To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Gdy gwiazdy spadają innym

Dziś późnym popołudniem udało się wreszcie wysłać Wiertkę do ojca. Tylko do sąsiedniej dzielnicy, ale myślę, że to wystarczy :) Przed 18:00 pojechała, a po 21:00 już dzwoniła :)

Ja za to wdrażam w życie plan robienia tych rzeczy, których nie mogę bez dziecka - na przykład chodzenia do kina na filmy dla ludzi powyżej 16 roku życia ;)

Dziś umówiłyśmy się z koleżanką w Centrum nauki Kopernik. Udało nam się zająć przed 20:00 jeszcze wolne leżaki i trochę pogadać. A od 21:00 gdy pogasły światła, mogłyśmy wpatrywać się w niebo. Dookoła było sporo ludzi, czy to na leżakach, czy kocach. Prowadzący fajnie opowiadali o widocznych planetach i najjaśniejszych gwiazdach, czy satelitach. Dopiero teraz uświadomiono mi, że satelity są na niebie doskonale widoczne i łatwo pomylić je z samolotami - jak coś wolno sunie po niebie, miga na biało, to satelita, jak miga dodatkowym światełkiem, to samolot.

Koleżanka zobaczyła trzy Perseidy. Mnie umykały, bo się głównie gapiłam jak zahipnotyzowana w satelity. Co chwila jakiś przelatywał. Jak nad lotniskiem. Może i widziałam ze dwie Perseidy, tak mignęły w kącie oka, jak draśnięcie. Coś jak wspomnienie z dzieciństwa, historyjkę, którą opowiedzieli rodzice, ty sobie wyobraziłeś szczegóły i w końcu uwierzyłeś, że tak dokładnie to wydarzenie wyglądało. Tak było z tymi moimi Perseidami - im dalej w czasie, tym bardziej bym chciała wierzyć, że coś tam widziałam.

Koleżanka nasycona wrażeniami, wróciła do domu, a ja jeszcze chwilę posiedziałam. Jednak tłum dookoła mnie, głośna muzyka jednak zaczęły mi przeszkadzać. I to wpatrywanie się w niebo. Im bardziej myślisz, że jakaś gwiazda spadnie, tym bardziej spada ona innym. Nie mam cierpliwości i wytrwałości. Ja nawet na autobus nie czekam dłużej niż 10 minut, gdy można jechać z przesiadką (nawet dłużej), albo iść piechotą.

Żeby wykorzystać piękno nocy, wróciłam sobie spacerkiem przez most na praską stronę. Tam musiałam czekać ponad dwadzieścia minut na autobus, bo nie dało się bezpiecznie iść dalej piechotą, ani przesiadki nie było :)

A jutro kolejny dzień urlopu matki :) 

niedziela, 12 sierpnia 2018, bezcielesna

Polecane wpisy