To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: wiersze

środa, 31 stycznia 2018
Krwawo-niebieska

Mieliśmy dziś za sobą ciekawe zjawisko na niebie - druga styczniowa pełnia Księżyca, połączona z jego częściowym zaćmieniem, w momencie, gdy jest on najbliżej Ziemi. Podobno ostatnia taka sytuacja była 152 lata temu. Czyli tuż po Powstaniu Styczniowym :)

Bardzo lubię takie momenty w kosmosie - gdy zbiegają się różne czynniki. Z racjonalnego punktu widzenia nie ma to wpływu na życie człowieka. Jednak jakaś magia w człowieku jest. A teraz podsycają ją jeszcze media pisząc i mówiąc o tej pełni :) Oprócz tego, musi to zapewne przepięknie wyglądać. Musi, bo jedyny Księżyc jaki dziś zobaczyłam, był tak szczelnie zakryty chmurami, że stanowi rozmytą jasną plamę na niebie. Taka krwawo-niebieska pełnia impresjonistów :)

Mnie nastroiło to poetycko. Pomyślałam, że Słońce jest takie jednoznaczne - nieruchome, żółte, buzujące ogniem, w ciągu roku podróży można obejrzeć je w całości. Za to Księżyc bywa w pełni, nowiu, skrawek po skrawku od wielkiego do cienkiego, bywa bardzo daleko, bardzo blisko i tak jakby w sam raz, bywa krwawy, bywa błękitny, ale jednej jego strony nigdy nie poznasz. 

Lubię być Księżycem :)

poniedziałek, 29 maja 2017
Wieczór autorski

Po tym jak wreszcie udało mi się wydać swoje wiersze, udało mi się wykaraskać z marazmu i poruszyć temat wieczoru autorskiego. A, że to nie bywa tak, że dziś podanie jutro odpowiedź, galeria ma swój harmonogram wystaw, dlatego zeszło się trochę czasu. 

Wieczór udało się zorganizować wczoraj, w ostatnią niedzielę maja. Dołączyłam do wernisażu obrazów pewnego malarza z Krakowa. Inaczej musiałabym poczekać na termin jeszcze do późnej jesieni. Zaprosiłam trochę osób i byłam mile zaskoczona tym, że odpisywali z podziękowaniem za zaproszenie. Choć jednocześnie informując, że przybyć nie mogą :) Takie czasy nastały, że cieszy człowieka, że ktoś potwierdzi brak przybycia, zamiast się po prostu nie pojawić :)

Sytuacja mnie stresowała, bo miałam wystąpić przed znajomymi. Wydaje mi się, że poprzedni "wieczór poetki" była łatwiejszy, bo nikogo nie znałam. Jest prościej opowiadać i być przed obcymi osobami - bo co mnie obchodzi, co o mnie pomyślą. Znajomi, koleżanki, przyjaciele - to co innego. Szczególnie, jeśli nigdy nie czytali nic mojego i nie znają mnie od tej strony.

A w dzień wieczoru autorskiego dopadł mnie inny stres - przecież może nikt nie przyjść. Jakieś kilka osób i nikt, kogo zaprosiłam. Podobno jest to popularna schiza literatów :)

Ludzie się pojawili. Z mojej strony kilka osób. Wieczór rozpoczął się od rozmowy z malarzem na temat jego twórczości. Ciekawa postać - były zakonnik, cichy, introwertyczny, skromny, pracujący jako woluntariusz z bezdomnymi (takimi już na skraju przetrwania - o tym opowiedział, siedzący na widowni jego znajomy). Sypiający w trumnie... To akurat nie wynikało z fascynacji śmiercią, czy wampirami, ale przywiązaniem do Brata Alberta. Najważniejsze, że malował piękne obrazy. Dopracowane technicznie, choć nie używa pędzla.

