To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Noworocznie :)

Trzy ostatnie lata witałam w towarzystwie mojego dziecka. W tym roku postanowiłam to zmienić. Dyżur z Młodą pełnił jej ojciec. Nie wiedziałam, gdzie pójdę, gdzie mam się bawić. Z czasem miałam zrobić rozeznanie wśród znajomych. I akurat na początku grudnia, koleżanka rzuciła pomysł spędzenie sylwestrowej nocy w knajpie. Tanie to nie było, ale raz na jakiś czas można. W cenie był szwedzki bufet uzupełniany całą noc, także ciepłymi posiłkami i open bar.

Nie przygotowywałam się szczególnie. Jedynym szaleństwem było kupienie torebki na przyjęcia - dość karnawałowej, bo całej w cekinach. Moje dziecko oświadczyło, że chce ją po mnie odziedziczyć :) Torebka była przeceniona 50%, więc się nie zastanawiałam długo. Miałam jakiś pomysł, jak się ubrać. Jednak efekt był taki, że na pół godziny przed wyjściem przebierałam się ze trzy razy, dopasowywałam rzeczy, a i tak wyszłam w końcu w tym, co zestawiłam jako pierwsze. Tremę trochę miałam, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz bawiłam się na tańcach. Być może na studiach.

Była nas dziesięcioosobowa grupka - cztery pary i dwie singielki, więc nie czułam się krępująco nieparzysta. Większość osób już znałam, niektórych poznałam. I mogę przyznać, że był to czadowy sylwester. Żartowałam, jadłam, piłam, tańczyłam, a czas biegł błyskawicznie. Przed północą zdążyłam jeszcze pożegnać rok 2018, który był spokojny, udany, bez dramatów, w miarę stabilny finansowo. Chciałabym taki rok powtórzyć.

Podejrzewałam, że tak od 1:00 będę się chyłkiem wymykać do domu. A tutaj wybiła 3:00 i bawiłabym się jeszcze dalej, gdyby nie powolne wygaszanie imprezy przez organizatorów. Knajpa była w mojej dzielnicy, nie tak strasznie daleko do mojego domu - dwa przystanki autobusem. Aż głupio na taki kawałek brać taksówkę. Przed 4:00 wróciłam do domu piechotą.

Zabawa była fajna, ale Nowy Rok spędziłam na kanapie, walcząc z bólem głowy i osłabieniem ;) A lampki choinkowe musiały być wyłączone, bo wyjątkowo intensywnie migały ;) Zapobiegawczo, w Sylwestra ugotowałam wielki gar rosołu. Był to zbawienny pomysł, bo w Nowy Rok, co jakiś czas go sobie podgrzewałam i jadłam po talerzu. W 2019 jadłam to, co w 2018 było dobre :)

Ostatnie dwa tygodnie starego roku, taki czas pomost, czas zawieszony we wszechświecie, spędziłam na nic nie robieniu, lenistwie. Sama tak zawieszona. Z nowym rokiem przyszła nowa energia. Dziś mam jeszcze dodatkowy dzień urlopu i zabrałam się za rzeczy domowe.

środa, 02 stycznia 2019, bezcielesna
Komentarze
2019/01/02 13:12:43
Brawo Ty! :-)
-
2019/01/02 13:54:38
Najlepszego:)
Uwielbiam ten "zawieszony" czas i zawsze sobie tak go organizuje, że mam przynajmniej 2 tygodnie na słodkie lenistwo:)
My w tym roku wyjątkowo spokojnie, z zaprzyjaźnionym sąsiadami-raclett i doskonale wina, bardzo dorosle i elegancko;)
-
2019/01/03 15:56:40
Dziękuję dziewczyny :)