To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Oblepieni słońcem

Przyznam, że jak idziesz do pracy gdy jest upalnie w stopniu do zniesienia (jak dla mnie), dzień spędzasz w klimatyzowanym biurze, lub z wyłączoną klimą, bo okna są na północ i dziedziniec biurowca, a wracasz gdy upał lżeje (jak dla mnie), to łatwiej znosić lato w mieście.

W sobotę byłam już bliska pomyśleniu, że mózg może się zagotować. Przed południem trochę posprzątałam - jeszcze inna cecha upału, wracasz po pracy do domu i tylko spływasz z kanapy. Wzięłam prysznic, zmieniłam ubranie. Wybrałyśmy się z Wiertką na zakupy i obiad, bo nie miałam ochoty gotować. A jeść, owszem. Po powrocie padłam i gdy się ocknęłam, to z trudem próbowałam znaleźć jakiś tlen w mieszkaniu. Nie mam wiatraka. Takie natężenie wysokiej temperatury w pomieszczeniu zdarza się, jak dla mnie, zbyt rzadko. 

Dopiero o 19:00 wyszłyśmy z domu. Najpierw na plac zabaw na Podzamczu, a potem do Parku Fontann na pokaz multimedialny. Ciepły, przyjemny wieczór. Wróciłyśmy do domu przed 23:00 i jeszcze przez prawie dwie godziny nie próbowałyśmy zasnąć. Śródziemnomorsko.

W Parku Fontann Wiertka o mało co mi nie zaginęła :( Tłumy były ogromne, stanęłyśmy blisko fontanny, bo ciężko było już w mroku znaleźć dobre miejsce dalej. Wiertka ruszyła do przodu, pomiędzy ludźmi, by znaleźć lepsze miejsce, a ja nie dałam, jej tempem, przeciskać się z hulajnogą. I po chwili zniknęła w tłumie. Pokaz się zaczął i nie wiedziałam, co zrobić. Krzyczeć jej imię? Stałam, rozglądałam się, klękałam i próbowałam wypatrzyć ją wśród plątaniny nóg. Bałam się, że ja będę chodzić i jej szukać, ona będzie chodzić i mnie szukać, i będziemy się mijać. A takie bezczynne stanie w miejscu, nie przystoi rodzicowi. Pomyślałam, że jak skończy się pokaz, będę jej szukać w tym wycofującym się tłumie i wołać. Zaraz jednak pojawiła się jakaś kobieta, a z nią Wiertka - pani pomogła jej mnie odszukać. Nawet jej za to nie podziękowałam. Dobrze, że się odnalazłyśmy, bo mała miała plan, by po pokazie wyjść z tym tłumem ludzi.

W niedzielę spałyśmy do 11:30. Po południu przeszłyśmy się na Otwarta Ząbkowską, gdzie był teatrzyk dla dzieci, różne warsztaty plastyczne.

W grudniu to lato będę wspominać z nostalgią :)

niedziela, 05 sierpnia 2018, bezcielesna

Polecane wpisy

Komentarze
2018/08/05 23:24:28
Dla mnie to upalne lato jest cudowne i już się martwię, że zaraz będzie zimny październik:))
Bardzo mi się podoba, że tak dużo czasu spędzasz z córką.
-
2018/08/06 10:24:29
zielonapirania, w ostatecznym rozrachunku też wolę nie narzekać na upały :)
Z dzieckiem spędzam dużo czasu, bo ona nie potrafi być sama, cały czas w kontakcie. Już jest zmęczenie materiału po obu stronach. Dziś w drodze na Lato w Mieście obie na siebie warczalysmy. Obie czekamy na jej wakacje z tatą :)
-
2018/08/11 02:36:09
Niewiarygodne, że ty nadal piszesz. Tyle życia minęło, a ty nadal piszesz. Przedstawię się: Ewa - mama Natalki, a potem też Karinki. Towaryszyłam ci w twoich trudach samotnego macierzyństwa. Sama wtedy byłam na tym samym etapie. Moja starsza córczka jest w podobnym wieku jak Wiertka. Jej, mam tyle pozytywnych emcji związanych z twoim blogiem. Bardzo identyfikowałam się z wileoma twoimi odczuciami. Wtedy mieszkałam w Warszawie. Teraz na obczyźnie. UK. mam poczucie, że minęła cała epoka. Dziś mnie naszło na Warszawskie klimaty. Obejrzałam "Ja wam pokażę". A co????? Przypomniałam sobie klimat życie, pracy w Warszawce. Nawet mi się zatęskniło. I nie wiedzieć czemu, m]ni z tego ni z owego przypomniałam sobie o Twoim blogu. Potowarzyszę ci trochę w najbliższych miesiącach. Fajnie że jesteś... Nadal....
-
2018/08/12 22:58:40
mabinka, to takie miłe, co napisałaś!
:)