To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
RSS
poniedziałek, 08 kwietnia 2019
Przeprowadzka

O teraz będę tam się gospodarzyć:

https://balladaozakrecie.wordpress.com/

 

14:20, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
środa, 03 kwietnia 2019
Czas letni

W tym roku po raz pierwszy nie poczułam i poczułam zmianę czasu.

Od czasu, gdy wszystkie zegary są przesuwane przez system, nie mam w domu nic z cyferblatem, nie muszę pamiętać o przesuwaniu wskazówek. W niedzielę dopiero po południu połapałam się, że przecież czasu został przesunięty. Jednak w niedzielę mogłam wstać z łóżka, o której mój organizm uznał za stosowne. Na przykład organizm Młodej uznał za stosowne o 11:28 :) Zmianę czasu poczułam od poniedziałku, gdy stawiłam się przy biurku o 8:00 i zobaczyłam na ściennym zegarze 7:00. Bolesne. Przez ostatnie dwa dni byłam przez to przytłumiona, z łbem we mgle. A wczoraj zasnęłam przed 22:00, jak przedszkolak. Mam nadzieję, że to nie starość :)

Mam do opisania dwa fajne wykłady – o strojach ślubnych w XX wieku i seksualności ludności wiejskiej w XIX wieku :) Na razie jednak się wstrzymam, bo pytania o to, kiedy przeniosę bloga irytują mnie :)

Przeniosę go. Przed końcem kwietnia. I to na tyle wcześnie, że będą tutaj o tym informacje.

17:20, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 marca 2019
Azjatycko

Mam za sobą fajne wykłady, na których byłam, ale nie składało się by je opisać. Wreszcie się za to zabieram. W tamtą sobotę pojechałam na kawałek festiwalu Dialog z Azją, który odbywał się w Muzeum Azji i Pacyfiku. Można tam był przejrzeć i kupić sporo książek związanych tematycznie z krajami azjatyckimi, ich kulturą, społeczeństwem, historią.

Na wykładach byłam dwóch. Najpierw „Śmiech w japońskich rytuałach i widowiskach”. Temat bardzo intrygujący. Prowadząca, dr Iga Rutkowska, pokazywała urywki nagrań z japońskich świąt, jak są obchodzone, jak to wygląda. Nie jestem mocno wtajemniczona, a nawet w ogóle w mitologię japońską, ale jest tam mit o bogini ukrytej w jaskini. By ją wywabić na zewnątrz i uratować świat inna bogini wskoczyła na beczkę i zaczęła na niej tańczyć, a w czasie tańca obnażyła piersi i nogi. Widząc to osiemset bóstw (lub osiemset tysięcy, nie zapamiętałam) wybuchnęło śmiechem, a zaciekawiona bogini wychyliła głowę z jaskini. Ciężko sobie wyobrazić jakiś europejski mit, w którym wydarza się coś takiego. Obejrzeliśmy krótki filmik z obchodów Rytuału Niebiańskiego Śmiechu, który ma miejsce 25 grudnia – i to nie na cześć narodzin Jezusa, jest mnóstwo kultur uznających te czas za ważny. Na filmiku widać, jak tłum ludzi stoi przed świątynią i głośno się śmieje. Patrząc na te nagrania – tańce z okazji święta zmarłych, przebieranki, elementy niepoważne, pomyślałam, że takie żartobliwe podejście do religii nie byłoby możliwe w chrześcijaństwie. Chrześcijaństwo jest nadęte, pompatyczne, płaczliwe, ale z drugiej strony jego filarem jest miłosierdzie, wybaczenie i czekanie na życie wieczne. Japońska kultura ma swobodne podejście do rytuałów, ale życie Japończyka jest wypełnione stresem, silnymi nakazami i nie ma tam miejsca na naprawę błędów, wybaczenie. Co za przewrotność.

