To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.
RSS
czwartek, 20 stycznia 2011
zapiski niematki cz. 4

Wczoraj wieczór przy grzanym białym winie z pomarańczami i goździkami. Oraz kobiety moje kochane i pisanie limeryków. Także trochę "darcia pierza".

Za to jutro szkolenie w nowej pracy. Nie wiem nawet, czy się na nią zdecyduję. Plusy to branża i produkt - znany mi przez lata, poruszam się w tym swobodnie nawet pijana. Wyjazdy na targi, konferencje - coś co zawsze uwielbiałam. Minusem są zarobki - dość niskie, choć jeśli wizje premii są realne (życie nauczyło mnie, że niekoniecznie), to da się wyżyć. Może gdybym dzieliła gospodarstwo domowe z drugą zarabiającą osobą albo była siglem, to byłoby ok, ale mam dziecko na utrzymaniu. Minusem są też godziny pracy - 8.30-17.00 z półgodzinną przerwą na lunch. Jeszcze jedna z tych firm, co wydłużając czas przeznaczony przez KP na posiłek o kwadrans, każe pracować pół godziny dłużej. Pewnie biorą poprawkę na leniwe trawienie. Wracając do godzin - nie dotrę do żłobka na 17.30. Będę dopytywać się o przesunięcie tych godzin o pół godziny wcześniej. Jeśli tata Wiertka nie zgodzi się jej codziennie odbierać i poczekać chwilę na mój powrót, to raczej się nie uda.

W każdym razie, te cztery godziny szkolenie jutro, nie zabiją mnie. Warto zobaczyć, wejść w to i w razie czego szukać dalej. Choć zawsze nie lubiłam tych gości (zawsze to byli faceci, zawsze jakieś młodziki), którzy nagle, bez słowa znikali po dwóch dniach szkolenia albo pracy. Trochę rozumiem argumenty dawnego kolegi, że jeśli się jest młodym facetem bez rodziny i uregulowanego stosunku do służby wojskowej, to ma się na rynku pracy równie przechlapane, co będąc młodą kobietą. Sama bym nie wiedziała, czy zatrudnić kogoś, kto może zniknąć z dnia na dzień, bo mu mamusia obiad i tak ugotuje.

poniedziałek, 17 stycznia 2011
względność czasu

Czas, gdy mała jest w żłobku, gna jak szalony. Ani się obejrzę, a tu trzeba po nią wyjść. Ledwo się wyrabiam ze wszystkimi rzeczami - rozsyłanie cv, przejrzenie stron www firm, z którymi mam się spotkać, spotkania, ogarnięcie mieszkania, obiad, zakupy, sprawy na mieście.

Czas, w weekend, spędzony z córką ciągnie się jak "Czarodziejska góra" Manna. Snuje, przepływa leniwie przez palce. Rzucam okiem na zegarek, by sprawdzić ile jeszcze dnia zostało. Wtedy dotkliwie brakuje mi obecności innych osób, ciężko wytrzymać ciszę - gra telewizor albo radio.

Kolejny powód by czuć się niezby dobrą matką, skoro tak postrzegam czas spędzony z dzieckiem.

Tagi: córka życie
13:11, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 stycznia 2011
jeszcze 63 lata i emerytura

Jeszcze 63 lata i emerytura.

Tak dziś rano pocieszyłam Wiertka w żłobku.

I pomyślałam, że to rochę smutne - już mając rok weszła w tryby machiny, która da jej wolność dopiero za ponad pół wieku. Dzień dyktowany przez placówki i instytucje. Ja miałam beztroskie dzieciństwo z babcią do 6-go roku życia.

Z drugiej strony, skąd wiem kim będzie moje dziecko i jak będzie wyglądać rynek pracy za jakiś czas. Może zostanie radosną rentierką w młodym wieku? Może będzie tak kochać swoją pracę, że nie będzie uważać jej za pracę? Może za 30 lat pracować będzie tylko 10%, a 90% dość dobrze żyć z pracy tamtych? A moje dziecko znajdzie się w tej drugiej grupie. Może wyjedzie na ciepłą plażę i będzie żyć minimalistycznie?

To tylko moja emerytura na razie oscyluje gdzieś w wysokości 300-400 zł :/

Tagi: córka
10:51, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 stycznia 2011
zapiski niematki cz. 3

Rano tata zabrał dziecko do żłobka, a ja jeszcze na chwilę położyłam głowę na poduszce. Otworzyłam oczy i była... 10.44... Tyle dnia straconego, a mam trochę do poszperania na portalach w poszukiwaniu pracy.

Ale miałam sen erotyczny z bardzo miłym, młodym, seksownym człowiekiem w roli głównej, więc to nie była chyba do końca stracona część dnia.

Tagi: sny życie
12:20, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 stycznia 2011
z poniedziałkiem rekrutacyjnie

Dziecko w żłobku, po 4 dniach zapalenia krtani. Kurcze nie wiem, czy powinnam była ją już posyłać, ale po tych antybiotykach nic jej nie jest.

