To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: życie

piątek, 20 lipca 2018
Wykurzyć Stefana

Na zakończenie tygodnia anegdotka.

Wiertka boi się pająków i ostatnio to się pogłębiło. Efekt był taki, że gdy na wyjeździe zobaczyła w łazience, nad muszlą klozetową pająka, to chciała iść zrobić siku do jakiegoś baru. Pająk był pod sufitem, ale na wysokości toalety. Malutki, ale grubiutki i czarny. Młoda wykorzystała w końcu prysznic, który ja umyłam  i wypłukałam.

Gdy ona wróciła do pokoju, ja wzięłam szczotkę na długim kiju. Nazwałam pająka Stefanem i mówiąc do niego po imieniu trąciłam delikatnie ze dwa razy. Tak powiedziałam kilka zdań dla zapoznania się wstępnego. A Wiertka śmiała się z pokoju. Krzywdy mu nie chciałam robić, bo szkoda mi takich stworzeń. Wierzę, że ludzie i pająki mogą wspólnie egzystować, jeśli tylko jednego i drugiego nie jest za dużo ;)

Następnego ranka Stefana już nie było. A Wiertka opowiadała, że zanudziłam Stefana tak, że aż musiał się wynieść.

19:41, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 lipca 2018
Po urlopie

Zjechałam z urlopu i boję się sprawdzić stan konta bankowego :)

Choć już to konto sprawdziłam. I wyszłam z bajkowego świata, gdzie wszystko bywa możliwe i wróciłam do starego życia, gdy trzeba grosik do grosika.

Niedługo opiszę co i jak na tym wypoczynku. Jedno mogę stwierdzić - planowałam, że będę swoje stare, niepublikowane teksty poprawiać, redagować, cyzelować, dopieszczać. By móc je wrzucać na literackiego bloga. I nie miałam na to ani minuty czasu. Za to dostałam komplement od dziecka - bo przez cały czas wakacyjny czuło, że jestem tylko dla niej.

A teraz pranie, zdejmowanie kurzu z mieszkania, pogadanie ze świnką morską, aklimatyzacja w pracy.

Tak więc jestem, ale jakby nie do końca :)

21:29, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 czerwca 2018
Lato, lato, lato czeka

Jutro wyjeżdżamy z Wiertką nad jezioro, a potem nad morze. W dwa weekendy i jeden tydzień upchniemy dwie podróże :) Wpisów raczej nie będzie. Postaram się odezwać po 9 tym lipca :) W ostatnich czasach byłam w bezustannym biegu - z domu wyjście średnio o 8:00, powrót koło 20:00. Chciałabym tylko leżeć i nic nie robić, albo spacerować w fajne miejsca :)

21:15, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 czerwca 2018
Letnio o intymności

Po raz pierwszy nie było mnie na zakończeniu roku szkolnego dziecka. Spytałam się Wiertki, czy chciałaby by był z nią tata i bardzo się ucieszyła. Ja mam jeden dzień urlopu w zanadrzu. A może trochę szkoda, bo dostałam dyplom "dyrekcji, wychowawczyni i Rady Rodziców" dla rodzica zaangażowanego w życie klasy. Coś w tym stylu. Zrobiło mi się niesamowicie miło, że ktoś zauważył i docenił, że starałam się jakoś pokazać jako dobry rodzic.

Chciałam nawet zdjęcie tego dyplomu wrzucić do sieci, by się pochwalić. Pomyślałam jednak, że niektórzy rodzice też dostali, a tak się nie chwalą. Wynikła też sprawa z Wiertką, która nie chciała bym to zrobiła. Zawahałam się, nawet wrzuciłam dwa razy i dwa razy po chwili skasowałam. Nie ma po co. A moje dziecko robi się wyczulone na pewne rzeczy.

Gdy dwa tygodnie temu zmarł Edek i napisałam to FB, moja córka była oburzona. Popłakała się i chciała bym to usunęła. Jak mogłam zrobić coś takiego. Dla niej sieć jest po to by się chwalić, zbierać pochwały, głosy uznania. A nie powinno się chwalić śmiercią zwierzątka. Mogę sobie myśleć, co chcę, ale chyba moje dziecko ma jeszcze jakieś granice intymności i dzielenia się ze światem.