Potem była ja. Trochę pytań na temat mojego pisania, czytałam swoje wiersze. Na widowni siedziała moja córka :) Gdy doszło do pytań publiczności, okazało się, że jednak fajnie gdy są znajomi, bo obce osoby mają różne pomysły. Przeżyłam pytanie o gender, transseksualizm i płeć. Mam nadzieję, że wykazałam się wystarczającą przytomnością umysłu :)

A potem było wino, gra na gitarze i śpiew. Wyszłyśmy z Wiertką prawie przed 22:00. Wyjątek, bo rano pobudka o 5:30. Dziś chyba wcześnie zaśniemy :)

Dodam tylko, że kilka dni temu, byłyśmy z Wiertką w tej samej Galerii na imieninach AsiJot, gdzie już w zamkniętym kręgu także fetowano śpiewem. Był to też dzień imienin Wiertki, więc udział w przyjęciu potraktowała jako dodatkową atrakcję.

piątek, 20 stycznia 2017
O pisaniu wierszy

Po poprzednim roku, który był bardziej redaktorski niż artystycznym, w tym poczułam znowu ochotę na pisanie czegoś. Wróciłam na warsztaty poetyckie. Do pisania wierszy potrzebuję jakiś bodźców, a towarzystwo innych ludzi, grupa, to świetny bodziec. Sama prowadząca powiedziała ciekawą rzecz - pisanie wierszy nie lubi siedzenia na krześle. Bo tak bywa. Nie siada się przy biurku, przed ekranem komputera, czy laptopa z postanowieniem: teraz napiszę wiersz. Albo dziesięć. Być może ktoś tak robi. Być może mnóstwo poetów tak robi.

Bo wiersze biorą się bodźców. Idziesz, kroki wystukują rytm i do tego rytmu wpada jakaś fraza. Siedzisz na kanapie, patrzysz z okno, foliowa torebka wpada w konar drzewa i łopocze, myślisz, że też się tak czasami czujesz i masz temat. Bo najpierw zbierasz słowa - hasła, pierwsze linijki, swoje odczucia w prozie poetyckiej. A potem - o to tak, siadasz i piszesz, przerabiasz, zmieniasz, szlifujesz. Albo piszesz z innymi ludźmi i ta energia cię mobilizuje.

W czwartek też byłam umówiona ze znajomymi, a że na to spotkanie nie mogłam zabrać dziecka, to poprosiłam o opiekę ojca Wiertki. W takim razie, w środę ja zabrałam ją na warsztaty. Na szczęście, jest już w wieku, gdy daje radę wytrzymać półtorej godziny w pewnym milczeniu. I tablet bywa nieoceniony. Okazało się jednak, że nie cały czas grała w gry. Gdy my pisaliśmy wiersz na podrzucony temat, ona też chciała się pochwalić swoim. Uznała jednak, że powinien to być ładny wiersz i przepisała jeden z podręcznika :) Gdy wracałyśmy do domu, wytłumaczyłam jej ideę prawa autorskich oraz to, że nie trzeba się krępować własnego pisania. Jeśli chce, to może na warsztacie napisać coś od siebie. Od razu zaczęła mi podrzucać frazy i pytać, czy tak może być.

czwartek, 12 stycznia 2017
Wiersze

Stres ze mnie spłynął i została ulga. Oraz radość, że nie muszę już się przejmować :)

Dziś kurier zostawił paczkę z moimi wierszami :) Wydawnictwo wysłało jej na mój adres domowy, a ja byłam w pracy. Poszłam z dzieckiem do punktu, na szczęście w innej części dzielnicy, nie miasta, a potem wróciłyśmy spacerkiem do domu. A teraz nie czuję rąk od dźwigania.

Choć tomik jest maleńki :) Powiedziałabym, że wydanie podróżnicze, do plecaka. Nawet kontrola graniczna nie wykryje :)

I mam swoje wiersze wydane :)

19:04, bezcielesna
Link Komentarze (5) »
środa, 12 października 2016
Moje małe rozsypania

Nie jestem kompatybilna z tegoroczną jesienią. Budzę się w miarę ciepłej, mrocznej piwnicy i wychodzę do wilgotnej, ciemnej piwnicy. Całe dnie są piwniczne. Ten pogłębiający się mrok mnie oblepia. Jakby piwnica stawała się coraz mniejsza. A przejście na czas zimowy dopiero przed nami. Potem byle do stycznia.