Na drugim wykładzie „Demony chińskiej historii i współczesności – czyli o twórczości Yu Hua” (prowadzony przez dr Maję Religę i dr Katarzynę Surek) dopadł mnie „syndrom soboty”. Czyli po 15:00 mój organizm z zaskoczeniem zauważył, że nie leżę na kanapie, a pomimo to próbował skłonić mnie do drzemki. Przez to głównie zastanawiałam się, czy nie wymknąć się do domu. Myślałam, że w dyskusji będzie więcej o Chinach, niż literaturze, bo jednak nie czytałam nic ze współczesnych chińskich pisarzy. Było jednak o pisarzach, pokoleniu, które przeżyło głęboką traumę i próbuje ją przetworzyć literacko. Z ciekawostek, dowiedziałam się, że w chińskiej kontrkulturze używa się określenia „35 maja”, bo cenzura wycina w internecie wszystkie zmianki o 4 czerwca (rocznica Tiananmen). Dość przewrotnie pisze się o negatywnych poczynaniach władzy, jako „harmonizowaniu”, „zrobieniu harmonii” – tego słowa nie można usunąć, bo jest częścią oficjalnego hasła partii o „Harmonii społecznej”. Zadziwiające jest to, że aktualne poczynania władzy oceniane są, jako gorsze, bo czysto cyniczne i merkantylne, gdy „Rewolucja Kulturalna” choć była okrutna, to przynajmniej podszyta ideałami. Można by pomyśleć, że młode pokolenie chińczyków wchodzące teraz w dorosłość będzie bardziej zbuntowane, a okazuje się, że są oni gorliwymi wyznawcami systemu, gorąco go broniącymi. Oni nie pamiętają terroru dawnych lat. Pomyślałam z niepokojem, że tak samo będzie z dziećmi teraz rodzonymi, jeśli przez następne trzydzieści lat będzie rządził PiS.

Ten drugi wykład nie robił na mnie wielkiego wrażenia, ale zaraz potem zaczęłam czytać zbiór reportaży, historii pisanych przez chińską dziennikarkę Xue Xinram „Dobre kobiety z Chin, głosy z ukrycia”. To historie różnych kobiet – z czasów Rewolucji Kulturalnej, dzisiejszych. To temat na oddzielny wpis. Mogę jednak napisać, że książką mną wstrząsnęła. Historie są tak brutalne, że trudno mi uwierzyć, że mogły się wydarzyć naprawdę. A jeden rozdział doprowadził niemal do ataku lękowego. Uwierzyłam, że w Chinach pokolenie urodzone w latach 50 tych, 60tych może mieć głębokie traumy.

19:51, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
środa, 27 marca 2019
Urodzinowo

Dotąd uważałam, że nie mówienie o swoim wieku, zaniżanie go, ignorowanie daty urodzin są dziwne. Fajnie jest nosić swoje lata z dumą i bawić się ciągnącą się z człowiekiem chmurą upływającego czasu. Czasu do czasu. Moje ostatnie urodziny i dzień po, to był spacer równą ścieżką, na której ktoś wykopał dół i przykrył darniną. Idziesz, patrzysz się w słoneczko, pogwizdujesz z uśmiechem i nagle gwałtownie twoja broda zarywa o poziom ziemi. W pracy się pokłóciłam, popłakałam – odstrzeliłam Edytę Górniak, miałam rozmowę pionującą. W domu spojrzałam w lustro i zobaczyłam jak naprawdę wyglądam, kim naprawdę jestem. Generalnie czułam się jak obrana ze skórki pomarańcza, rozerwana na ósemki i jeszcze ktoś w tym kawałkach powiercił paluchem.

Postanowiłam, że do następnego roku nie obchodzę urodzin, ukrywam datę, ignoruję. Zaczynam rozumieć, co to jest kryzys wieku średniego.

17:30, bezcielesna
Link Komentarze (4) »
niedziela, 24 marca 2019
Przed urodzinowy weekend

Każdy powinien swoje urodziny świętować tak jak lubi i sprawiać sobie w te dni przyjemność.

