To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: wiersze

piątek, 20 stycznia 2017
O pisaniu wierszy

Po poprzednim roku, który był bardziej redaktorski niż artystycznym, w tym poczułam znowu ochotę na pisanie czegoś. Wróciłam na warsztaty poetyckie. Do pisania wierszy potrzebuję jakiś bodźców, a towarzystwo innych ludzi, grupa, to świetny bodziec. Sama prowadząca powiedziała ciekawą rzecz - pisanie wierszy nie lubi siedzenia na krześle. Bo tak bywa. Nie siada się przy biurku, przed ekranem komputera, czy laptopa z postanowieniem: teraz napiszę wiersz. Albo dziesięć. Być może ktoś tak robi. Być może mnóstwo poetów tak robi.

Bo wiersze biorą się bodźców. Idziesz, kroki wystukują rytm i do tego rytmu wpada jakaś fraza. Siedzisz na kanapie, patrzysz z okno, foliowa torebka wpada w konar drzewa i łopocze, myślisz, że też się tak czasami czujesz i masz temat. Bo najpierw zbierasz słowa - hasła, pierwsze linijki, swoje odczucia w prozie poetyckiej. A potem - o to tak, siadasz i piszesz, przerabiasz, zmieniasz, szlifujesz. Albo piszesz z innymi ludźmi i ta energia cię mobilizuje.

W czwartek też byłam umówiona ze znajomymi, a że na to spotkanie nie mogłam zabrać dziecka, to poprosiłam o opiekę ojca Wiertki. W takim razie, w środę ja zabrałam ją na warsztaty. Na szczęście, jest już w wieku, gdy daje radę wytrzymać półtorej godziny w pewnym milczeniu. I tablet bywa nieoceniony. Okazało się jednak, że nie cały czas grała w gry. Gdy my pisaliśmy wiersz na podrzucony temat, ona też chciała się pochwalić swoim. Uznała jednak, że powinien to być ładny wiersz i przepisała jeden z podręcznika :) Gdy wracałyśmy do domu, wytłumaczyłam jej ideę prawa autorskich oraz to, że nie trzeba się krępować własnego pisania. Jeśli chce, to może na warsztacie napisać coś od siebie. Od razu zaczęła mi podrzucać frazy i pytać, czy tak może być.

czwartek, 12 stycznia 2017
Wiersze

Stres ze mnie spłynął i została ulga. Oraz radość, że nie muszę już się przejmować :)

Dziś kurier zostawił paczkę z moimi wierszami :) Wydawnictwo wysłało jej na mój adres domowy, a ja byłam w pracy. Poszłam z dzieckiem do punktu, na szczęście w innej części dzielnicy, nie miasta, a potem wróciłyśmy spacerkiem do domu. A teraz nie czuję rąk od dźwigania.

Choć tomik jest maleńki :) Powiedziałabym, że wydanie podróżnicze, do plecaka. Nawet kontrola graniczna nie wykryje :)

I mam swoje wiersze wydane :)

19:04, bezcielesna
Link Komentarze (5) »
środa, 12 października 2016
Moje małe rozsypania

Nie jestem kompatybilna z tegoroczną jesienią. Budzę się w miarę ciepłej, mrocznej piwnicy i wychodzę do wilgotnej, ciemnej piwnicy. Całe dnie są piwniczne. Ten pogłębiający się mrok mnie oblepia. Jakby piwnica stawała się coraz mniejsza. A przejście na czas zimowy dopiero przed nami. Potem byle do stycznia.

Może to przepracowanie, stresy, ale budzę się z zaciśniętym gardłem, żołądkiem w krtani, zmuszam się do ubrania, wyjścia z domu. Zmuszam się by iść. Sytuacja poprawia się, gdy jestem już w pracy i wchodzę w tę stertę rzeczy do zrobienia. Im bliżej wieczora, tym czuję się lepiej. O tej porze uznaję nawet, że moje życie jest zwyczajne. Poprawia mi się tak, że nawet nie chce mi się zasypiać. Nie rozumiem dlaczego poranny mrok sprawia, że się dławię, a mrok późno wieczorny odbieram przychylnie. Aż znowu przychodzi poranek i wydaje mi się, że już nie dam rady. Zwyczajny rytm dobowy dystymika, czy depresanta. Do depresji mi jeszcze daleko. Ale jesienny spleen to jest.

