To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
RSS
niedziela, 13 marca 2011
Pierwsza noc bez dziecka

Wczoraj Wiertek pojechała po południu do taty, z opcją nocowania. Ostatnio pobudkę mam o 5.30 i moje dziecko nie rozróżnia, czy jest dzień powszedni, czy weekend. Marzyłam by się wyspać.

Dziwne uczucie - pusty dom, łóżko tylko dla mnie, butelka wina przed komputerem. A jak ona? Czy zasypia spokojnie beze mnie?

Rano obudziłam się i zobaczyłam na zegarku... 10.50. Szok :)

18:31, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 marca 2011
nowa praca

Dawno nie pisałam, bo wiele się działo.

Ostatniego dnia lutego miałam rozmowę w sprawie pracy, następnego dnia zadzwonili, że chcą mnie od zaraz, najlepiej gdybym przyszła już jutro. Jadę na rezerwie paliwa finansowego, więc nie dyskutowałam.

Szybko dowiedziałam się, dlaczego potrzebują szybko pracownika. Dostałam dwa projekty, z budżetami do wyrobienia w niewiele ponad tydzień. Widocznie ktoś im wybył z działu w ostatniej chwili. Dziś, po tygodniu, był pierwszy dzień, kiedy było trochę luźniej, bez gonienia. A tak nawet nie zauważałam, że mogłabym być zmęczona - a kiedyś zastanawiałam się, jak dam radę w pracy bez rytualnej drzemki w ciągu dnia ;)

I tak jak podejrzewałam - opieka nad dzieckiem w domu była chyba bardziej odprężająca ;) Wracam z pracy z uczuciem, jakby walec przejechał się po mojej czaszce. Za to psychicznie jakoś odświeżona.

Wiertek jest prawie 10 godzin w żłobku i też jej organizm jest w szoku - pada przed 19.00, nawet już o 18.30 i śpi do rana.

Nasz plan dnia:

5:40 moja pobudka, toaleta, śniadanie

6:15 budzenie małej (częściej sama się budzi), przewijanie, mleko, ubieranie, ubieranie do wyjścia (wyrywa się i biega po pokoju)

6:45 wyjście z domu

6:55 autobus

7:05 żłobek

7:10 jadę do pracy

8:00-16.00 praca

16:50 żłobek

17:20 w domu

Nie jest źle - najgorsze, najciemniejsze miesiące roku przesiedziałyśmy w domu. Wychodzimy jest jasno, wracamy jest jasno.

Ciąg dalszy nastąpi, bo po całym dniu siedzenia przed laptopem, moje oczy nie mają dużo siły na prywatny net.

Tagi: córka praca
20:57, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 marca 2011
pożyczyłam wirusa

Bardzo sprytne posunięcie, choć niezamierzone. Matka wzięła chorobę dziecka na siebie :) Mogę robić to zawsze.

Wiertek wróciła ze żłobka zdrowa. Za to ja miałam ciężki poniedziałek - ból brzucha, nudności, senność zwalajaca z nóg, brak apetytu, czyli lekka grypa żołądkowa. Dobrze, że na rozmowie w sprawie pracy trochę odpuściło. Wieczorem zostało już tylko osłabienie i senność. A dziecko jakoś nie wybierało się spać. W pewnym momencie nie dałam rady, odpłynęłam i zasnęłam na chwilę, a mała, tak się bawiła obok mnie na łóżku, że... spadła z niego. W końcu o 21.30 obie zasnełyśmy.

Godzinę później, wybijająca się na niepodległość piątka małej, zbudziła nas obie. Wiertek darła się, jak obdzierana ze skóry. W końcu zasnęła. A tu, dzwonek do drzwi... To nie była Straż Miejska, której spodziewam się od roku, czyli od czasu, gdy moje dziecko urządza wieczorne wrzaski. To sąsiadki przyszły spytać, dlaczego dziecko tak płacze. Dziwię się, czemu dopiero teraz ;) Tyle się pisze o maltretowanych dzieciach, przy milczącej obojętności sąsiadów. Mieszkam tam dopiero od 1,5 roku, więc nie znają mnie dobrze.