Może to przepracowanie, stresy, ale budzę się z zaciśniętym gardłem, żołądkiem w krtani, zmuszam się do ubrania, wyjścia z domu. Zmuszam się by iść. Sytuacja poprawia się, gdy jestem już w pracy i wchodzę w tę stertę rzeczy do zrobienia. Im bliżej wieczora, tym czuję się lepiej. O tej porze uznaję nawet, że moje życie jest zwyczajne. Poprawia mi się tak, że nawet nie chce mi się zasypiać. Nie rozumiem dlaczego poranny mrok sprawia, że się dławię, a mrok późno wieczorny odbieram przychylnie. Aż znowu przychodzi poranek i wydaje mi się, że już nie dam rady. Zwyczajny rytm dobowy dystymika, czy depresanta. Do depresji mi jeszcze daleko. Ale jesienny spleen to jest.

Są jesienie, które przechodzę swobodnie i są takie, które wydają się ostatnie w życiu. Trzeba się przeczołgać do wiosny, bo jest szansa, że kolejna jesień będzie z gatunków tych pierwszych.

Kiedyś napisałam wiersz o takim stanie. Jest rymowany, więc trochę się go wstydzę. Nie potrafię nabrać powagi do czegoś mojego autorstwa, co się rymuje. Jednak nie będę już go "odrymowywać".

 

MOJE MAŁE ROZSYPANIA

 

Dzisiaj rano byłam trochę smutna

Bo ja rankami smutna być muszę

Waga godzin dnia, która nie jest lotna

Oblepia skorupą mą duszę

 

Jednak wstałam, dźwignęłam na barki

Troski, plany dnia codziennego

Szukając wytchnienia jak arki

W obowiązkach chleba powszedniego

 

Godzina po godzinie zdmuchuję

Płatki smutku z ramion przygarbionych

Krocząc ku wieczorowi wciąż czuję

Drążę korytarze chwil pogubionych

 

Wreszcie w wieczór oddechem wnikam

Rozpościeram szeroko ramiona

Lekka jak piór wodospad znikam

W czułości nocy roztopiona

 

18:34, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 września 2016
Wiersze

Ciągnie się to strasznie długo. Kiedyś już pisałam, że postanowiłam wydać swoje wiersze. Tata jednej z koleżanek ma małe wydawnictwo. Latami zajmował się poezją, sam także pisze, więc najpierw sam je przejrzał. I uznał, że nadają się do druku. Zredagował mi je nawet. Bałam się, że otworzę plik i zobaczę moje teksty poćwiartowane, wymagające mnóstwa poprawek. Okazało się, że było ich niewiele i nie wnikały brutalnie w strukturę tekstu. Pocieszyło mnie to. Usłyszałam nawet, że moje wiersze są męskie. Choć, gdzieś tam z kobiecym tłem. Nie wiem, jakie bywają wiersze męskie, czy żeńskie. Moje są krótkie, esencjonalne. Nie potrafię pisać takich kilku zwrotkowych. Uważam, że ciekawiej wyrazić coś w kilkunastu słowach, kilkunastu linijkach.

Teksty czekały złożone do druku i zaczęła się trudniejsza część zabawy. To ja miałam dostarczyć okładkę. Nieoceniona AsiaJot, pozwoliła mi przejrzeć swoją galerię obrazów i skorzystać z któregoś. Wybrałam. Jeden z kolegów zaoferował się, że złoży mi tę okładkę. Niestety, okazało się, że zdjęcie obrazu było w zbyt malej rozdzielczości. Prawie do sierpnia czekałam, aż obraz zjedzie z wystawy i będzie mu można zrobić zdjęcie. A potem kolega został zawalony pracą, z której kupuje sobie jedzenie i opłaca rachunki, więc ponowie musiałam czekać.

