To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Nad jeziorem, czyli czy czas może być jak mgła

Ten urlop był intensywny - w dziewięć dni zmieściłam pobyt nad jeziorem i nad morzem. I w sumie trzy dni spędziłam na podróżach.

Dwa kompletnie inne momenty wypoczynku.

Nad jezioro pojechałyśmy z Wiertką do domku letniego mojej koleżanki poznanej kiedyś w sieci. Znamy się już dziesięć lat, choć przez ten czas rozmawiałyśmy (wraz z innymi kobietami) w sieci, a widziałyśmy się może kilka razy. Nad jeziorem byłyśmy we cztery - dwie matki i dwie córki w zbliżonym wieku. Czasami dojeżdżało jeszcze dwoje kuzynów.

Jedna strona to taka, że Wiertka miała koleżankę do zabawy, z rzadka mnie potrzebowała. Mogłam sobie poczytać, odprężyć się, posnuć. Drugą stroną było to, że nie byłam tam sama i wypadało nawiązywać codzienne relacje społeczne z koleżanką. A ja mam obawy, że taka obecność drugiego człowieka może być dla mnie, introwertyka, czasem ciężka. Jednak okazało się, co i wcześniej wiedziałam, że koleżanka ma podobny do mnie charakter. Nie zagarniałyśmy sobie przestrzeni, czasu, powietrza. Nawet rytm dobowy mamy wszystkie cztery podobny, czyli pobudka przed 10:00.

Okolica była przepiękna. Trochę domów letniskowych dookoła, ale nikt nie zjechał. Byłyśmy w środku lasu niemal same. Kilka kroków do jeziora i pomostu. Cisza, spokój, wiatr. Rano budził mnie za oknem śpiew trzech różnych rodzajów ptaków. Powietrze co kilka sekund przeszywał odgłos linki rzucanej przez wiatr na maszt łódki przycumowanej niedaleko. Chłodno, prawie zimno, niebiesko szaro na niebie. Nie przeszkadzało. Czas snuł się dookoła mnie jak mgła.

Czasami, po zmroku, przychodziły mi do głowy różne scenariusze historii kryminalnych albo dramatów psychologicznych. Idealna sceneria :)

W środku tygodnia praktycznie cały dzień w pociągach i autobusach, by przejechać z Polski centralnej nad morze. I powolny rytm zamienił się w galop. O czym w następnym wpisie.

wtorek, 10 lipca 2018, bezcielesna

Polecane wpisy