A te dyplom pochwalny też jest na swój sposób z nią powiązany. Muszę zacząć uważać, na to jak pokazuję pewne rzeczy. To też przykład dla niej.

Ta deszczowa pogoda, końcówka cyklu sprawiają, że przez ostatnie dwa dni snuję się jak w śpiączce.

czwartek, 21 czerwca 2018
Przesilenie letnie

Będzie krótko :)

Dwa razy do roku jest mi ciężej. Odnoszę wrażenie, jakby klocki tetris spadały mi na głowę i ramiona. I to coraz szybciej. Tylko, że w okresie przesilenia letniego dzieje się to w oślepiającym słońcu. W okresie przesilenia zimowego - w przytłaczających ciemnościach.

Ostatnie dni to bieganie w różne miejsca, przed pracą, po pracy, spotykanie się z miłymi ludźmi (nie dało się tych spraw odłożyć), ale jednak na resztkach sił, stresowanie się, zapominanie o różnych rzeczach, gubienie. 

Dziś dzień NieMatki - sama w domu, w ciszy, spokoju. A przede mną najkrótsza noc w roku. Tylko moja.

Tagi: życie
20:38, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 czerwca 2018
Szary poniedziałek

Najpierw poniedziałek był szary od doświadczeń. Potem zasnuł je szary pył upały. Aż przyszły szare deszczowe chmury. Jeden kolor, a tyle odcieni. Każdy daje inną emocję.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od soboty. Weekend był urodzinowy. Sobota pod Warszawą na przyjęciu urodzinowym bratanicy. W niedzielę pojechałyśmy daleko za miasto na podobne przyjęcie przyjaciółki Wiertki - na działkę jej rodziny. Tam już spędziłyśmy dokładnie cały dzień. Ona bawiła się z dziećmi, ja kultywowałam stosunki towarzyskie z przybyłymi gośćmi w dorosłej kategorii wiekowej. Niby nic, siedzisz, zajadasz grilla, pijesz soki, coś tam pogadasz. A mimo wszystko, dla introwertyka jest to wyczerpujące. Szczególnie jeśli trwa cały dzień. Przeszliśmy się na spacer, nad rzekę i tam dzieciaki skoczyły do wody. Na szczęście, są jeszcze w tym wieku, kiedy zrzucenie ubrania nie powoduje posądzenia o sodomę i gomorę. W pięknych okolicznościach przyrody, czyli roztapiającym upale, brodziłam po rzecze i patrzyłam, czy się nie potopią. Potem dzieciaki pognały do domu, z szczątkowym ubraniach pożyczonych przez gospodynię. Zażartowałam, że to nic złego, że na 9 tych urodzinach biegają bez majtek, gorzej jak będą tak biegać na 19 tych :) Ogólnie, przyjęcie było fajne - dzieci robiły sobie tatuaże, rysunki, bransoletki. Ciocia jubilatki świetnie się nimi zajęła.

Do domu wróciłyśmy przed 22:00.

W efekcie, w poniedziałek ciężko mi było mówić o byciu wypoczętą fizycznie.

Odprowadziłam dziecko do szkoły i zaczęłam biegać z dokumentami rejestracyjnymi do Lata w Mieście. I tu wykazałam się niefrasobliwością, którą to ściągnęłam na siebie kłopoty. Myślałam, że zostawię formularz, wezmę numer konta i w najbliższym czasie puszczę przelew. Bo chwilowo mam trudności z płynnością finansową. Tak robiłam w poprzednich latach. A w tym roku wszystko załatwia się przez system. A system jest święty. Nie wykluczone, że najsłabszym ogniwem tego doskonałego systemu będą wypoczywające dzieci. Bez potwierdzenia opłaty za posiłki nie chcieli mi przyjąć karty i potwierdzić w Systemie, że dziecko uczestniczy w wypoczynku. A ostateczny termin zaksięgowania wpłat upływał dziś o 15:00. Z pierwszej szkoły wybiegłam, dopadłam bankomatu i zapłaciłam gotówką. W drugiej szkole, naburmuszony pan odrzekł, że przyjmuje tylko przelewy, a numeru konta mi nie poda, bo nie pamięta. A ja już nie miałam absolutnie nic na koncie, z czego mogłabym zrobić przelew. Ale miałam gotówkę w portfelu. Wpadłam jeszcze do poradni, gdzie okazało się, że pani doktor napisała opinię o moim dziecku, ale nie przystawiła pieczątki, więc będę musiała wracać tam jeszcze. Nie wiem kiedy, bo czynni są wtedy gdy ja pracuję. W ogóle w tym tygodniu, co chwila muszę gdzieś biegać w sprawach dziecka. Poczułam się jakbym odbijała się od ściany, a potem zaraz od kolejnej ściany. Jakby tego wszystkiego było już za dużo, zwaliło się na głowę.