Ja w związku z tym, zamówiłam dla siebie tort czekoladowy. Bez szaleństw - taki najmniejszy rozmiar, półtora kilograma :) Bo tak trzeba świętować :) Że też tort musi być tylko dla gości? A kto tak powiedział ;) Tort upiekła moja koleżanka, która kiedyś zrobiła podobny na urodziny Młodej. Wtedy też się nim zajadałam. Oczywiście, upiekła nie za darmo. Urodziny mam jutro, ale wypiek dotarł wczoraj, tak więc przez cały weekend ja i Młoda zajadałyśmy się nim. W niedzielę koło 16:00 nie było ani okruszka :) 

Młoda pytała się, co  z przyjęciem, gości trzeba zaprosić, niech będzie zabawa. Jednak ja mam przesilenie zimowo-wiosenne i nie przepadam za ludźmi przewalającymi mi się po mieszkaniu, ciężko to znoszę. Z całą dla nich sympatią i radością ze spotkania z nimi. Moja córka wręcz przeciwnie, ale to sobie będzie kiedyś robić przyjęcia sama :)

A od jutra - 43 latka :)

18:32, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 marca 2019
Anegdotki z życia matki

Anegdotki  z życia matki.

W środę obie - ja i Młoda - miałyśmy pobieraną krew w laboratorium. Ja mam coroczny przegląd techniczny mojego ciała. Co do dziecka, to chciałam sprawdzić jej hormony tarczycy, bo ostatnie wyniki były blisko granicy. Do gabinetu zabiegowego weszłyśmy razem.
Ja usiadłam pierwsza, jak zwykle podałam ramię, zamknęłam oczy i odwróciłam głowę, bo nie widzę sensu w obserwowaniu jak ściągają z mojego ciała trzy fiolki krwi. Być może też trochę się skrzywiłam.
I nagle poczułam jak ktoś wziął moją dłoń. To moje dziecko podeszło i przytrzymało ją, by było mi raźniej. Zaskoczyło mnie to mile, bo w całym tym naszym dogryzaniu sobie i jej nad emocjonalnych reakcjach, zaczęłam już podejrzewać, że nie ma empatii.

Chciała byśmy razem weszły do gabinetu zabiegowego i to ona chciała, żebym ja pierwsza miała pobraną krew.

 

Jakiś czas temu nasza rozmowa.

Młoda: Już wiem dlaczego ciebie wybrałam na matkę.

Ja: Dlaczego?

Zaintrygowana, bo opowiadałam jej kiedyś, że to dziecko sobie wybiera rodziców. A ona wyobrażała sobie, jak spogląda z nieba na ziemię i obserwuje kogo wybrać.

Młoda: Bo byłaś ostatnim wolnym brzuchem. Innego nie było.

Zaczęłam się zastanawiać, czy moja córka nie jest tak sarkastyczna jak ja.

Jednak dodała, że urodziła się w grudniu, na koniec roku, jako ostatnia i wszystkie terminy były wyczerpane.

18:14, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
środa, 20 marca 2019
Dziecięce przesilenie zimowo-wiosenne

Przesilenie zimowo-wiosenne daje się we znaki wszystkim. Mnie drugi dzień pulsująco pobolewa głowa i chodzę pół przytomna. Dziś, przez część dnia, miałam trudności z utrzymaniem otwartych oczu.

Jednak rekord pobiło moje dziecko. W poniedziałek, w jako jedyny dzień tygodnia, ma na 8:00 do szkoły, na pierwszą lekcję. Dygresja, w inne dni ma na drugą, trzecią lekcję, nie jest więc tragicznie. A dla Młodej te dodatkowe kilkadziesiąt minut do wyleżenia w łóżku, to złoto. Jest tak, że ja wychodzę do pracy, budzę ją, pomagam założyć rajstopy, bo to dzień mundurkowy. Młoda wychodzi pół godziny po mnie. Poniedziałkowe poranki to też poranki zaraz po weekendzie, kiedy każdy jest wyspany, wypoczęty, nie może w niedzielny wieczór zasnąć. Dlatego nie mogłam mojego dziecka w ten poniedziałek dobudzić. Kiedy wychodziłam, była przytomna.

Jak się okazało, nie do końca. Młoda zerwała się z łóżka, założyła kurtkę, wzięła plecak, poszła do szkoły. No i właśnie. W szatni zdjęła kurtkę i zorientowała się, że ciągle jest… w koszuli nocnej. No i tych rajstopkach, które zapewne ją zmyliły. Jestem pełna podziwu, bo moje dziecko nie straciło zimnej krwi, nie wpadło w panikę, tylko przypomniało sobie, że w plecaku ma strój na wf. Pobiegła do toalety i szybko się przebrała. Lekcje przesiedziała z podkoszulku i krótkich legginsach naciągniętych na rajstopy. Za to, na sam wf, rajstopy zdjęła i tak wróciła do domu… Z pół gołymi nogami, bez skarpetek. I jest zdrowa jak byk.

