To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Bezpieczna starość

Wpis refleksyjny, jeszcze rozważania sprzed przesilenia zimowego. Wtedy na kablówce trafiłam na serial „Noce i dnie”. Pamiętam z dzieciństwa, że wstrząsające wrażenie zrobił na mnie ostatni odcinek. Barbara, w wieku starczym (bo wtedy tak postrzegałam bycie po 50tce) ucieka z płonącego miasta, traci dom, tuła się i miota po drogach, błaga przypadkowych ludzi o pomoc, oderwana od rodziny, samotna, opuszczona na pustkowiu. Wiem, że nie na takim pustkowiu i wiem, że nie taka znowu samotna. Wtedy jednak, jako dziecko, bardzo boleśnie odbierałam takie podsumowanie schyłku życia. Czułam, że wiek starszy powinien być czasem bezpieczeństwa, odpoczynku, spokoju. Ucieczka i strach przed żołnierzami to domena dla ludzi młodych, pełnych energii. Człowiek powinien spędzać schyłek swojego żywota bezpiecznie.

 

Dziś, patrząc na to z perspektywy osoby w wieku średnim, wiem, że sytuacja Barbary nie była taka straszna. Prawdopodobnie, gdy przetoczyły się wojska, wróciła do swojego Kalińca. Nawet może jej mieszkanie ocalało. Czekały na nią gdzieś tam dzieci, gotowe zaopiekować się matką. Jednak nadal jest we mnie taki lęk, że ta starość powinna być łagodna jak koc z wełny merynosa. A być może dotknie człowieka samotność, wyrwanie korzeni, strach, niepewność, ukrywanie się po zimnych miejscach, zagrożenie życia.

Bo jakby się czasem człowiek nie starał, nie zawsze dobre życie oznacza dobrą starość.

 

piątek, 11 stycznia 2019, bezcielesna
Tagi: życie

Polecane wpisy