W pracy też zobaczyłam awarię, którą musiałam jakoś posprzątać. I coś we mnie pękło. Puściły mi emocje. I tutaj, muszę przyznać, że moi towarzysze z działu wykazali się taktem, współczuciem i pomocą. Jedna koleżanka puściła mi przelew za Lato w Mieście, druga pomogła naprawić awarię. Trochę chodzili obok mnie jak koło jajka.

Do wieczora ochłonęłam. A z bankiem załatwiłam wsparcie finansowe do najbliższego dużego przelewu. I przyznam, że to poprawiło mi nastrój o 100%. Gdy kolebię się finansowo, wtedy jestem w fatalnym nastroju.

Tagi: życie
21:08, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 czerwca 2018
Literacko

Zrobiłam w tym tygodniu spory krok. Choć jakiś czas temu zarzekałam się, że nigdy nie wezmę długopisu do ręki, nigdy nic nie napiszę, zasypię popiołem, zakopię w kupie gnoju, by nikt sobie nie przypomniał. Niestety, to jakaś nerwica natręctw, bo i tak wraca. Człowiek chce pisać, choć nie jest to idealne, nie jest takie jak piszą inni. I znowu to robi.

Tym razem poszłam dalej i - jak tu nawet chyba wspominałam - wiosną założyłam bloga i FP na facebooku. I tak sobie cicho trzymałam te dwa miejsca. A to zdjęcie wybrałam, a to opis, a to coś wrzuciłam. Specjalnie, by miejsce jakoś już wyglądało, gdy zdecyduję się zaprosić do niego ludzi. A potem wybierałam odpowiedni moment - dzień, godzinę. Miesiąc to zajęło, bo zawsze dwa dni później łąka była bardziej zielona.

I wreszcie zaprosiłam moich wszystkich znajomych na FP, a kto chce to sobie stamtąd wchodzi na bloga literackiego (nie tego). Polubiło więcej osób niż się spodziewałam. Jestem wdzięczna tym, którzy lajkują wpisy z linkami do treści literackich, bo wtedy idzie to dalej. Już nawet dwie zupełnie nowe osoby zobaczyłam.

Oczywiście, następnego dnia zaczęłam żałować, bo jak się samemu patrzy w czterech ścianach na własną twórczość, to wydaje się głęboka. A jak się zaczyna patrzeć oczyma innych, to wstyd ogarnia. Są twórcy którzy się tym nie przejmują jakoś. Albo przejmują. Pisałam tu kiedyś, że byłam na spotkaniu autorskim pewnej autorki kryminałów i ona wyznała, że ciągle żyje w strachu, że ktoś jej powie, że to co pisze, jest beznadziejne i nie ma prawa mienić się pisarką.

Są i trudności. Nie rozgryzłam jeszcze, jak zapraszać na FP osoby, których w znajomych nie mam. Jak zapraszać do plubienia FP osobę, która polubiła post - dostaję od facebooka info, że powinnam to zrobić, ale nie wiem w co klikać. Bo w co nie kliknę, to mam info, za ile $ mogę sobie popromować FP. Muszę dopytać znajomych, którzy takie strony sami prowadzą.

Na razie mam zapas tekstów do wrzucenia - tych, które kiedyś się ukazały i z założenia nie zamierzam już w nie ingerować i inną część takich, które mogę jeszcze wycyzelować, podredagować.