17:16, bezcielesna
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 marca 2019
Ostatnie 100 godzin zimy

Jak co roku o tej porze, w połowie marca, w różnych ośrodkach edukacyjnych odbywają się wykłady, pokazy z okazji Tygodnia Mózgu i Dnia Mózgu. Żadna z propozycji, wydarzających się w tygodniu, nie wydawała mi się ciekawa, ale za to w sobotę widziałam kilka fajnych rzeczy. Rano zaproponowałam dziecku, że wybierzemy się na specjalne pokazy interaktywne, także dla dzieci, ale nie spotkało się to z entuzjazmem. Spytałam się, czy w takim razie sama mogę się przejechać na dwa wykłady i tu nie miała nic przeciwko.

 

Nie dane mi było jednak nigdzie wyjechać. Miałam pierwszy dzień cyklu i choć teraz przechodzę go, w stosunku do doświadczeń innych ludzi, super – bez bólu, bez nudności, to zaliczam ogromny spadek energii fizycznej. I efekt był taki, że po obiedzie zamiast gdzieś pojechać, padłam i spałam. A moje dziecko było zawiedzione, że zostałam. Z kontekstu jednak wywnioskowałam, że było jej po prostu przykro, że chciałam gdzieś pojechać, a nie wyszłam w końcu w domu. Nic straconego, już widzę fajne wydarzenia na mieście.

Za to w niedzielę była taka piękna pogoda i wyszłyśmy sobie na spacer. Dziecko pojeździło na rolkach.

A w trakcie weekendu rozpoczęło się odliczanie 100 ostatnich godzin zimy :)

W środę, 20 marca, koło 22:58 wielkie przejście :)

 

21:20, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 marca 2019
Szkolny bieg przez płotki w dołki

W ostatni poniedziałek byłam na Dniu Otwartym w szkole. Specjalnie zostałam zaproszona przez panią od języka polskiego, panie wychowawczynie. Klasa młodej ma dwie wychowawczynie, bo młodsza stażem debiutuje jako wychowawca, a starsza jej  mentoruje. Niestety, nie zostałam zaproszona, bo moje dziecko jest wybitnym przykładem dobrego ucznia, a wręcz przeciwnie. Z panią od polskiego sama chciałam się spotkać, bo w pierwszym tygodniu nowego semestru moja córka dostała z tego przedmiotu trzy jedynki i dwa nieprzygotowania. Dokładnie na każdej lekcji było jakieś spięcie. Pogadałyśmy sobie i staram się zrozumieć sytuację. Młoda wyciąga podręczniki i zeszyty w połowie lekcji, albo po zwróceniu uwagi (a każdą uwagę, by coś zrobiła odbiera emocjonalnie), kładzie się na ławce, suwa po niej rękami, nie przepisuje z tablicy, nie odrabia lekcji. Kiedy rozmawiałam na ten temat z moją córką w domu, była zaskoczona, że tak nie można. Nie wiem, jak z jej koncentracją, ale chyba nie istnieje.  Z chęcią usłyszałabym jakiś pomysł, jak można by ją poprawić. Staram się zrozumieć sytuację nauczycielkę i to, że musi być też uczciwa wobec innych dzieci, które notują na lekcjach, robią zadania domowe. Na razie ustaliłyśmy, że będziemy pisać na Librusie, co jest do przygotowania. Dobre jest to, że nauczyciele wpisując w kalendarz klasówkę, dodają z jakiego zakresu materiału.

Z wychowawczyniami nie było tak różowo, bo według nich na razie jest ryzyko, że moje dziecko nie zda do następnej klasy. A ja jestem na to przygotowana. Sama widzę, że Młoda nic z lekcji nie wynosi. Po prostu przychodzi do szkoły, by jakoś spędzić czas na lekcjach. I nie wiem, jak do niej dotrzeć. Pomysł pań na razie jest taki, że założę jej zeszyt z listą lekcji na dany dzień i każdy nauczyciel będzie wpisywał, co jest zadane, do przygotowania. Może nazbiera lepszych osób choć z prac domowych.

