To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Ku samodzielności

Taką mam pracę, że raz pracuję 8-16:00, a raz 10-18:00. Usługowa, a klienci wychodząc do domu zasypują czasami zleceniami i chcą mieć rano do kawy podane rozwiązanie. Na szczęście, udaje się grafiki dopasowywać, zgrać, zmieniać, dogadywać z ludźmi.

To pierwszy moment mojego macierzyńskiego życia, gdy mogę sobie na to pozwolić. Bo zaczęłam wdrażać Wiertkę do samodzielności. Pod koniec roku szkolnego, odbierała ją jeszcze sąsiadka (mama koleżanki, razem ze swoim dzieckiem), która jest mocno wyczulona na problem gwałcicieli, emigrantów oraz wszelakich typów, którymi są ulice wybrukowane dookoła. Wiertka dostała swój klucz, dla ułatwienia nakleiłam jej na nim kawałek taśmy i z jego pomocą szybko załapała, że klucz obkręca się równe 360 stopni. Nie 380, 400, a może 600 stopni. 360 stopni i łatwo wyjdzie, nie trzeba szarpać.

A odkąd rozpoczęło się Lato w Mieście, moja córka codziennie wraca sama do domu. Jest głęboko niezadowolona, że musi tkwić w szkole, więc dostała zgodę na samodzielne wyjście o 16:00. Ona wraca do domu - z ochotą się na to zgodziła, a ja docieram o 17:00 lub 19:00. Młoda w domu zajmuje się rozrywkami rujnującymi umysł, czyli oglądaniem youtuberów. Tak już drugi tydzień.

Początki były średnie. Dostała swój telefon, by był z nią kontakt. Jednak nie słyszy, jak dzwoni, nie reaguje też na smsy. Wiem, że wychodziła ze szkoły i szła na plac zabaw obok naszego bloku, sprawdzać, czy nie ma tam jej koleżanki z klasy z mamą. Jak jej nie było, dopiero wracała do domu. W tamtym tygodniu, przed 17:00 zajrzałam do domu - nie było jej, poszłam poszukać ją na placu zabaw. Nie było jej. Poczułam się nieswojo. To jeszcze nie ten etap, gdy dopadają cię złe myśli. Telefonu nie odbierała. Nie miałam pojęcia, gdzie mogłaby pójść. Na wszelki wypadek zadzwoniłam do mamy koleżanki z klasy. Wiem, że natychmiast by mnie poinformowała, gdyby moje dziecko z nią było. Nic innego nie przyszło mi do głowy. Okazało się, że chwilę wcześniej moja córka wysłała do niej omyłkowo sms-a: "Mama jest 16:53 zapomniałam ide do domu". Okazało się, że panie na Lecie w Mieście nie zwracają dzieciom uwagi, że mogą iść, a Wiertka straciła poczucie czasu. Ja szukałam ją na placu zabaw, ona właśnie wchodziła do domu. Zaraz tam byłam. Jednak powiedziała mi, że jak weszła i zobaczyła, że mnie nie ma, to trochę chciało jej się płakać.

W tym tygodniu, wychodząc dzwoni już nie do mnie i raportuje "Mama, nie słyszę cię, chcę ci tylko powiedzieć, że wyszłam i idę już do domu. Papa". Bo innym problemem jest to, że przez niedosłuch nie słyszy, co się do niej przez telefon mówi.

Mam nadzieję, że pomimo tego wpisu, będzie bezpieczna :)

środa, 18 lipca 2018, bezcielesna
Tagi: córka

Polecane wpisy