Mam też irracjonalny strach, że coś stanie się ze mną, a mała będzie tkwić bezbronna, sama w domu nad moimi zwłokami. Dobrze, że ktoś reaguje na jej płacz. Jakiś czas temu czytałam wywiad z Joanną Racewicz, która przyznała się dotego samego, nie jestem więc taka do końca dziwna.

10:46, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
pożyczyłam wirusa

Bardzo sprytne posunięcie, choć niezamierzone. Matka wzięła chorobę dziecka na siebie :) Mogę robić to zawsze.

Wiertek wróciła ze żłobka zdrowa. Za to ja miałam ciężki poniedziałek - ból brzucha, nudności, senność zwalajaca z nóg, brak apetytu, czyli lekka grypa żołądkowa. Dobrze, że na rozmowie w sprawie pracy trochę odpuściło. Wieczorem zostało już tylko osłabienie i senność. A dziecko jakoś nie wybierało się spać. W pewnym momencie nie dałam rady, odpłynęłam i zasnęłam na chwilę, a mała, tak się bawiła obok mnie na łóżku, że... spadła z niego. W końcu o 21.30 obie zasnełyśmy.

Godzinę później, wybijająca się na niepodległość piątka małej, zbudziła nas obie. Wiertek darła się, jak obdzierana ze skóry. W końcu zasnęła. A tu, dzwonek do drzwi... To nie była Straż Miejska, której spodziewam się od roku, czyli od czasu, gdy moje dziecko urządza wieczorne wrzaski. To sąsiadki przyszły spytać, dlaczego dziecko tak płacze. Dziwię się, czmu dopiero teraz ;) Tyle się pisze o maltretowanych dzieciach, przy milczącej obojętności sąsiadów. Mieszkam tam dopiero od 1,5 roku, więc nie znają mnie dobrze.

Mam też irracjonalny strach, że coś stanie się ze mną, a mała będzie tkwić bezbronna, sama w domu nad moimi zwłokami. Dobrze, że ktoś reaguje na jej płacz. Jakiś czas temu czytałam wywiad z Joanną Racewicz, która przyznała się dotego samego, nie jestem więc taka do końca dziwna.

10:45, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lutego 2011
matka - żłobkowa sucz

Po trzech tygodniach chorób, jednym dniu w żłobku, weekendzie w domu, wczoraj wieczorem Wiertek zwymiotowała. Obiadem, popołudniową zupką, czyli tak od 13.00 jej żołądek już nie trawił. To, że mi ręce opadły, to mało napisane. Ja mam dziś rozmowę o pracę! Czy znowu czeka mnie trzymanie tydzień dziecka w domu i płacenie opiekunce?

Temperatury nie miała, była wesoła. Przed snem dałam jej wody z miodem w butli. Nie płakała jeść i tylko odrobinę ulała. Koło 3.30 obudziła się głodna. Z sercem na ramieniu dałam jej butlę mleka. Zjadła, zasnęła. Żadnej biegunki, żadnych wymiotów. Rano obudziła się bez temperatury, wesoła. Znowu dałam jej trochę wody z miodem.

Matka sucz, zaprowadziła dziecko do żłobka, udając głupa i nie zamierza zbyt szybko obierać stamtąd telefonów. Muszę pojechać na to spotkanie, a potem szybko ją odbiorę.

Pewnie moje dziecko zaraża teraz inne dzieci, tak jak sama złapała wirusa od innego dziecka, którego rodzice nie mają już jak wziąć wolnego. Taka sztafeta.

Siedzę spięta i patrzę na telefon. Byle nie dzwonił żłobek. Dziecko nie wymiotuj śniadaniem. Obiadem też.

Chciałam powysyłać jeszcze cv, ale na portalach jeszcze prawie pustki. No tak, 8.30, oni tam dopiero do biura docierają.

