To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Wakacyjny zamęt, czyli w sercu turystycznego tornada

Druga część urlopu, to pobyt w pewnej turystycznej miejscowości nad morzem. Jedna z moich koleżanek użyczyła nam swojego mieszkanka (w apartamentowcu, co zachwyciło moją córkę) niemalże tylko za koszty czynszu.

Całkiem inny wymiar świata. Dużo dźwięków - gwar rozmów, brzdąkanie automatów, niosące się falami odgłosy koncertów, a to z domów wczasowych, a to z chodnika. Feria kolorów. Początkowo czułam się tym przytłoczona i przebodźcowana. Z czasem przywykłam. Za to Wiertka szalała.

Trzydniowy pobyt, dni z podróżą nie liczę, miał trzy wiodące, czasem przeplatające się tematy. A pogodę miałyśmy przepiękną. Z domu wychodziłyśmy o 11:00, a wracałyśmy na dobre grubo po 21:00. Wpadałyśmy, a to wziąć prysznic, a to coś zabrać, ale na chwilę.

Plaża. Coś co robię dla szczęścia mojego dziecka. Nie przepadam za grillowaniem się na piasku i taplanie w wodzie. Pierwszego dnia wybrałyśmy się, jak na wyprawę - parawan, koc, torba z przydasiami. Parawan mi się położył na piasku, bo nie potrafiłam go porządnie wbić, a na kocu praktycznie nie usiadłam. Był rozłożony w dalszej części, a ja nie mogłam zostawić dziecka samego w wodzie. I tak przez trzy godziny, skakałam z Wiertką po falach, które waliły mnie czasem aż pod szyję. Niech nikt nie myśli, że to łagodne doznanie. Wieczorem okazało się, że czuję nie tylko mięśnie nóg, ale też karku. Byłam odrobinę połamana :) Następnego dnia miałam plażowstręt. Odwróciłam więc kolejność atrakcji - najpierw wycieczki, plaża po południu. Spora część osób już sobie poszła, ustawiłam sobie krzesełko przy samej wodzie, bo było już miejsce. Mogłam spokojnie popatrzeć na zabawę dziecka. A ostatniego dnia, nad wodę poszłyśmy już wieczorem. Ja siedziałam owinięta w sweter, z kapturem na głowie, trzęsąc się, a moje dziecko, półnagie hasało w wodzie. Na serio, temperatura była zabójcza, a jej to nie przeszkadzało. Twierdzi, że jest zimową dziewczyną, nie boi się zimna.

A druga część wyjść to były wycieczki okoliczne - wdrapanie się na latarnię morską, park linowy, wesołe miasteczko, wycieczka statkiem po Zalewie Wiślanym.

Ostatniego dnia, było coś dla matki! Wycieczka historyczna, hurra. Najpierw statkiem na drugą stronę zalewu, tam busikiem do Fromborka, podziwiać dokonania Mikołaja Kopernika. Zachwycałam się możliwością zobaczenia z bliska "O obrotach ciał niebieskich", podręczników do studiowania medycyny z tamtych czasów, niemalże dotknięcia miejsca, gdzie leżą doczesne szczątki uczonego. Patrzyłam na przyrządy, których używał Kopernik - on za pomocą kilku drewnianych rzeczy zmienił postrzeganie świata, dziś człowiek potrzebuje GPS by dojechać sto kilometrów dalej. Obejrzałyśmy muzeum, katedrę, wieżę zamkową. W tej ostatniej widziałyśmy Wahadło Foucault. Wiertka miała szczęście, bo była akurat obok pani nadzorującej ekspozycję, gdy ktoś dotknął liny z kulą i zaburzył jej jednostajny bieg. Trzeba ją było zatrzymać, unieruchomić, przeczekać drganie liny i ponownie puścić w ruch czas. I moja córka w tym pomagała, mogła dotknąć kuli :) A w drodze powrotnej trafiłyśmy jeszcze na opuszczoną, zamkniętą od dawna stację kolejową, gdzie ja szalałam ze zdjęciami, a Wiertka bała się duchów.

Bardzo aktywny czas. Mogłam wrócić do pracy odpocząć :)

piątek, 13 lipca 2018, bezcielesna

Polecane wpisy

Komentarze
2018/07/14 07:06:44
na tej stacji fotografowałam Waldemara bawiącego się z Rolką jabłkiem ...
Obojga już nie ma ...
a ja czasem za nimi tęsknię :-(
-
2018/07/14 11:55:27
Mieszkam obok kilku nadmorskich miejscowości i uwielbiam ten letni gwar . Latem czuje się ciągle jak na wakacjach
-
2018/07/14 19:16:32
panirolki, to są tam po trochu duchami :)
selena0705, ja chcę tam pojęchac jesienią by zobaczyć miejscowość prawie pustą i cichą.
-
Gość: Wiecha59@gmail.com, *.dynamic.gprs.plus.pl
2018/07/16 08:06:28
To dziwne, że pracując chcemy wyjechać - odpocząć, a przyjeżdźamy zmęczeni, ale inaczej i naładowani w nową energię. Wiesia
-
2018/07/16 13:36:28
Chyba też bym musiała odpocząć bo takiej wyprawie z Glusiem.
-
2018/07/16 20:55:18
Może nie każda matka tak ma, ale ja nie czuję się całkowicie, kompletnie odprężona gdy mam pod opieką dziecko i gdy program wyjazdu jest jemu głównie podporządkowany.
Kiedyś tam, za pewną granicą wiekową może zacznie się to zmieniać.
-
2018/07/17 12:57:46
Wakacje z dziecmi to koszmar , gorszy od codzienności.