Wróciliśmy do tematu wczoraj. Spotkaliśmy się by omówić, jak wyobrażam sobie okładkę. I tu jest trudność, bo o ile swobodnie poruszam się w świecie słów, to wątpię w moje kompetencje estetyczne. Miałam jakieś swoje pomysły, ale były one zapewne bardzo schematyczne. Omówiliśmy, co się nada przy takim typie obrazu, co nie. Podrzuciłam mój pomysł, ale chyba nie zachwycił. On pokazał, jaki ma swój pomysł. Ciekawy, ale nie byłam do końca przekonana, czy taka okładka będzie grała z wierszami. Nawet przeglądaliśmy w internecie i w księgarni stacjonarnej inne okładki. Doszłam jednak do wniosku, że jak się czymś zainspiruję, to będzie to wyglądać kopią ciekawego rozwiązania. Mam nadzieję, że to w końcu ruszy, bo chciałabym już zobaczyć swoją rzecz wydrukowaną. Dziś już widziałam coś, co podrzuciło mi pomysł - ścianę budynku :)

19:58, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 lutego 2016
23 luty, Dzień Walki z Depresją

Dzień Walki z Depresją będę czcić nie rozpisywaniem się na blogu :)

Będzie tylko wiersz, który napisałam dziesięć lat temu.

 

NAZNACZONA

Grafitową nić smutku

Wplątał ktoś w DNA

Gdy chciała ją wyplątać

Rozdarła się na strzępy

poniedziałek, 12 października 2015
Wieczór poetki

Kiedy Jot zaproponowała mi, bym została bohaterką "kwadransa z poetą" na otwarciu galerii w jej nowej siedzibie, było mi przyjemnie. Obawiałam się, że przecież nic nie wydałam, piszę do szuflady i jaką mam legitymację, by się mianować poetką. Ale Jot mnie docenia, a para się poezją :) W dodatku, mam jakąś fazę w życiu na tupet, by robić to, co wcześniej wydawało się poza moim zasięgiem. Nie znam literacko, ale marketingowo bardzo podziwiam Katarzynę Bondę - właśnie za tupet, pewną dozę bezczelnej arogancji podpartej dużym poczuciem własnej wartości siebie i tego co się tworzy. Żyję w specyficznych czasach, gdy jest się produktem i jak produkt trzeba się czasem traktować. Zdarza się, że jakieś trajektorie czasoprzestrzenne się przecinają i pisarz, poeta zostaje nagle odkryty, dostrzeżony, wybucha jego sława. Choć siedział cicho w kąciku. Bardzo bym tak chciała, ale jak widać, przez ostatnie 40 lat ta strategia przynosiła marne rezultaty :D

Co nie zmienia faktu, że byłam wczoraj bardzo zestresowana. O ile stwardniała mi skóra na różne uwagi życiowe, czy emocjonalne, to w kwestiach tego co tworzę nadal jestem neurotyczna. Podejrzewam, że 90% osób, które tworzą tak ma.

Jot ładnie poprowadziła "kwadrans", zadawała mi pytania, opowiadała o mnie. Czytałam kilka wierszy. Dostałam potem, w kuluarach ze trzy uwagi, że wiersze się podobały. Plus zaproszenie na spotkania twórcze stowarzyszenia, które działa w tej galerii. Będę chciała wydać niedługo tomik. Już zaproszono mnie, bym tam zrobiła promocję.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że potrzebuję jeszcze redakcji, poprawek, podszlifowania.

Były też recital piosenki rosyjskiej, francuskiej, poetyckiej. Może się odważę i sama kiedyś zaśpiewam.

Stresujący, ale miły wieczór :)

A jutro zamiana ról - to ja poprowadzę wieczór twórczy Jot :)

sobota, 30 maja 2015
Imieninowo

Tydzień temu bawiłam się na imieninach AsiJot. Zastanawiałam się, co mogłabym jej podarować. Szczególnie, że jedna z moich koleżanek zrobiła dla niej samodzielnie kolczyki - zajmuje się robieniem biżuterii. Tu nawet nie chodzi o to by zabłysnąć, tylko miałam wrażenie, że jubilatka ma wszystko, co dla niej istotne. I nagle, na spotkaniu kilka dni wcześniej, gdy wszystkie robiłyśmy ćwiczenie poetyckie, olśniło mnie. Mogę przecież napisać wiersze. 