Tagi: córka
08:52, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 lutego 2011
rekrutacyjnie cz. kolejna

Posumowanie tygodnia.

1. Spóźniłam się kwadrans. Przez cholerną www komunikacji miejskiej - podali, które kursy nie chodzą z powodu ferii, na przystanku okazało się, że pomylili na stronie literki: oznaczone zostały kursy, które zostają, nie te które wylatują. Tkwiłam 20 minut na mrozie. W dodatku zostawiłam w domu telefon. Mimo to chceli ze mną rozmawiać, kiedy dotarłam. Żeby było śmieszniej, to na miejscu, sięgając do dorebki, rozwaliłam sobie skaleczony rano nożem palec. Leciała z niego krew, a ja w ostatnią chusteczkę higieniczną wydmuchałam nos. Dobrze, że miałam górę stroju w kolorze ciemnym - schowałam palec za żakiet... Szukają osoby do działu sprzedaży, ale produkt jest bardzo daleki od tego, z czym dotąd miałam do czynienia. Aplikację wysłałam, bo w wymaganiach nie podali koniecznego doświadczenia w branży. Szef jednak uważa, że mogę nie ogarnąć rzeczy technicznych. Za to zastanawiał się, czy nie przyjąć mnie do innego działu, bo spodobały mu się inne rzeczy w moim cv. Byłoby piękne, ale raczej się nie nastawiam.

2. Rozmowa dość krótka, bo nie dogadaliśmy się w kwestiach finansowych. Nie dam rady pracować za pensję, z której nie da się utrzymać. To zajęcie dla studentów mieszkających z rodzicami albo w kilka osób z jednym mieszkanku.

3. Bardzo fajna rozmowa. I produkt, i warunki finansowe, godziny pracy ok. Dobry dojazd na linii dom-żłobek-praca. Co do warunków finansowych, to może tylko tak mówią, że są w stanie zapłacić mi tyle ile podałam, a wezmą kogoś tańszego.

Tak na szybko, bo lecę odbierać małą ze żlobka. Dziś jest pierwszy dzień po trzech tygodniach w domu. Nie chcę, biedactwa, przetrzymywać.

Tagi: praca
13:16, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 lutego 2011
Z Planety Samomatka daleko do świata

Kiedyś ciągle wychodziłam z domu - Sokrates Cafe, Kawiarnia Naukowa, różnego rodzaju wykłady, warsztaty, promocje książek, pub ze znajomymi. Dostawałam newslettery i trudno było znaleźć dzień na spokojne siedzenie w domu. Swojego faceta ceniłam za to, że mu to nie przeszkadza. Wiatrem podszyta ze mnie była partnerka.

"Jak ty chcesz mieć dziecko, jak ciebie wiecznie w domu nie ma?"  komentowała to moja śp. mama, typ Femina Domestica.

Zdawałam sobie sprawę, że gdy zostanę matka, to większość tych wyjść się skończy. Po to rodzę dziecko, by miało matkę przy sobie. Teksty, że macierzyństwo nie oznacza zmiany stylu życia, uważałam, za naiwne. Jednak samotne mieszkanie z dzieckiem nawet i tę część ucięło. Teraz udaje mi się ukręcić jeden wieczór w tygodniu na dziewczyny ze stowarzyszenia literackiego i co drugą sobotę na krótkie zajęcia genderowe.

Trochę starałam się zabierać małą ze sobą. Jeszcze na 4 tygodnie przed porodem oglądałam film i słuchałam dyskusji z reżyserem, siedząc w zatłoczonej sali, na podłodze. Wiertek, jako niemowlak, była ze mną na II Kongresie Kobiet (pierwszy spędziła w moim brzuchu), na warsztatach pisarskich, zajęciach dla mam, niektórych wykładach Festiwalu Nauki. Teraz jednak już jest zbyt ruchliwa, głośna, ma własne zdanie co do rodzaju rozrywki.