Na razie mam za sobą uczenie mojego dziecka do klasówki z przyrody i angielskiego. Z obu dostała jedynkę. Jest to niestety frustrujące dla mnie. Nie okazuję tego dziecku. Ja powtarzam z nią informacje, a one w następnej chwili wylatują z jej głowy albo nie potrafi tej wiedzy przełożyć na odpowiedzi w arkuszu. Teraz uczymy się do klasówki z matematyki. Już mi słabo.

Inną sprawą jest to, jak moje dziecko traktuje prace klasowe. Jeśli nie zna odpowiedzi, to zamiast zostawić puste miejsce, to wpisuje komentarze. Na marginesach są rysunki oraz prośby, by koleżanka dostała coś więcej niż jedynkę. Jest też arkusz z kilkoma partiami gry w kółko i krzyżyk na dole kartki. Po prostu, Młoda robi na klasówce tyle ile wie, potem zostaje sporo czasu, nudzi się i zajmuje sobie ten czas. Wygląda to nawet zabawnie, ale staram się nie śmiać. Tłumaczę córce, ona jest zdziwiona, że nie wolno nic rysować, a za dwa dni robi to samo. Informacja przekazana jej mózgowi, wylatuje po chwili. Jak je zatrzymywać?

Kiedy moje dziecko zakończy proces edukacji i pójdzie do pracy – może już za 8-9 lat – otworzę ogromnego szampana. I zacznę się stresować tym, że – z powodu trudnego charakteru – moje dziecko z każdej pracy jest zwalniane lub odchodzi obrażone.

17:50, bezcielesna
Link Komentarze (8) »
wtorek, 12 marca 2019
200 uderzeń serca na minutę, czyli tachykardia lat 90tych

Tak chętnie wzięłam udział w quizie na temat lat 90tych, bo do tej dekady mojego życia mam największy sentyment. Lata skrzące się w mojej pamięci kolorami czerwieni i zieleni na zmianę.

Czas pomiędzy 14 a 24 rokiem to były lata intensywnego pokwitania, gwałtownej adolescencji i głośnego buntu by określić się siebie. Byłam głośna, zbuntowana, mówiłam głośno, to co myślę, miałam w dupie dyplomację i marzyłam o takich demonstracjach jak dziś ich pełno. Miałam prawie nieustannie 200 uderzeń serca na minutę – metaforycznie. Wszystko było nowe, ciekawe, niepewne. Tachykardia. Byłam chuda niczym gałązka, bo z emocji spalałam kilka tysięcy kalorii dziennie.

To był też czas silnych relacji społecznych, przyjaźni które zostały na lata, do dziś. Chyba tylko na tym etapie życia można tak się z kimś splątać, że nawet upływ czasu, czy odległość nie szkodzą. Z moją przyjaciółką widzimy się kilka razy do roku, raz w miesiącu  pogadamy przez telefon, ale to nadal więź i mogę jej powiedzieć wszystko. Lata 90te to czasy, gdy codziennie wychodziłam w domu i z kimś się spotykałam. Co dziś jest już dla mnie nie do pomyślenia. Jednak to była specyfika wieku, nie dekady.

Co najważniejsze, to była dekada, gdy miałam życie otwarte przed sobą i absolutnie wszystko mogło się zdarzyć. Mogłam mieć fascynującą pracę, zawód, w którym moje nazwisko byłoby znane i uznawane. Mogłam być pisarką. Mogłam mieć intrygującego mężczyznę, z którym tworzylibyśmy kolorową parę niczym Scott i Zelda – tyle, że ja nie wylądowałabym w końcu w szpitalu psychiatrycznym, zapomniana na lata przez męża, umierając w pożarze tego szpitala ;) Potrafiłam nawet naginać logikę ;) Mogłam mieć córkę, która będzie tak samo sławna jak ja. Byłam przekonana, że nie będę zwykłym człowiekiem, a życie moich rodziców to powolne umieranie J Może te marzenia i plany są śmieszne i nie powinno się o ich pisać. Ale co tam. Miałam takie :)