Oczywiście napisanie czegoś dla osoby, która wydała tomik poezji, dwie książki dla młodzieży, jedną dla dzieci i wychodzi niedługo jej kryminał, to ryzyko. Jednak porwałam się. Miały to być imieniny czterdzieste, pierwsze po czterdziestych urodzinach - logiczne. Dlatego tematem był dzień narodzin - ustaliłam, że bohaterka urodziła się w niedzielę, o poranku, w dzień po pełni księżyca. I to już był potencjał na trzy wiersze :)

Przyjęcie było fajne. M kolejny raz pokazała, że ktoś lata temu podciął jej skrzydła, bo ma w sobie ogromny talent aktorski i kabaretowy. Przez pół wieczoru opowiadała różne historie i kawały. To, że opowiadała, to drobiazg, ona przez cały czas potrafiła skupić na sobie uwagę. Na prawdę zmarnowała się jako architekt krajobrazu :)

Miałam rozkład jazdy bezpośredniego autobusu, ale ani się spostrzegłam, a wybiła północ. AsiaJot nawet żałowała, że nie można przeciągnąć imprezy do 2:00, ale wróciłam taksówką do domu koło 1:00. Wyszłam jako ostatnia.

sobota, 28 lutego 2015
O tekście piosenki i wierszach

Mam znajomego o rok starszego. To mąż koleżanki z liceum. Jego znam od kilkunastu lat, ale jest są to kontakty 2-3 razy do roku na imprezach jeszcze innej koleżanki z liceum (jest gwiazdą socjometryczną). Nazywamy go we dwie po cichu Samcem Alfa, bo to taki typ mężczyzny, ale doskonale z małżonką dobrany - ona uwielbia dbać o ognisko domowe. Generalnie typ mężczyzny zajęty zarabianiem pieniędzy, gromadzenie dóbr i podwyższaniem standardu życia.

Byłam zaskoczona, gdy odezwał się do mnie niedawno na FB prosząc o numer telefonu. Szczęka mi opadła, bo okazało się, że poprosił o konsultacje słów do piosenek, które nagrywa. Widocznie smuga wieku średniego dopada każdego i inni także wracają do pasji z lat nastoletnich. Nigdy bym go nie posądzała o zapędy artystyczne. Po latach biznes, który prowadzi z żoną jest na takim etapie, że są prawie rentierami i mogą sobie pozwolić na pasje :)

Zgodziłam się, choć bez zachwytu. Nie dlatego, że wątpię w jego zdolności, ale dlatego, że nie ma we mnie ani milimetra krytyka literackiego, cenzora. Nie potrafię chlastać czyiś tekstów. Dostałam trzy teksty i trzy pliki z muzyką. Czytam, wgryzam, jakieś kosmetyczne poprawki są. Zdaję sobie sprawę, że tekst piosenki rządzi się innymi prawami niż wiersz. Wiersz musi uderzać będąc czytany. Wiele tekstów klasycznych przebojów, czytanych na sucho brzmi beznadziejnie. W połączeniu z muzyką i wykonaniem są arcydziełami.

A jeśli już jestem w temacie wierszy, to prowadząca warsztaty poetyckie zrecenzowała mój plon pierwszych zajęć. Chwali, że mam indywidualny, rozpoznawalny styl, ale gani, że teksty są zbyt chłodne, mało zmysłowe, mięsiste. Biorę pod uwagę, że ona taką poezję po prostu lubi. Na przykład wiersz Szymborskiej jej do gustu nie przypadł. Jak mój chłód ma być jak Szymborskiej, to ja się cieszę ;) 

Czytam te wiersze jeszcze raz i rzeczywiście są trochę jak skandynawskie fiordy. mam jednak rzeczy, pisane w domu, które są bardziej emocjonalne.

Na ostatnie zajęcia mieliśmy przynieść wiersz poety, którego cenimy. Wzięłam Leśmiana. Okazało się, że byłam jedyna, która wyróżniła twórczość kompletnie różną od swojej. Teraz "challenge accepted" (jak mawiał bohater "Jak poznałem wasza matkę") i postanowiłam napisać coś w stylu Leśmiana :)

 

 

Komentarz w sprawie nie palącego taty. Nie ciągnie go do papierosów, ale dziś opowiadał mi jak śniło mu się ostatnio, że pali papierosa :)

Tagi