To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
RSS
sobota, 29 stycznia 2011
Po dwóch stronach "Niani w NY"

Pamiętam jak poszłam do kina na "Nianię w Nowym Jorku". Wyszłam ze szpitala po poronieniu, byłam na zwolnieniu lekarskim i chciałam zrobić coś przyjemnego - chodzić do kina na mało oblegane seanse, z kubkiem capuccino i miseczką nachos. Tak trafiłam na "Nianię". Miała mnie odprężyć, a zapomniałam, że to o macierzyństwie. Końcówkę oglądałam chyba rozklejona.

Minęło trzy lata i jakiś tydzień, a ja znowu oglądam "Nianię" (tyle, że w tv), znowu jem nachos, zamiast capuccino jest herbata. A obok mnie mnie śpi moje prawie 14 miesięczne dziecko. Chyba też się rozkleiłam na końcówce.

Dwa filmy.

22:46, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 stycznia 2011
środy nie było

Środy nie było, bo mała miała dalszy ciąg infekcji, ja też byłam chora. Cały dzień praktycznie przespałyśmy. Dziś tylko odrobinę lepiej.

Tata małej miał posiedzieć z nami, ale tylko przywiózł zakupy i pojechał. Grypa. Rzeczywiście musiał się fatalnie czuć, bo zostawił w mojej łazience okulary, wyszedł, wsiadł do samochodu i pojechał... Dobrze, że po jego wyjściu weszłam do tej łazienki. Szybko go zawróciłam. Myślał, że to przez chorobę ledwo widzi.

12:17, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 stycznia 2011
w skrócie

Dziecko chore od pt. Miałam nadzieję, że wykuruje sie i w śr albo czw pójdzie już do żłobka. Dziś pierwszy dzień bez gorączki, pierwsza przespana noc, ale pediatrzyca kazała przetrzymać ją do końca tygodnia w domu. Moja panna nie pójdzie na swój pierwszy bal karnawałowy, który jest w pt.

Za to w sb mała była z tatą, a ja na babskim winie. Od kilku dni cieszyłam się jak cholera.

Załatwiam teraz zaległe rzeczy w necie, z dzieckiem wijącym się na kolanach, próbującym walić w zepsutą klawiaturę, czy wyłączyć komputer, przełażącym na krzesełko do karmienia stojące obok, łażącym po nim, zwisającym z niego na rękach (udaremniona próba spadnięcia).

Kiedy indziej o efektach szukania pracy.

Widzę, że coś mi się powklejało we wpis, nie mam pojęcia co takiego zrobiłam. Mając do wyboru ładny wpis, a nie wrzeszczące z głodu dziecko wybieram to drugie.

16:30, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 stycznia 2011
zapiski rekrutacyjne

Pojechałam na to szkolenie. Dopytałam się o możliwość zmienienia godzin pracy i okazalo się, że absolutnie nie. Jednak podziękowałam. Może mi się w głowie przewróciło, ale gratyfikacja pieniężna na tym stanowisku nie przeważa nad stawianiem na glowie częsci rodziny, by mi dziecko odbierała ze żłobka, siedziała u mnie w domu i jechała do swojego. Szczególnie, że w grę wchodzi tylko mój tata i nastoletnia-pełnoletnia kuzynka. Cała reszta też pracuje do późnych godzin.

W przyszłym tygodniu kolejne rozmowy. Być może za miesiąc zdecyduję się na pracę za małe pieniądze, gdzie nie dam rady odebrać dziecka. Jednak póki mogę, to nie obniżam wymagań. Kurcze, szukający pracy, też jakieś może mieć.

13:58, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 stycznia 2011
zapiski niematki cz. 4

Wczoraj wieczór przy grzanym białym winie z pomarańczami i goździkami. Oraz kobiety moje kochane i pisanie limeryków. Także trochę "darcia pierza".

