To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
Blog > Komentarze do wpisu
Domowo-szkolnie

Zabiegany czas. W pracy dużo pracy, ale na tyle by nie siedzieć po godzinach.

 

A po pracy orka rodzica. Moje dziecko w poniedziałki ma spotkania grupowe ze szkolną pedagog, we wtorki zajęcia grupowe w poradni pedagogicznej ( z czego wnoszę, że jest już „zresocjalizowana”), a w środy tańczy zumbę. Jest o tyle dobrze, że w poniedziałki i środy zawozi i odwozi ją jej ojciec. Jednak nie to jest najtrudniejsze. Młoda nie potrafi jeszcze sama odrabiać lekcji, ani się uczyć. Czyli w okolicach 19:00 (po powrocie z pracy i wszystkich zajęć) wchodzę ja – cała na biało – i pomagam jej w lekcjach, powtarzaniu do sprawdzianów, klasówek. Na szczęście, część nauczycieli wpisuje terminy klasówek w Librusie, bo Młoda nic nie zapamięta. Mamy za sobą powtarzanie układów ciała człowieka na przyrodę. Teraz siedzimy w języku angielskim, bo w piątek jest klasówka z całego pierwszego semestru. W kolejny piątek będzie cało semestralny z matematyki, więc nie odpocznę. Cała ta akcja nie po to, by moje dziecko dostało piątki, ale żeby w jej głowie zostały strzępy na jakąś dwójkę, trójkę. Robimy program minimum. Nie wnikam, co jest zadane z innych przedmiotów, jeśli nie ma tego zanotowane w zeszycie. Wtedy siedziałybyśmy przy zeszytach do 22:00. To będziemy robić za jakieś dwa, trzy lata.

Po tym wszystkim, nie tylko dziecko powita wakacje z radością.

Nie pamiętam, żeby ktoś mnie pomagał w odrabianiu lekcji. Choć zapewne tak było w pierwszych klasach. Tak od III/IV to już sama notowałam, co jest zadane, sama wszystko powtarzałam. Miałam to szczęście, że w szkole podstawowej 80% informacji zapamiętywałam z przekazanych rzeczy na lekcji i pamiętałam to jeszcze długo. Powtarzanie materiału przed klasówką, to było po prostu powtarzanie, a nie nauka i zrozumienie od nowa. Czy to inne pokolenie, czy moje dziecko jest inne?

 

 

środa, 06 marca 2019, bezcielesna
Tagi: szkoła córka
Komentarze
2019/03/06 21:49:15
Inne pokolenie, któremu także wszystko ułatwiamy. Tak jak mówisz, bez dziennika elektronicznego dziecko nie zapamięta informacji o sprawdzianie czy pracy domowej. Za rok będzie lepiej. Jak pisałam wcześniej, uczę dwie klasy 4, 9-latkow i 10-latkow. Dzis uczyli się opisu obrazu. Przykład martwej natury. 10-latki podawali epitety typu atramentowy wazon (kolor), lśniąca taca, świeże kwiaty, wiklinowy kosz. Dla 9-latkow wazon był niebieski, taca brązowa, kwiaty ładne, koszyk drewniany. Różnica w slownictwie kolosalna.
-
2019/03/06 21:50:46
Wybacz styl i błędy, komentowanie na telefonie i natrętny słownik mnie dobija.
-
2019/03/07 12:23:19
Oj liczę na ten skok rozwojowy :)
Ja na telefonie mogę pisać proste komunikaty, ale większe komentarze wychodzą mi drewniane. Coś innego się w mózgu uruchamia.