To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Festiwal nauki

środa, 21 września 2011
Festiwal Nauki cz. 2 i 3

Wczoraj była na dwóch wykładach.

Pierwszy, "Kobiece rytuały przejścia" był pomyłką. Nie tego oczekiwałam, nie tego się spodziewałam. Prowadząca skupiła się na współczesnych rytuałach przejścia - balach debiutantek, Bat Micwie, bractwach studenckich. W związku ze zbliżającym się wydarzeniem, które przygotowuję potrzebuję informacji o starszych inicjacjach.

Za to drugi wykład, "Błędy w zeznaniach naocznych świadków", był niesamowity, choć sam temat mógł zapowiadać nudne sprawozdania. Tego wieczoru, o tej samej porze, nakładały się trzy bardzo fajne wykłady i miałam znowu problem z wyborem. Tym razem wybrałam super.

Zrobiłam fajne notatki, by kiedyś do tego wrócić, ale tu streszczać ich nie zamierzam. Ważne jest, jaką informacją prowadząca (dr Katarzyna Hamer) rozpoczęła wykład - w USA 85% skazanych na podstawie zeznań świadków okazało się, po badaniach DNA, niewinnymi. W Polsce te statystyki nie są lepsze, a być może są bardziej pesymistyczne. W 1980 roku przeprowadzono w jednej z nowojorskich stacji telewizyjnych eksperyment - pokazano w wiadomościach krótki film, na którym mężczyzna wyrywa kobiecie torebkę, a potem zdjęcia sześciu podejrzanych. Widzowie mieli za pomocą audiotele wytypować właściwego podejrzanego. Zaledwie 14% z nich wskazało właściwą osobę. Wynik niższy, niż gdyby typowali losowo (16,7%)...

Potem sami na własnej skórze doświadczaliśmy, że "bycie świadkiem" nie jest proste. Patrzyliśmy przez 15 sekund na pewne zdjęcie. Potem staraliśmy się przypomnieć szczegóły. Okazało się, że je zapamiętałam mężczyznę z doniczką w ramionach, dwie kobiety i kogoś z aparatem fotograficznym, gdy tak na prawdę na zdjęciu to ten mężczyzna miał aparat, a doniczkę jedna z dwóch kobiet. Na drugim planie obrazka kieszonkowiec wyciągał mężczyźnie portfel z kieszeni. Zaraz zobaczyliśmy zdjęcie z szóstką mężczyzn i mieliśmy wytypować złodzieja. Trafnie udało się... może z 1/5 sali. A przecież - w przeciwieństwie do prawdziwego świadka - od "wydarzenia" do "okazania winnego" minęła minuta, wiedzieliśmy, że musimy uważnie oglądać zdjęcie, nie znajdowaliśmy się w stanie stresu, itp.

Jeszcze inne ciekawe ćwiczenie - popatrzyliśmy na zdjęcie miłego mężczyzny, a potem mieliśmy spróbować odtworzyć jego portret pamięciowy. Patrząc na rozsypane różne "oczy", "nosy", "uszy", człowiek nagle gubi się i już nie wie, co jest prawdą, co mu się wydawało.

Było sporo o czynnikach sprawiających, że świadkowi trudno jest dobrze coś zapamiętać, co wpływa na to, że jednak jego zeznanie staje się bardziej wiarygodne, o sprawie Steve'a Titusa (długo by pisać) Taki wykład powinni zaliczyć policjanci i pracownicy wymiaru sprawiedliwości.

Fascynujące półtorej godziny.

Przypomniała mi się polska słynna sprawa, gdzie nie wiadomo kto mówi prawdę, kto co zapamiętał - sprawę butiku Ultimo.

Pamiętam jak trzech chłopaczków napadło mnie i wyrwało torebkę - ani dziś, ani chwilę po napadzie nie byłam w stanie opisać jak wyglądali, jakie mieli twarze. Ściana. Pewnie czasem mijają mnie na ulicy.

I to koniec mojej przygody z Festiwalem Nauki w tym roku. Po pierwsze tata Wiertka gna w inny koniec kraju i nie będzie go tydzień. Po drugie, teraz pobędę trochę z dzieckiem, które przez trzy dni z rzędu widywało mnie tylko o poranku po przebudzeniu.

wtorek, 20 września 2011
Festiwal Nauki, cz.1

Uwielbiam Festiwal Nauki. Co roku czekam z niecierpliwością na nowy program i układam sobie grafik wykładów ;)

Rok temu udało mi się chodzić z Wiertkiem. Jedno spotkanie przespała, w czasie dwóch innych raczkowała zawzięcie po sali. W tym roku odpada, została z ojcem.

Szybko o wczorajszym wykładzie, który zapewne miał rekordowo długi tytuł ;) - "Co kryje twarz? Emocje, kłamstwo i inne rzeczy, które chcemy ukryć, ale widać je na twarzy".

Podejrzewałam, że usłyszę rzeczy w sumie mi znane i prawie się nie zawiodłam :) Część tych rzeczy czujemy, wiemy intuicyjnie albo gdzieś się o tym czytało.

Jednak po raz pierwszy usłyszałam o "efekcie Kuleszowa" - jak kontekst sytuacji wpływa na interpretację wyrazu twarzy. Kuleszow zmontował trzy filmiki (lata 20-te albo 30-te XX wieku) - scena z wyrazem twarzy + scena z talerzem smacznej zupy, scena z wyrazem twarzy + scena z trumienką z dzieckiem, scena wyrazu twarzy + scena skąpą odzianej pani. Wyraz twarzy był uradowany, zasmucony lub podniecony. Tylko, że... za każdym razem była to ta sama twarz, ta sama scena. To kontekst kolejnej sceny sprawiał, że inaczej interpretowano jej wyraz. Po latach powtórzył to Hitchcock.

Było też o mikroekspresji, czyli o tym, że przez ułamek sekundy nasza twarz pokazuje prawdziwą emocję, a dopiero potem wchodzi autokontrola. Fajnie to było widać, na filmikach pokazywanych w zwolnionym tempie - ludzi na ulicy pytano o szczęście, smutek, a ich twarze przez krótki moment wyrażały prawdę ;)

Jest taka scena, a propos mikroekspresji, w "Przeminęło z wiatrem", gdy Scarlett widzi Rhetta - przez jej twarz przemyka cień radości, ale szybko przykrywa go obojętnością i nadąsaniem  :)

I tak dalej, i tak dalej :) Mnóstwo sztuczek, jak grać szczęśliwą pomimo ;)

Tym bywa intuicja - gdy nasz mózg widzi te mikroekspresje, ekspresje tłumione, zbyt symetryczne, błędne przebiegi we czasie, ale pozornie słyszymy, że wszystko jest ok, co nam się u licha nie podoba ;) Tak bywa, gdy osoba w depresji, nie widzi, że rozpada się jej związek, bo nic nie widzi, tylko swoje nieszczęście.

Tagi