To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: sprawiedliwość

niedziela, 19 kwietnia 2015
Prawo Agaty kontra polska rzeczywistość

Obiecałam spisać wrażenia po czwartkowej debacie Uniwersytetu Otwartego. Tytuł był chwytliwy: "Prawo Agaty kontra Ally McBeal, czyli wymiar sprawiedliwości po polsku". Wśród zaproszony do wypowiedzi osób była także Agnieszka Dygant, aktorka grająca postać adwokatki, więc istniało ryzyko, że przybędą tłumy. Na stronie wydarzenia poproszono o wcześniejsze zajmowanie miejsc. Wybrałam się do Starego BUWu, odbywając podróż sentymentalną w dawne czasy studenckie. Byłam pół godziny przed debatą. Zajęłam jedno z pojedynczych ostatnich wolnych miejsc. Debata była transmitowana w dwóch innych salach, ale to nie to samo, co na żywo.

Wśród osób zaproszonych była dawna minister sprawiedliwości i sędzia Barbara Piwnik, Agnieszka Dygant, były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, specjalista w zakresie kryminalistyki i prawa amerykańskiego prof. Piotr Girdwoyń, adwokat Jacek Kondracki (broniący m.in. dawnych członków gangu pruszkowskiego) oraz dziennikarz Jarosław Gugała.

Najtrudniejszą rolę miała Dygant, bo tak na prawdę jako jedyna miała luźny kontakt z tematem, ale z uśmiechem postulowała, by dawać ludziom tak wymarzoną przez nich wizję adwokata ciepłego, przejmującego się z ludzką twarzą. Śpieszyła się do pracy, wyszła więc wcześniej.

Zaś kwiat polskiego wymiaru sprawiedliwości dzielił się z salą swoimi przemyśleniami na temat polskiego systemu sądowniczego. Szczerzy byli do bólu. Ćwiąkalski przyznał, że polskie prawo jest niechlujne, źle przygotowane. Dopiero teraz dotarło do mnie - może jestem blondynką, że sędziowie, adwokaci, prokuratorzy nie tworzą prawa, ani przepisów. Rocznie powstaje 30 tysięcy stron (słownie: trzydzieści tysięcy stron) nowelizacji do istniejących przepisów. Obłęd, ale być może ktoś ma poczucie sensu istnienia swojego stanowiska. Skoro trzeba nowelizować i nowelizować. Był rok, gdy 1-go stycznia pojawił się poprawiony artykuł kodeksu, by 2-go stycznia tego samego roku (w dwadzieścia cztery godziny później) pojawiła się nowa poprawka tego samego artykułu. Taka sama poprawka. Może tam też trzeba robić budżety?

A rocznie do sądu wpływa 13 milionów spraw (słownie: trzynaście milinów). Polacy kochają procesy.

Najsmaczniejszą częścią debaty były momenty, gdy paneliści przeszli do dylematu serial kontra rzeczywistość. Bo dziś ludzie mają obraz sądownictwa polskiego, jak z serialu. A nawet polskie seriale nie trzymają się realiów. Okazało się na przykład, że w "Prawie Agaty" obrona i prokurator siedzą odwrotnie niż na prawdę. Odwrotnie, tak jak w sądzie, ale amerykańskim. A to było najdrobniejsze uchybienie :)

Mecenas Kondracki przyznał, że dziś ludzie przychodzą do adwokata przekonani, że pracuje on jak bohaterowie serialu, czyli ma całe dzień by latać po mieście i szukać dowodów, nowych tropów. Dodatkowo przytuli, pogłaszcze. A jak prowadzi się kilkadziesiąt spraw miesięcznie, to jest to fizycznie niemożliwe. A sędzie Piwnik sama miała kiedyś sytuacje, gdy oskarżony chciał już teraz, natychmiast powołać na świadka kogoś kto siedział na sali, bo ta osoba zaraz powie coś, co wyjaśni sprawę. Czyli tak jak w serialu. A niestety procedury powoływania świadka są dłuższe i bardziej zawiłe.

