To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Piąte Królewstwo

Długi weekend ukoronowałyśmy wypadem do kina na „Dziadka do orzechów i cztery królestwa”. Zainteresowanym mogę polecić – fajny obraz dla młodych w wieku od 8 lat do wczesnych nastolatków, a potem dorosłych. W warstwie plastycznej film jest zrobiony przepięknie – trochę jak „Alicja” Burtona, ale bez jego pazura szaleństwa. Alternatywny świat królestw z ich klimatycznymi obrazami, mieszkańcami, detalami strojów. Jeśli ktoś ma inklinacje do schizofrenii niech lepiej nie idzie J Z poziomu bardzo racjonalnego, dla mnie to historia młodej dziewczynki, która przeżywa swój pierwszy epizod psychotyczny, odziedziczony po zmarłej matce. Jednak oczywiście, jest także warstwa irracjonalna i tak kazała mi zachwycać się filmem. Jako dziecko bardzo lubiłam takie historie (najczęściej w książkach), bo w głębi duszy, procentem swojego jestestwa wierzyłam, że tak naprawdę pochodzę z krytego, fantastycznego królestwa, lub innej planety. Tamta historia ciągle czeka  na mnie, ale ja na zawsze utknęłam tutaj i muszę przesnuć swój żywot w takim kształcie, z poczucie obcości i bycia boleśnie odrębną. W takim piątym królestwie. Dlatego seans „Dziadka do orzechów…” był dla mnie melancholijnym powrotem do tamtych tęsknot.

 

Jakby się ktoś uparł bym napisała zawiązanie fabuły, to mamy młodą dziewczynę przeżywającą pierwsze święta po śmierci matki, która w trakcie wigilijnego przyjęcia trafia do ukrytej krainy, w której jej matka była niegdyś królową. I musi tę krainę uratować. A wszystko to w oparciu o znaną historię „Dziadka do orzechów”, z motywami muzycznymi z baletu i cudownymi scenami baletowymi jako, dobrze zgranymi z historią, wstawkami.

Nieopatrznie zajrzałam też, by sprawdzić opinie w sieci i nie są spójne z moją J Kalka z „Alicji”, „Narnii”, fabuła miałka, niby „Dziadek do orzechów”, ale to nie jest „Dziadek do orzechów”. No i dlaczego rządzi poprawność polityczna, czyli któraś z postaci musi być czarnoskóra, nawet jeśli to byłoby kompletnie niemożliwe w tamtych czasach. Mnie się podobało. Moje dziecko oglądało film z wypiekami, obgryzała paznokcie w emocjach i chciałaby pójść obejrzeć go jeszcze raz. I to jest najważniejsze.

Kłopotem dzisiejszej kinematografii jest to, że trzeba nakręcić film, który spodoba się dzieciom, ale także zaspokoi estetyczne, kulturalne i różne inne potrzeby dorosłych.

 

czwartek, 15 listopada 2018, bezcielesna
Tagi: kino

Polecane wpisy