Są jesienie, które przechodzę swobodnie i są takie, które wydają się ostatnie w życiu. Trzeba się przeczołgać do wiosny, bo jest szansa, że kolejna jesień będzie z gatunków tych pierwszych.

Kiedyś napisałam wiersz o takim stanie. Jest rymowany, więc trochę się go wstydzę. Nie potrafię nabrać powagi do czegoś mojego autorstwa, co się rymuje. Jednak nie będę już go "odrymowywać".

 

MOJE MAŁE ROZSYPANIA

 

Dzisiaj rano byłam trochę smutna

Bo ja rankami smutna być muszę

Waga godzin dnia, która nie jest lotna

Oblepia skorupą mą duszę

 

Jednak wstałam, dźwignęłam na barki

Troski, plany dnia codziennego

Szukając wytchnienia jak arki

W obowiązkach chleba powszedniego

 

Godzina po godzinie zdmuchuję

Płatki smutku z ramion przygarbionych

Krocząc ku wieczorowi wciąż czuję

Drążę korytarze chwil pogubionych

 

Wreszcie w wieczór oddechem wnikam

Rozpościeram szeroko ramiona

Lekka jak piór wodospad znikam

W czułości nocy roztopiona

 

18:34, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 września 2016
Wiersze

Ciągnie się to strasznie długo. Kiedyś już pisałam, że postanowiłam wydać swoje wiersze. Tata jednej z koleżanek ma małe wydawnictwo. Latami zajmował się poezją, sam także pisze, więc najpierw sam je przejrzał. I uznał, że nadają się do druku. Zredagował mi je nawet. Bałam się, że otworzę plik i zobaczę moje teksty poćwiartowane, wymagające mnóstwa poprawek. Okazało się, że było ich niewiele i nie wnikały brutalnie w strukturę tekstu. Pocieszyło mnie to. Usłyszałam nawet, że moje wiersze są męskie. Choć, gdzieś tam z kobiecym tłem. Nie wiem, jakie bywają wiersze męskie, czy żeńskie. Moje są krótkie, esencjonalne. Nie potrafię pisać takich kilku zwrotkowych. Uważam, że ciekawiej wyrazić coś w kilkunastu słowach, kilkunastu linijkach.

Teksty czekały złożone do druku i zaczęła się trudniejsza część zabawy. To ja miałam dostarczyć okładkę. Nieoceniona AsiaJot, pozwoliła mi przejrzeć swoją galerię obrazów i skorzystać z któregoś. Wybrałam. Jeden z kolegów zaoferował się, że złoży mi tę okładkę. Niestety, okazało się, że zdjęcie obrazu było w zbyt malej rozdzielczości. Prawie do sierpnia czekałam, aż obraz zjedzie z wystawy i będzie mu można zrobić zdjęcie. A potem kolega został zawalony pracą, z której kupuje sobie jedzenie i opłaca rachunki, więc ponowie musiałam czekać.

Wróciliśmy do tematu wczoraj. Spotkaliśmy się by omówić, jak wyobrażam sobie okładkę. I tu jest trudność, bo o ile swobodnie poruszam się w świecie słów, to wątpię w moje kompetencje estetyczne. Miałam jakieś swoje pomysły, ale były one zapewne bardzo schematyczne. Omówiliśmy, co się nada przy takim typie obrazu, co nie. Podrzuciłam mój pomysł, ale chyba nie zachwycił. On pokazał, jaki ma swój pomysł. Ciekawy, ale nie byłam do końca przekonana, czy taka okładka będzie grała z wierszami. Nawet przeglądaliśmy w internecie i w księgarni stacjonarnej inne okładki. Doszłam jednak do wniosku, że jak się czymś zainspiruję, to będzie to wyglądać kopią ciekawego rozwiązania. Mam nadzieję, że to w końcu ruszy, bo chciałabym już zobaczyć swoją rzecz wydrukowaną. Dziś już widziałam coś, co podrzuciło mi pomysł - ścianę budynku :)

19:58, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
Tagi