Za to jutro szkolenie w nowej pracy. Nie wiem nawet, czy się na nią zdecyduję. Plusy to branża i produkt - znany mi przez lata, poruszam się w tym swobodnie nawet pijana. Wyjazdy na targi, konferencje - coś co zawsze uwielbiałam. Minusem są zarobki - dość niskie, choć jeśli wizje premii są realne (życie nauczyło mnie, że niekoniecznie), to da się wyżyć. Może gdybym dzieliła gospodarstwo domowe z drugą zarabiającą osobą albo była siglem, to byłoby ok, ale mam dziecko na utrzymaniu. Minusem są też godziny pracy - 8.30-17.00 z półgodzinną przerwą na lunch. Jeszcze jedna z tych firm, co wydłużając czas przeznaczony przez KP na posiłek o kwadrans, każe pracować pół godziny dłużej. Pewnie biorą poprawkę na leniwe trawienie. Wracając do godzin - nie dotrę do żłobka na 17.30. Będę dopytywać się o przesunięcie tych godzin o pół godziny wcześniej. Jeśli tata Wiertka nie zgodzi się jej codziennie odbierać i poczekać chwilę na mój powrót, to raczej się nie uda.

W każdym razie, te cztery godziny szkolenie jutro, nie zabiją mnie. Warto zobaczyć, wejść w to i w razie czego szukać dalej. Choć zawsze nie lubiłam tych gości (zawsze to byli faceci, zawsze jakieś młodziki), którzy nagle, bez słowa znikali po dwóch dniach szkolenia albo pracy. Trochę rozumiem argumenty dawnego kolegi, że jeśli się jest młodym facetem bez rodziny i uregulowanego stosunku do służby wojskowej, to ma się na rynku pracy równie przechlapane, co będąc młodą kobietą. Sama bym nie wiedziała, czy zatrudnić kogoś, kto może zniknąć z dnia na dzień, bo mu mamusia obiad i tak ugotuje.

12:49, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 stycznia 2011
względność czasu

Czas, gdy mała jest w żłobku, gna jak szalony. Ani się obejrzę, a tu trzeba po nią wyjść. Ledwo się wyrabiam ze wszystkimi rzeczami - rozsyłanie cv, przejrzenie stron www firm, z którymi mam się spotkać, spotkania, ogarnięcie mieszkania, obiad, zakupy, sprawy na mieście.

Czas, w weekend, spędzony z córką ciągnie się jak "Czarodziejska góra" Manna. Snuje, przepływa leniwie przez palce. Rzucam okiem na zegarek, by sprawdzić ile jeszcze dnia zostało. Wtedy dotkliwie brakuje mi obecności innych osób, ciężko wytrzymać ciszę - gra telewizor albo radio.

Kolejny powód by czuć się niezby dobrą matką, skoro tak postrzegam czas spędzony z dzieckiem.

13:11, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 stycznia 2011
jeszcze 63 lata i emerytura

Jeszcze 63 lata i emerytura.

Tak dziś rano pocieszyłam Wiertka w żłobku.

I pomyślałam, że to rochę smutne - już mając rok weszła w tryby machiny, która da jej wolność dopiero za ponad pół wieku. Dzień dyktowany przez placówki i instytucje. Ja miałam beztroskie dzieciństwo z babcią do 6-go roku życia.

Z drugiej strony, skąd wiem kim będzie moje dziecko i jak będzie wyglądać rynek pracy za jakiś czas. Może zostanie radosną rentierką w młodym wieku? Może będzie tak kochać swoją pracę, że nie będzie uważać jej za pracę? Może za 30 lat pracować będzie tylko 10%, a 90% dość dobrze żyć z pracy tamtych? A moje dziecko znajdzie się w tej drugiej grupie. Może wyjedzie na ciepłą plażę i będzie żyć minimalistycznie?

To tylko moja emerytura na razie oscyluje gdzieś w wysokości 300-400 zł :/

10:51, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 stycznia 2011
zapiski niematki cz. 3

Rano tata zabrał dziecko do żłobka, a ja jeszcze na chwilę położyłam głowę na poduszce. Otworzyłam oczy i była... 10.44... Tyle dnia straconego, a mam trochę do poszperania na portalach w poszukiwaniu pracy.