Na dziś cv rozesłane, projekt na jedną z rozmów rekrutacyjnych napisany. Została tylko do podczytania książka na zajęcia - napisana przez jednego z uczestników. I mam zaległości w tradycyjnym, papierowym pamiętniku.

Z wrażeń przy szukaniu pracy. Czasy się zmieniają, procesy rekrutacyjne szlachetnieją i coraz częstsza jest praktyka przesyłania informacji i o tym, że się procesu rekrutacyjnego nie przeszło. Jestem w tej garstce ludzi, którym się to nie podoba :( To mnie rozbija. Wcześniej skoro się nie odzywali w podanym terminie, to było dla mnie oczywiste, że dziękują za moje usługi. Nie trzeba być szczególnie bystrym, by się połapać. Teraz taki mail albo telefon jakoś mnie demotywuje. Jest to jakieś poczucie odrzucenia.

Szczególnie jak ostatnia z firm, po jednym spotkaniu, w ramach drugiego etapu umówiła się ze mną na określoną godzinę na rozmowę telefoniczną. Nie zadzwonili. Odezwali się półtorej gofziny później mówiąc, że wybrali kogoś innego... Domyśliłam się. To mi niespodzianka.

To tak jakby po randce facet zamiast zamilknąć, zadzwonił/zamailował w stylu "Było miło, ale spotykać się więcej z tobą nie będę". Wystarczy, że milczy ;)

Tagi: praca
12:40, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 stycznia 2011
zapiski niematki cz. 2

Dziecko w żłobku, ja mogę się zająć pisaniem zaległych tekstów na najbliższe sobotnie zajęcia. I tu jest problem. Odkąd urodziłam dziecko, już na etapie ciąży, moje IQ spadło o jakieś 10 ptk. Pomysły w głowie mam. I jednocześnie chaos. Przy dziecku nie jestem w stanie twórczo myśleć - w głowie wirują puzzle. Gdy mała zasypia albo ma opiekę, nie jest lepiej. Mam ochotę zająć się tylko czymś odprężającym, tylko dla mnie. Słowa się nie układają.

Koleżanki, które też piszą, też rodziły pocieszają, że ten stan minie. To teraz, to skupienie całej energii na dziecku. Ochota i siły na tworzenie wracają. Zobaczymy.

Zajmowanie się dzieckiem/dziećmi w domu wydaje się lekkim, odprężającym zajęciem. Zapewne takie jest, w porównaniu do atmosfery w biurze - budżetów, planów, rankingów i obowiązków wykonywanych za trzy osoby, bo cztery lata temu zrobili cięcia kadrowe i obiecali, że za rok przyjmą nowych ludzi. Jednak jest w tym coś wymęczającego psychicznie i emocjonalnie. Jakby ktoś wbił w mój mózg rurkę i powolutku wysysał zawartość. Oczywiście, są kobiety uwielbiające spędzać czas w domu z dzieckiem, nie marzące o powrocie do pracy. Niewykluczone, że ja za jakiś czas, będę tęsknie patrzeć na te miesiące dziecięce i z gorzką ironią wspominać jak to marzyłam o powrocie do zarobkowania. Jeszcze bardzej pradopodobne, że nastąpi to już w tydzień po pójściu do pracy :)

Teraz jeszcze rzucić okiem na fora, co u znajomych i zaczynam pisać.

Miało być o Niematce i wyszło jak zwykle. Widocznie od bycia matką nie da się daleko uciec.

08:56, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 stycznia 2011
Brydżetowe przyjątko dziecka

Dziś, za godzinę z hakiem, zajrzą zalegli goście urodzinowi Wiertka.

Tym razem postanowiłam kupić ciasta w supermarkecie i zminimalizować ryzko wpadki. Akurat. Zakupów było kilka siatek, ja dwunożna, nie zmotoryzowana. Torcik "Czarny Las" upakowałam tak niefortunnie, że połowa dekoracji uległa, w drodze do domu, lekkiej dekonstrukcji. Gdybym miała wyobraźnię techniczną, przestrzenną, albo jakąkolwiek, to bym go inaczej w siatce upakowała. Następnie, w trakcie krojenia i przenoszenia na półmisek, "Sernik Ambasador" także uległ dekonstrukcji. Każdy kawałek jest inny, jak odcinek "Klanu", niektóre w całości. Jedynie talerz z ciastkami i cukierkami trzyma fason. Nie wiem jak mogłabym i to schrzanić, ale boję się, że do 15.00 się dowiem :)

Cały pierwszy dzień 2011 Wiertek siedziała na kolanach taty, a ja zachłannie czytałam - zaległe i na zapas. Odpoczęłam.

