To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: szpital

środa, 06 maja 2015
Po szpitalnie

Jesteśmy w domu. Zła krzepliwość krwi może być także oznaką niedawno przebytej infekcji, albo infekcji. U Wiertki zaczął się katar. Wczoraj widział go lekarz, dziś i ja widzę, że dziecko smarka. Co tam tydzień trzymania bachorka w domu, żadnych wojaży długoweekendowych :) Jak miał trafić katar, to na dzień operacji :) 

Do szpitala zawiózł nas Były, ale że był po nocnej zmianie, to posiedział chwilę na Izbie Przyjęć, odtransportował na oddział i wrócił do domu spać. Dzieciaki bawiły się w oddziałowej świetlicy i czekaliśmy na swoją kolejkę do badań. Wiertka od razu zapoznała się z jedną koleżanką.

Byłyśmy któreś w kolejce i dopiero po 10:00 okazało się, że mamy wracać do domu. Córka tak mi się dobrze bawiła, że chciała zostać :) Dobrze, że wcześniej sprawdziłam, jak można się wydostać z tej puszczy komunikacją miejską :) Wróciłyśmy same - miałam tylko torbę z ubraniami, moją Bukę na ramię wypchaną i siatkę z pluszakami :) Czterdzieści minut podmiejskim do metra, a potem, to z górki przez Warszawę. Resztę dnia przedrzemałyśmy, bo chyba ciśnienie spadało.

Wieczorem Wiertka bawiła się na placu zabaw, ale moje obserwacje opiszę już w innym wpisie.

Kolejny termij operacji to 19-go sierpnia. Sierpień to miesiąc, gdy Wiertka będzie miała wakacje (w lipcu przedszkole dyżurne). Ja może dostanę jakieś 2-3 dni urlopu. Jest szansa, że się nie pochoruje. Jest szansa dostania terminu wcześniej, nawet natychmiast - trzeba być tylko w gotowości w każdej chwili, na telefon. Często zdarza się, że ponad połowa dzieci nie zostaje zakwalifikowana tak jak my i jeśli ktoś jest w stanie przyjechać z dzieckiem w ciągu godziny, dwóch, to wejdzie na wolne miejsce. Wczoraj razem z Wiertką odesłano troje innych dzieci.

12:45, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 września 2011
Po operacji - dalej

Najgorszy był pierwszy dzień - piątek. Część dnia spędziłam znowu na oddziale bo przypomniałam sobie o zwolnieniu lekarskim na dziecko. Potem długie spacery, plac zabaw gdzie przenosiłam ją z jednej zabawki na drugą. W domu ciągle na rękach, sadzałam ją na blatach by towarzyszyła mi w gotowaniu. Efekt był taki, że po południu przyjechał jej tata na chwilę, a ja zdrzemnęłam się na godzinę i wzięłam długą kąpiel.

W weekend jestem z dzieckiem sama, ale jest lepiej. Pokazałam Wiertkowi, że znowu może raczkować i tak się porusza. Na kolanach też. Mądre dziecko :) Jest lżej ;)

Nadal chodzimy na długie spacery - raz to wycieczka miejska z przewodnikiem, innym razem z koleżanką i jej córką byłyśmy na spacerze i festiwalu nad rzeką. Dziś pojechałyśmy na cmentarz do mojej mamy, potem do mojej rodziny. Gdy oni się ją zajmowali, ja na kwadrans w fotelu... przysnęłam ;)

Jeszcze tylko jutrzejszy dzień i we wtorek do pracy - odpocząć ;) Małą zajmie się jej ojciec.

Nastawiałam się na płacze z bólu, silne środki, cierpienie, a zwyczajny dziecięcy Paracetamol podałam tylko pierwszej nocy. I drugiej, bo nie wiedziałam dlaczego płacze. Tak, pierwszego dnia po operacji, rano popłakiwała jak stanęła na tę stopę, ale po południu już jej to nie przeszkadzało. Nic ją mocno nie boli, choć widać, że - gdy uda jej się stanąć i iść - to ustawia ją tak, by chronić palce. Szaleje, wierci się i dokazuje jak zwykle. Nie widać po niej, że przeszła jakąś operację. Dorosły leżał by tydzień plackiem w łóżku :) Dwulatkowi szkoda na to życia ;)

Szybko i pobieżnie piszę, bo dziecko obok, wierci się i wyrywa w świat.

18:35, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 września 2011
Po operacji - ogromny skrót

Nie było tak źle.
Na sali mała dostała jakiś lek, po którym była tak wyciszona i skołowana, że bez reakcji pożegnała się przed salą operacyjną. Za to ja popłakiwałam pod tymi drzwiami :)
Szybko się wybudziła, szybko się rozbudziła i przez resztę dnia miała 100% energii i humoru. Wierciła się, kręciła, paplała, śpiewała, tańczyła mi na kolanach. Na razie zero narzekań na stopę - albo super środek znieczulający, albo ma dobry próg bólu.

Ale teraz załamka - w wypisie ma ZAKAZ CHODZENIA PRZEZ TYDZIEŃ.

Normalna dwulatka w fazie buntu.
Po dzisiejszym dniu, kiedy to nic nie robiłam tylko trzymałam ją na kolanach, mam ochotę uciąć sobie łeb. Jak ja dam radę przez następne dni??? Normalnie funkcjonując w domu? Ile długich spacerów, noszenia na rękach, pełzania dla zabawy po podłodze?
Na razie tyle z dzisiejszego dnia, bo zmęczenie nie pozwala mi wycisnąć więcej. Innego dnia coś jeszcze dopiszę.

21:39, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
Tagi