Na FB można mnie znaleźć pod "Ballada o zakręcie życiowym, który zamienił się w rondo".

czwartek, 24 maja 2018
Dzień szaleństwa

Wczorajszy dzień mam siłę opisywać dopiero teraz. Był, że skorzystam z cytatu koleżanki, jak oddzielny krąg piekła :)

W pracy dużo pracy, taka fala przed wprowadzeniem RODO - mówiłam sobie, że pójdę do toalety, jak tylko skończę, to co robię, a zaraz wpadało następne z priorytetem na już :) Ale taką sobie pracę wybrałam. 

Przy okazji kurier przywiózł mi prezent nie-komunijno-imieninowo-dzień dzieckowy dla córki. Wielkie pudło - pół metra x pół metra x 30 cm. Wracam sobie już rozluźniona do domu - na tyle, na ile pozwala trzymania w ramionach wielkiego pudła, po 18:00 (bo tego dnia zmiana do 18:00), dziecko czeka na mnie w domu, bo ma już pozwolenie na powrót o 17:00, i tak na razie przyprowadza ją sąsiadka. Smsuję z kolegą z pracy o nawale obowiązków i że następny dzień nie będzie lepszy. Nie będzie lepszy, bo mam badania medycyny pracy rano, dotrę do biura w południe i on będzie musiał załatwiać moje rzeczy. A tak - mam przedłużenie umowy o pracę :) I nagle dociera do mnie - nie wzięłam z pracy skierowania na badania! Przeszukuję torebkę. Nie ma tam. Musiałam zostawić w korytku, na biurku. A jestem już w swojej dzielnicy, przejechałam pół miasta, za mną prawie godzina podróży.

Moją wadą jest to, że myślę za szybko, nie potrafię czekać i muszę natychmiast działać. A jak życie pokazuje, czasem trzeba spokojnie pomyśleć. Wszystkie siły związane z logicznym myśleniem wykorzystuję w pracy, a po pracy zachowuję się jak blondynka. Wysiadłam z autobusu i wsiadłam w powrotny. Na szczęście, w mojej pracy jest dział pracujący do 20:00. Biuro było jeszcze otwarte. Przetrząsnęłam biurko. Nie ma... Gdzie ja to zostawiłam??? Dodam tylko, że cały czas dźwigałam wielkie pudło z drogim prezentem.

Dopiero, jadąc ponownie do domu, poszłam po rozum do głowy. Zadzwoniłam na infolinię centrum medycznego. Ustaliłam, że rano wystawią mi w pracy nowe skierowanie, ktoś mi je zeskanuje i wyśle do nich mailem. Potrzebowałam ponad godziny jazdy autobusami by wpaść na na tak banalne rozwiązanie...

Skierowanie leżało w kuchni na blacie... Wyjęłam je razem z pismem z administracji...

Nie koniec. Musiałam kupić Wiertce kilka rzeczy na plastykę, na lekcje. Następnego dnia miała rysować autoportret i jeszcze potrzebowała lusterka. Nie chciałam, by kolejny raz była tym dzieckiem, które nic nie ma. Wpadła szybko do supermarketu i zrobiłam zakupy. Oczywiście, wszystko z wielki, drogim pudłem w rękach.

Do domu dotarłam o 20:40... Spocona, zmęczona, pełna przeprosin. Wiertka ma wiele wad, ale nie myśli za dużo, ogląda bajki i tylko spytała się, gdzie ja się tyle czasu podziewałam.

Zobaczyła jednak prezent i wpadła w zachwyt. O prezencie będzie oddzielny wpis.

Zjadłam coś szybko, wzięłam prysznic i dołączyłam do dziecka układającego zabawkę. Nie miałam serca ją gonić do łóżka. Układałyśmy do 23:00.

Tagi: praca życie
19:46, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 maja 2018
To ja jestem drogą, cz. 2

Odnalazłam drugie zdjęcie z motywem drogi. Autorstwa Erica Johanssona. Równie ciekawe :)

I wszystkie jego zdjęcia są przepiękne :)

 

Tagi: życie
18:54, bezcielesna
Link Komentarze (2) »
środa, 02 maja 2018
To ja jestem drogą

Ostatnio przypomniał mi się te obrazek. Autorem jest Eric Johansson. Idealnie oddaje kliamt tego bloga :) Aż żałuję, że nie mogę go wykorzystać :)

 

 

Tagi: życie
19:19, bezcielesna
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
Tagi