Nie da się ukryć, że to wszystko było możliwe dlatego, że rodzice otoczyli mnie bańką. Czułam się bezpieczna. Wiedziałam, że rodzina ma kłopoty finansowe, odczuwałam to na co dzień, ale czułam w tym wsparcie. Bo ktoś inny musiał wymyślić rozwiązanie. W latach 90tych moi rodzice utrzymywali się jeszcze na powierzchni. Wolny rynek rozprawił się z nimi dopiero w drugim rzucie, na początku kolejnego stulecia. Jednak mieli świeżo wybudowany dom, który trzeba było wykończyć, podłączyć wszystkie niezbędne rzeczy i jeszcze opłacić rachunki za jego utrzymanie. Wprowadziliśmy się do budynku, gdzie w łazience był tynk, woda grzana była grzałką w pralce Frania, na podłogach leżały płyty pilśniowe, a schody wewnętrzne to był beton. Trzeba było podciągnąć gaz miejski, kolektor na ścieki. Ciągle były ogromne rachunki do spłacenia. Cudem, a raczej dzięki plotce od kogoś, udało im się spłacić wcześniej – za pożyczone po rodzinie pieniądze –  kredyt za dom, zanim mocno podskoczyło oprocentowanie. Jeszcze przez wiele lat widywałam na osiedlu puste, opuszczone wraki domów, które zostawili zbankrutowani właściciele.

A nie wszyscy tak radośnie odnaleźli się w nowym świecie. Lata 90te to by czas, gdy jeśli miało się spryt, pomysły, znało jakiś język, umiało znaleźć odpowiednich ludzi, robiło się wielkie pieniądze. Część ludzi zachłysnęła się tym doprowadzając życie codzienne do form odbieranych dziś trochę jako kiczowate. Dla nas wtedy były ekskluzywne. Fajnie to pokazuje, niezbyt dobrze recenzowany, serial Jerzego Gruzy „40 latek – 20 lat później”. Usiądźcie i obejrzyjcie to sobie dziś – z perspektywy czasu jest to ciekawa satyra na nuworyszostwo tamtego czasu. Schyłkowy okres tej maskarady, gdy wszyscy już sztywnieją w swoich pozach mogę sobie obejrzeć w innym serialu „Bulionerzy” ( z roku 2004), gdzie bohaterzy jeszcze aspirują do tego kolorowego świata, ale z drugiej strony widzimy już, że ten świat to wydmuszka. Wydmuszka, która pęknie już za kilka lat – jesienią 2008 roku.

Bo jeśli, w latach 90tych, chciałeś po prostu zwyczajnie, normalnie, uczciwie wykonać swoje obowiązki, a potem wrócić do domowego życia, albo – co gorsza – przekroczyłeś czterdziesty rok życia, byłeś wycinany bez litości. O rynku pracy i moich pierwszych wspomnieniach napiszę kiedyś oddzielnie. Padały PGRy, wielkie zakłady. Masa ludzi lądowała bez środków do życia lub na głodowych zasiłkach. Nikt za bardzo się wtedy tym nie przejmował. Jeśli osiągnąłeś sukces, to dzięki swoim zasługom. Jeśli ktoś sobie nie radził na rynku pracy, widocznie za mało się starał. Nie tak jak ty. Masę ludzi wsiadło na okręty pod pełnymi żaglami, ale też druga taka masa została pozostawiona sama sobie na skalistej wyspie. I od kilku lat płacimy rachunki za tamtą niefrasobliwość społeczną.

Na pewno 99% moich wspomnień o latach90tych to idealizacja. Bo przecież miałam ograniczaną wolność, nie byłam samodzielna finansowo, a bezustanna tachykardia potrafiła zmęczyć psychicznie. Przejmowałam się niewspółmiernie niepowodzeniami w życiu osobistym, czy towarzyskim. Niewspółmiernie to bardzo dyplomatycznie napisane :)

Wiem, że lata miną, posunę się bardziej i nawet aktualna dekada wyda mi się kolorowa ;)

19:49, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 134
Tagi