Ale miałam sen erotyczny z bardzo miłym, młodym, seksownym człowiekiem w roli głównej, więc to nie była chyba do końca stracona część dnia.

12:20, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 stycznia 2011
z poniedziałkiem rekrutacyjnie

Dziecko w żłobku, po 4 dniach zapalenia krtani. Kurcze nie wiem, czy powinnam była ją już posyłać, ale po tych antybiotykach nic jej nie jest.

Na dziś cv rozesłane, projekt na jedną z rozmów rekrutacyjnych napisany. Została tylko do podczytania książka na zajęcia - napisana przez jednego z uczestników. I mam zaległości w tradycyjnym, papierowym pamiętniku.

Z wrażeń przy szukaniu pracy. Czasy się zmieniają, procesy rekrutacyjne szlachetnieją i coraz częstsza jest praktyka przesyłania informacji i o tym, że się procesu rekrutacyjnego nie przeszło. Jestem w tej garstce ludzi, którym się to nie podoba :( To mnie rozbija. Wcześniej skoro się nie odzywali w podanym terminie, to było dla mnie oczywiste, że dziękują za moje usługi. Nie trzeba być szczególnie bystrym, by się połapać. Teraz taki mail albo telefon jakoś mnie demotywuje. Jest to jakieś poczucie odrzucenia.

Szczególnie jak ostatnia z firm, po jednym spotkaniu, w ramach drugiego etapu umówiła się ze mną na określoną godzinę na rozmowę telefoniczną. Nie zadzwonili. Odezwali się półtorej gofziny później mówiąc, że wybrali kogoś innego... Domyśliłam się. To mi niespodzianka.

To tak jakby po randce facet zamiast zamilknąć, zadzwonił/zamailował w stylu "Było miło, ale spotykać się więcej z tobą nie będę". Wystarczy, że milczy ;)

12:40, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 stycznia 2011
zapiski niematki cz. 2

Dziecko w żłobku, ja mogę się zająć pisaniem zaległych tekstów na najbliższe sobotnie zajęcia. I tu jest problem. Odkąd urodziłam dziecko, już na etapie ciąży, moje IQ spadło o jakieś 10 ptk. Pomysły w głowie mam. I jednocześnie chaos. Przy dziecku nie jestem w stanie twórczo myśleć - w głowie wirują puzzle. Gdy mała zasypia albo ma opiekę, nie jest lepiej. Mam ochotę zająć się tylko czymś odprężającym, tylko dla mnie. Słowa się nie układają.

Koleżanki, które też piszą, też rodziły pocieszają, że ten stan minie. To teraz, to skupienie całej energii na dziecku. Ochota i siły na tworzenie wracają. Zobaczymy.

Zajmowanie się dzieckiem/dziećmi w domu wydaje się lekkim, odprężającym zajęciem. Zapewne takie jest, w porównaniu do atmosfery w biurze - budżetów, planów, rankingów i obowiązków wykonywanych za trzy osoby, bo cztery lata temu zrobili cięcia kadrowe i obiecali, że za rok przyjmą nowych ludzi. Jednak jest w tym coś wymęczającego psychicznie i emocjonalnie. Jakby ktoś wbił w mój mózg rurkę i powolutku wysysał zawartość. Oczywiście, są kobiety uwielbiające spędzać czas w domu z dzieckiem, nie marzące o powrocie do pracy. Niewykluczone, że ja za jakiś czas, będę tęsknie patrzeć na te miesiące dziecięce i z gorzką ironią wspominać jak to marzyłam o powrocie do zarobkowania. Jeszcze bardzej pradopodobne, że nastąpi to już w tydzień po pójściu do pracy :)

Teraz jeszcze rzucić okiem na fora, co u znajomych i zaczynam pisać.

Miało być o Niematce i wyszło jak zwykle. Widocznie od bycia matką nie da się daleko uciec.

08:56, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Tagi