Po przejrzeniu w pamięci dawnych wieczorów sylwestrowych, doszłam do wniosku, że ten 2010/2011 nie był wcale najgorszy. I tak za rok, gdzieś idę, a dziecko zostaje z ojcem.

Tagi: córka
13:34, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 stycznia 2011
Nowy Urok

Najgorszy Sylwester mojego życia.

Ale poprzednich było kilkanaście, więc trauma nie jest tak ogromna.

Sama z małą, która nie chciała zasnąć i w końcu dostała histerii. W końcu Acid Drinkers z ich wersją "Nothing Else Mattter" ją uspali. Puszczeni 5 raz bodajże. Nie pierwszy raz. Ładna piosenka, ale chyba mam jej dość. Nie zliczę ile jeszcze raz ją usłyszę.

Ostatnie minuty 2010 spędzone w gorącej kąpieli z kieliszkiem zimnego szampana i książką w ręku. Na prawdę, chyba nie jest tak źle.

2011.

00:24, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 grudnia 2010
opowieści niematki, czyli miałam czyste mieszkanie

Dziecko na adaptacji w żłobku. Ja ogarnęłam mieszkanie, posprzątałam jakby. Nie jestem pedantką, ale w ładzie dobrze się czuję. Przez krótką chwilę chłonęlam ten ład, spokój i ciszę.

Zła matka - w kulturowym obrazie - bo ja potrafię sobie wyobrazić, jak moje alternatywne życie bez dziecka mogłoby wyglądać. Czasem tak robię. Płynę na falach wyobraźni. Dziś był taki dzień.

Dygresja - to nie znaczy, że chcę się pozbyć dziecka. To znaczy, że moja wyobraźnia stawia się w punkcie przed poczęciem Wiertka i prowadzi alternatywne życie bez niej.

Jednak, gdyby ktoś cofnął mnie w czasie do momentu, gdy się poczęła - bo cholera, pamiętam to popołudnie - to nic bym nie zmieniła.

Szkoda, że nie można prowadzić podwójnego życia, w dwóch równoległych czasoprzestrzeniach. Raz byłabym matką intrygującej dziewczynki, by po uczuciu klaustrofobii i zadławienia przejść do bycia wolną singielką. Do czasu odczucia pustki i beznadziei. Nie da się. Ktoś, kto wymyśli jak się da, zbije fotrunę.

A potem dziecko wróciło ze żłobka i ład, czystość odeszły w niebyt :)

I to miały być zapiski niematki...

Tagi: córka
23:26, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 grudnia 2010
Święta, święta i święta

Nie czuję atmosfery świąt. Coś odeszło na zawsze. Czuję się jak Neo po wybraniu pigułki, w Zionie, gdzie wcale super nie jest. Różnica ta, że ja żadnej pigułki nie wybierałam. Czuję się jak Tewje mleczarz po wygnaniu z Anatewki. Kiedyś czekałam na święta, kupowałam prezenty, ubierałam choinkę, chłonęłam atmosferę. Zmieniło się, gdy zmarła moja mama. Od tamtej pory nie ma świąt, choć teoretycznie są. Choć aktorzy się starają.

Wiem, że jestem matką, stworzyłam własną rodzinę i powinnam stworzyć też własną wersję świąt. W tym roku nawet choinkę ubrałam bez przekonania.

Nie było tragicznie. Kolacja wigilijna była u mojego brata i taty. Był jeszcze dziadek z wujkiem. Do momentu przyjechania do nich nie mogam się pozbierać, potem wszystko poszło utartym wigilijnym trybem. Z jednym drobnym wyjątkiem. Mój brat, tłumacząc się kredytami, poprosił byśmy się ograniczyli tylko do symbolicznych prezentów dla dzieci. Ok. Okazało się, że symboliczny to był mój prezent dla bratanka. Wiertek od wujka dostała bardziej okazały. Poczułam się cholernie głupio. Może mamy inne definicje symboliczności?

Dziś wizyta u mojej ciotki i babci z dziadkiem. Mała trochę przyklejona do mnie, a potem dostała najprostszy zestaw do zabawy - pudełko, kilka łyżek. Wkładanie, wykładanie, wkładanie, wykładanie. Większość wieczoru jej na tym zeszło. A Fisher Price kosi na tym ostrą forsę. Dotąd moje dziecko bazowało na mało stymulujących zabawach, czyli wyjmowaniu wszystkiego z kuchennych szafek i waleniu tym o posadzkę. Gwiazdka i urodziny to okazja na zakup czegoś megastymulującego, czym ona nudzi się po kilku minutach. Może mam głupie dziecko? ;)

Tata Wiertka w dołku i obrażony. Chciał świąt we trójkę. Jakoś zapomniał, że rozstał się ze mną w drugi dzień świąt dwa lata temu. Los odegrał się na nim z nawiązką. Jutro ma być. Mała, gdy słyszy dźwięk domofonu, woła "dada" i piszczy. Co jej będę odbierać radość.

00:42, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
Tagi