Sędzia Piwnik zwróciła uwagę, że kiedyś ludzie chodzili na procesy - z ciekawości, wścibstwa, dla wsparcia. Jednak z tej obserwacji uczyli się, jak na prawdę te procesy wyglądają. Dziś ludzie oglądają seriale i jakie dokumenty także nie mające nic wspólnego z realiami. Gorzej, na procesy nie chadzają już także studenci prawa... W dodatku, drugi postulat Piwnik, już od lat dziecięcych, w szkole potrzebna jest edukacja - nauka życia w demokratycznym państwie prawa. Dorośli ludzie gubią się w tym, do czego mają prawo, do czego nie. Trochę taka rolę pełni Wiedza o Społeczeństwie. Podręcznik jest jednak pisany ciężkim językiem, bez przykładów - sama niedawno tłumaczyłam nastoletniej córce przyjaciółki różnicę pomiędzy prawe karnym, cywilnym i administracyjnym. Miała definicje, ale nie mogła tego ogarnąć. Nie dziwię się. Sama bym nie zrozumiała.

Na media nie ma co liczyć, bo sam redaktor Gugała przyznał, że dziś na procesy wysyła się stażystów (bo media stażystami stoją), którzy zaraz biegną dokumentować kolejne wydarzenie. Nie ma już specjalistów od opisywania procesów. Wspominała też o tym Katarzyna Bonda (zajmowała się tym przed laty) - dziś w sądach nie ma już dziennikarzy, którzy żyją tylko z opisywania co ciekawszych rozpraw. Media nie stać na nich.

Agnieszka Dygant, zanim wyszła, wspominała, że starała się trochę odkryształowić swoją postać. Żeby ta Agata nie była taka zawsze dobrze przygotowana, żeby czasem popełniła jakiś błąd. Na fali tej uwagi, poszły porozumiewawcze uśmiechy wśród reszty panelistów. To bardziej rzeczywistość niż postulat. Skoro anegdoty padły w miejscu publicznym, to także tu je opiszę, choć o polskiej palestrze świadczy to tak sobie. Sytuacja, gdy adwokat nie wie, "czy broni, czy oskarża" nie jest rzadka. Sędzia Piwnik prowadziła jednego dnia dwie sprawy. Zobaczyła wchodzącego na salę adwokata broniącego w sprawie następnej. Wyjaśniła mu z uśmiechem, że to nie ta. Albo widzi, że adwokat wchodzi na salę, przygląda się siedzącym na ławce oskarżonych, grzebie w papierach i próbuje szybko ustalić, którego z nich ma bronić.

Profesor Girdwoyń opowiedział historię kolegi, który w zastępstwie pojawił się jako prokurator na sprawie nie znając kompletnie akt. Miał zeznawać świadek koronny. Okazało się, że świadek nie ma nic do dodania, sędzia kazała to zaprotokółować  i ów kolega uświadomił sobie, że właśnie kończy się proces i będzie musiał wygłosić mowę końcową. Rzucił jeszcze  okiem w akta by porównać liczbę siedzących na ławce oskarżonych z listą w aktach, bo może coś tu wynajdzie. Została wyznaczona nowa data rozprawy z jakiegoś innego powodu, ale było blisko. Z historii mojej koleżanki prokurator wynika, że to też nie jest rzadkie i do mowy końcowej dochodzi. Na obronę dodam tylko, że prokuratorzy mają miesięcznie kilkadziesiąt spraw. Przygotowanie do jednej do wiele godzin, czasem dni i nie da się ogarnąć wszystkiego, doby nie starczy. Kogo to obchodzi? W dodatku jeden prokurator nie prowadzi sprawy do końca, są one przekazywane. Czasem przed rozprawą trzeba przeczytać akta i rozszyfrować notatki, uwagi poprzedników.

Rozpisałam się, a pretekstem do tej debaty są zmiany w prowadzeniu rozprawy, jakie wejdą w życie od lipca. O tym także było mówione, ale temu poświęcę jakiś oddzielny wpis. Bo w świecie, gdzie mamy przeładowanych pracą prokuratorów i zaganianych adwokatów ostatnią ostoją zdrowego rozsądku na sali bywa sędzia. A zmiany pozwolą, by sędzia mógł sobie od tego odpocząć.

Tagi