moja córka czekała od ponad tygodnia. Podekscytowana i w emocjach. Jej idolki, trzy nastolatki prowadzące program dla dzieci i śpiewające piosenki dla tej grupy wiekowej, miały swój mały koncert w pewnym centrum handlowym. Działo się to przy okazji działań promocyjnych związanych z premierą "Mamma Mia. Here we go again". Wydarzenie było pomiędzy 12:00, a 16:00, ale nie podano kolejności występowania gości, dlatego byłyśmy już tam w południe. Podsłuchałam, że dziewczyny będą śpiewać po 13:00, poszłyśmy więc z Wiertką na mały spacer.

I tu małe spostrzeżenie. Centrum handlowe jest w centrum betonu, nie ma sensu więc wychodzić na zewnątrz. Spacerowałyśmy alejkami, a jest to czas, gdy nie mogę wydać niepotrzebnie ani grosza i jest to dosłowna dyrektywa, ani grosza. Wzięłam wodę do picia, bułki dla dziecka. Jednak zazwyczaj tak jest, że kiedy wiesz, że nie możesz nic kupić, to akurat myśl o kupowaniu trzyma się ciebie uporczywie. A to kawa, a to lody, a to napój. Weszłyśmy w końcu do księgarni i tam pooglądałyśmy rzeczy. Nie jestem typem człowieka, który spaceruje po sklepach by sobie popatrzeć. Jestem zadaniowa - wchodzę by kupić. Bez tego zadania czuję się jak debil.

Straszna godzina wreszcie minęła i zaczął się koncert. Oraz jeszcze gorsza godzina. Bo zjawiło się trochę dzieci, głównie dziewczynek z rodzicami. I każda chciała mieć autograf oraz zdjęcie z idolkami. A rodzice byli, dobra nie będę ściemniać, byliśmy mocno zdeterminowani by naszym słoneczkom w tym pomóc. A mam wrażenie, że centrum handlowe, jego ochrona, nie pomyślała, że taki nieznany zespolik może wzbudzić jakiekolwiek emocje. Bo jak nie masz dziecka w wieku 5-9 lat, to nie wiesz kto to jest. Dlatego ochrona nie była przygotowana na taki kocioł.

Pomiędzy dwoma występami i przed nim - do dziewczyn ustawiała się kolejka. A raczej najpierw kłębowisko dziecięco-rodzicielskie, potem ze trzy alternatywne kolejki i dopiero po całym występie, gdy dziewczyny ustawiły się na dobre, ochrona zaczęła burdel ogarniać wpuszczając po kolei po dziecku z każdej alternatywnej kolejki. Na pomysł by zrobić jedną, oficjalną, kontrolowaną, panowie nie wpadli. Dla mnie było to stresujące, bo stałam z dzieckiem, dookoła mnie inne dzieci, ich rodzice. Starasz się być uprzejma i nie stratować, to zaraz jakaś baba wciska przed twoje ukochane dziecko, swoje dwie różyczki. Zazwyczaj jestem wycofana, nie idę w starcie, ale tu widziałam smutną minę mojego dziecka, które zapewniałam co chwila, że teraz ona będzie mogła wejść. I wyszła ze mnie madka. Zwróciłam uprzejmie, ale stanowczo tamtej kobiecie uwagę. Ona napadła na mnie, że robię problem, bo dostaną się wszyscy. To niech cofnie swoje gówniary do tyłu, jak taka mądra. Na szczęście byłyśmy madkami, nie Madkami, więc po kilku zdaniach raczej dość cicho cedzonych, każda się zamknęła. Szkoda było wystraszonych twarzy naszych dzieci. Potem w tym kłębowisku, pozwoliłam jeszcze by przed moje dziecko wepchnął się mały czterolatek, bo jego mama miała dziecko w nosidełku i nie mogła go wspierać tak jak inni rodzice. Ale gdy obok wsuwała się mała dziewczynka wspomagana przez nastoletniego brata z uśmiechem przeprosiłam go, że teraz będę nieuprzejma i jednak to moje dziecko wejdzie. Opisuję to tak, bo sama się nie spodziewałam, że potrafię być taka wojownicza, niefajna i niemalże chamska. A to wszystko, bo nie chciałam zawieźć mojego dziecka.

Dobra, autograf zdobyty, zdjęcia zrobione. Można było wracać do domu. Byłam psychicznie wykończona :)

A żeby było sprawiedliwie, to wieczorem poszłyśmy na koncert w Muzeum Warszawskiej Pragi - grały Same Suki. Muzyka folkowa, wśród wykorzystywanych instrumentów suka biłgorajska, bęben, czy wiolonczela, a wokalistka także świetnie operowała głosem. Suki, bo też teksty były, choć stylizowane na ludowe, to mocno zaangażowane społecznie. Bardzo fajny koncert. Wiertce też muzyka się podobała, choć czasami mówiła, że jest straszna (to ta suka biłgorajska).

Za to niedziela leniwa. Południe spędziłyśmy, leżąc w piżamach w łóżku, oglądając sobie razem "Mamma Mia". Pamiętam jak byłam na tym dziesięć lat temu w kinie i żałowałam, że nie mogłam zabrać na to mamy, która zmarła kilkanaście tygodni wcześniej. Mama lubiła piosenki Abby. A teraz mogę obejrzeć to z własną córką :) Spodobały jej się piosenki i chce iść do kina na część drugą :)

niedziela, 22 lipca 2018, bezcielesna
Tagi: córka weekend

Polecane wpisy