To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: książki

wtorek, 04 lipca 2017
Czytelnicze przyjemności

Znowu to poczułam :)

Miałam tak w dzieciństwie. Szłam do biblioteki, wypożyczałam maksymalnie możliwą liczbę książek, czyli trzy. Wszystkie trzy były ciekawe i każdą chciałam od razu zacząć czytać. Nie można jednak czytać jednocześnie trzech pozycji. To znaczy, można, nikt nie zabroni i nawet znałam takie osoby. Ja byłam "bibliomonopozycyjna". Siadałam w domu z tymi książkami i z przyjemnością rozważałam od której zacząć. Czasem zdawałam się na los - rzucałam kostką, losowałam karteczki, wróżyłam z liczb :)

Tak było w czasach, gdy można było wędrować pomiędzy regałami bibliotecznymi. Potem nastał czas rewersów z bibliotek uczelnianych. Na początku, cierpiałam, że nie mogę po prostu wziąć książki z półki, przeczytać opisu na okładce, pierwszych stron. W końcu znalazłam system. Gdy, na zajęcia wypożyczyłam coś co mnie zaintrygowało, szłam serią wydawniczą. Albo trafiłam na jedną z powieści Balzaka, wciągnęła mnie i prawie cały pierwszy rok na studiach poświęciłam na czytanie jego "Komedii Ludzkiej". Dwadzieścia sześć tomów powieści tego było :)

Wreszcie był też okres, gdy mogłam wyjść z księgarni z kilkoma książkami i także czułam ten dreszcz, od której zacząć. Bo chciałam od każdej.

Przez ostatnie lata jakoś to się zagubiło.

I wróciło. W tym roku, w ogóle, czytam więcej niż w poprzednich. Nie dlatego, że mam więcej czasu, ale czuję większą potrzebę. Dziś wypożyczyłam trzy książki. Wszystkie trzy mnie interesują. Nie mogę się zdecydować, od której zacząć :)

Dobra, los zdecydował. Chciałam zacząć czytać już wracając z pracy do domu. Było ciasno w pociągu, niewygodnie się stało, więc wyciągnęłam z torby tę najcieńszą :)

19:17, bezcielesna
Link Komentarze (6) »
czwartek, 23 lipca 2015
Gra w "Upokorzenie"

Czytam teraz "Zamianę" Davida Lodga. Lubię jego sarkazm, ironię i ciekawe obserwacje społeczne. To  w tej książce została opisana gra w "Upokorzenie". Początkowo nie łapałam jej zasad i nie do końca wiedziałam o co biega. Jedna ze scen jednak fajnie to przedstawiła. Gra polega na tym, że podajesz tytuł powieści, której nie przeczytałeś i dostajesz punkt za każdą osobę w otoczeniu, która ją przeczytała. Wychodzi się ze wstydliwą prawdą ze swojego życia i im bardziej ona niedorzeczna, tym większa ilość punktów.

Jest w tej powieści taka scena, gdy zebrani na przyjęciu - wszystko nauczyciele akademiccy, wykładowcy literatury angielskiej bawią się w tę grę. Okazuje się, że dziekan nie przeczytał "Raju utraconego" i jak ktoś konstatuje - można zostać dziekanem wydziału literatury nie przeczytawszy "Raju utraconego". Jednak kiedy pewien wykładowca oświadcza, że nie przeczytał "Hamleta" nikt mu nie wierzy, zebrani nie dają się przekonać i wieczór kończy się awanturą :)

Na przykład - "wyjdę z bibliotecznej szafy" - nie przeczytałam "Pana Tadeusza". Teraz dostanę punkt za każdego czytelnika tego wpisu, który go przeczytał ;) Na prawdę nigdy go nie przeczytałam. Streszczenia i ekranizacje nie liczą się :)

I teraz lokalny problem. Powieść została napisana w okolicach roku mojego narodzenia. Czyli za siedmioma górami, za siedmioma lasami. W dzisiejszej Polsce nie dałoby się wygrać w "Upokorzenie", bo podobno nikt nie czyta ;) Wychodzi też taka masa tytułów, że można być erudytą, nie przestawać czytać, a i tak nie będzie z kim wchodzić w szranki. Bo nie ma dziś "literatury pokolenia". Tak mi się wydaje. Bo co - "Millenium", "50 twarzy Greya"? Nie ma tytułów, które wypada przeczytać, inaczej jest się spalonym towarzysko.

Skonstatuję, że dziś można zostać nie tylko dziekanem, ale prezydentem nie czytając książek.

 

Mam też kilka zabawnych spostrzeżeń co do tłumaczenia "Zamiany". Powieść wyszła w 1992 roku, w innym klimacie kulturalnym. Zdanie o tym, że w powieściach Jane Austin ważne jest by spotkać Pana Właściwego, zostaje przetłumaczone jako Pana Right. Polka roku 1992 nie wiedziała jeszcze, że powinna spotkać Pana Right ;) W jednym z akapitów pada zdanie: "[...] dziewczyny obnażały swoje piersi i wystawiał na ich bagnety - tworząc w ten sposób kontrast : software i hardware" (to scena protestów studenckich na amerykańskim uniwersytecie na przełomie lat 60tych i 70tych). Zaś w przypisach pada zdanie: hardware (ang) - towary żelazne, software - neologizm, soft - miękki, ware - towar. Jakie czasy, taki software :)

Jedna z pierwszych scen w książce dzieje się w samolocie ze Stanów Zjednoczonych do Anglii, gdzie jeden z dwóch bohaterów z zaskoczeniem zauważa, że jest jedynym mężczyzną na pokładzie. Po chwili jego sąsiadka z fotela obok uświadamia go, że wszystkie panie lecą do kliniki aborcyjnej - trzydniowy pobyt, badania, zabieg i zwiedzanie miejsca urodzenia Szekspira. Dla polskiego czytelnika w roku 1992 scena śmieszna i absurdalna. W powieści 2015 taka scena może się na prawdę znaleźć i zostać odebrana jako folder reklamowy.

 

Punkt za każdego czytelnika, który myślał, że będzie to wpis o jakimś okropnym doświadczeniu ;)

Tagi: książki
18:50, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
Tagi