Nie mam 20 lat, swoje wyłaziłam. Nie ma co się żalić.

Czasami jednak czuję się jakbym była na odległej planecie.

Tagi: życie
17:33, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lutego 2011
wydmuchiwanie miniaturowego nosa

Sukces poranny. Ale od początku. Przez te pernamentne katary, ciągle muszę Wiertkowi wycierać nosek. Sama też co chwila coś łapię i dmucham. Jeszcze do niedawna, mała wydmuchiwała nos metodą "na Piasta", czyli dwa palce pod nos i "fruuuuuu". A potem rozprowadzała to po twarzy i imitacji włosów na głowie :) Dziś rano zobaczyłam, że stoi i robi "fruuu", więc szybko podstawiam jej chusteczkę. I tak otot wydmuchała nos w chusteczkę pierwszy raz :)

Wczoraj obmacałam dziąsła i padłam - w krótkim czasie wyszły lawinowo trzy czwórki (jedna już była pod koniec stycznia) i nawet chyba jedna piątka. Nie dziwne, że dziecko chodziło rozdrażnione.

Tagi: córka
13:19, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 lutego 2011
rekrutacyjnie

W tym tygodniu, mimo choroby dziecka udało mi się wyrwać na trzy rozmowy w sprawie pracy:

1. Byłam już na jednej rozmowie tam, prosili bym podała nr telefonów do poprzednich pracodawców (referencje), ale olałam to, bo już niby miałam pracę. Potem byłam na siebie zła. Zadzwonili i zaprosili na drugi etap, więc pomyślałam, że chyba muszą być lekko zdesperowani. Trochę to tak wygląda. Tytuł, do którego miałabym sprzedawać reklamy, bardzo mocno niszowy, mało znany (ale wydawnictwo dość znane), za to byłabym jedyną osobą przy nim pracującą. Niestety, pierwsze miesiące na umowę o dzieło :/ Firma dość blisko: 15-2- minut tramwajem od żłobka i mojego domu.

2. Portal internetowy. Na drugim końcu miasta, więc chyba odpada. Dojazd to godzina. Kiedy byłam bezdzietna, to nie był absolutnie żaden problem. Teraz to się trochę zmieniło. I praca na początku też na umowę zlecenie.

3. Kolejne małe, niszowe wydawnictwo. Blisko: też 15-20 minut tramwajem. W dziale reklamy cztery osoby, więc ja jako piąta pewnie dostałabym najgorsze bazy klientów. Umowa o pracę, ale za sporo niższe pieniądze.

Tak sobie popisałam, co sądzę o tych pracach. Zobaczymy, niedługo, co te prace sądzą o mnie - mądrali.

Najpierw z małą siedział jej tata, wczoraj moja ciocia. Dziś nie miałam już wyjścia i zadzwoniłam do opiekunki. Kontakt dostałam kiedyś, od znajomej z pewnego forum. Kobieta miła, po pedagogice, pracowała w przedszkolu, mieszka kilka ulic ode mnie (!!!), pomaga mężowi w firmie, więc jest dyspozycyjna. Ma tylko jedną bolesną wadę - w kwietniu wyprowadza się w inny rejon kraju...

Tagi: córka
11:52, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 lutego 2011
antybiotykowo

Wczoraj byłam z małą u pediatry.

Nadal szmery w płucach, zapalenie oskrzeli nie zaleczone. Antybiotyk i siedzenie w domu przez 10 dni. Nie wiem jak będę jeździć na te spotkania w sprawie pracy - mam już umówione dwa. W czasie jednego przyjedzie tata Wiertka.

Pediatra, z dobroci serca pewnie, kazała mi iść do pomocy społecznej, a nie szukać pracy... Co krzyczą agnostycy, gdy trzeba zakrzyknąć "Jezu Chryste!".

Dzwoniłam do żłobka. Moja nie jest jedyna - pewnego dnia w grupie było tylko 4 dzieci... Na 21 na liście.

Tagi: córka
13:09, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
Tagi