To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: baby shower

niedziela, 25 marca 2018
Sobota z Baby Shower

Moje pokolenie nie miało Baby Shower, ale na swój sposób dostałam przed porodem mnóstwo pozytywnych myśli i wsparcia. Tradycja jednak zagościła na dłużej i wczoraj miałam okazję, razem z Wiertką uczestniczyć w jednym takim spotkaniu.

Moja literacka koleżanka, AsiaJot, prawie moja rówieśnica, młodo została matką, a jej córka - kończąca już studia, więc nie małolata - także teraz zostanie mamą. Na 99% kolejna dziewczyna w rodzinie. Dodam, że AJot jest podekscytowana wydarzeniem, cieszy się na bycie babcią, chodzi z córką do szkoły rodzenia, będzie obecna przy porodzie i ma trochę objawów współuczestniczenia. Za to przyszła mama jest wyluzowana i bardzo dobrze :)

Młoda J miała już jeden Baby Shower, niespodziankę zorganizowana przez koleżanki. Wczorajsze wydarzenie było organizowane przez przyszła babcię i zaproszone były kobiety (ale nie tylko), bardziej z jej strony związane z rodziną. Ale życzliwych ludzi, wokół ciężarnej, nigdy za mało :)

Były przekąski, były rozmowy o życiu, ciąży, dzieciach i wzorach wychowawczych - jedynych prawdziwych, bez których zniszczymy kruchą emocjonalność i zdrowie dziecka - a które to wzory zmieniają się jakoś co pięć lat :) 

Zaplanowane były także konkursy, na które tak bardzo czekała Wiertka. Wierciła się na kanapie i dopytywała co chwilę, kiedy wreszcie będą konkursy, bo ona chce brać udział w każdym z nich i oczywiście wygrywać nagrody. Najpierw typowaliśmy obwód brzucha przyszłej mamy. Ona sama jeszcze nie znała wyniku i musiała się obmierzyć. Statystyczny średni wynik pokazał, że brzuch ciążowy wydaje nam się bardziej olbrzymi niż jest w rzeczywistości. Potem był quiz z wiedzy o życiu bohaterki wieczoru, rysowanie obrazków i tworzenie wspólnego rysunku dla czekającej na przyjście na świat malutkiej.

Na koniec odbyły się kalambury i tu moje dziecko, nakręcone już jak rój pszczół, pobiło rekord. Pierwsze wylosowane hasło pokazało za pomocą podskakiwania i wymachiwania rękoma. Jakoś ustaliliśmy, co to oznacza, ale teraz już nie pamiętam. Przyszła kolej, gdy pokazywała następne hasło i znowu zrobiła to skacząc i wymachują rękoma. Ledwo powstrzymywaliśmy śmiech. Za trzecim razem... skakała i tu już było zabawnie. Najlepiej ogląda to się będąc w środku tego wydarzenia, w kontekście. Tak opisywane nie oddaje nawet połowy humoru sytuacji. Tym razem, w końcu Wiertka zaczęła też korzystać z innych środków pomocniczych i nie wiem jakim cudem przyszła mi do głowy prawidłowe "Niedaleko pada jabłko od jabłoni". Okazało się, że podskakiwanie na początku miało pokazać spadające jabłko :) Była jeszcze czwarta kolejka Wiertki. Dostała hasło od innej osoby, która stwierdziła, że ona pokaże to najlepiej. I oto moja córka zaczęła... podskakiwać i wymachiwać rękoma. Teraz już leżeliśmy ze śmiechu na kanapie. Okazało się, że to... "Kevin sam w domu". Żeby nie było, że dręczyliśmy biedne dziecko, każde z nas miało do pokazania różne hasło i nie raz leżeliśmy ze śmiechu.

Wieczór radosny :) Wracałyśmy do domu ostatnimi autobusami :)

A dziś są moje urodziny, ale o tym jutro :)

Tagi