To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: Muzeum Woli

czwartek, 07 sierpnia 2014
Dobra przypowiastka o złym człowieku

Nie pamiętam niestety tytułu, ale jest takie króciutkie opowiadanie Marka Twaina o chłopczyku bardzo niegrzecznym, któremu złe uczynki uchodziły na sucho. Wyrósł na niesfornego ucznia, któremu uchodziły psikusy, kłamstwa, wykręty. Następnie wyrósł na mężczyznę, który unikał kary za oszustwa, krętactwa. A wręcz przeciwnie zawsze był poważany i zmarł w uznaniu za swoje zasługi. Opowiastka fajna, bo przewrotna. W poprzek chrześcijańskiemu przekonaniu, że zło uczynione musi być ukarane. Jest tysiące ludzkich przykładów, że tak nie bywa.

Przypomniałam to sobie na wczorajszym wykładzie w Domu Spotkań z Historią. Było o powojennych losach generała SS Heinza Reinefartha. Zwany był katem Warszawy. To on nadzorował "rzeź Woli" - to co wydarzyło się pomiędzy 5 a 7 sierpnia 1944 roku, wymordowanie kilku-kilkunastu tysięcy ludności cywilnej, mężczyzn, kobiet, dzieci. Metodycznie i skrupulatnie rozstrzelani.

Po wojnie udało mu się z sukcesem poddać denazyfikacji, został burmistrzem na wyspie Sylt, deputowanym do niemieckiego Landtagu, osobą szanowaną. W latach 60-tych były próby postawienia go przed sądem za zbrodnie wojenne, prokuratura zbierała dowody. Niestety, z punktu widzenia prawa nie było to takie proste i dochodzenie po kilku latach umorzono. To z tego dochodzenia pochodzą zeznania świadków mówiące, że Reinefarth martwił się, że mu amunicji na wszystkich mieszkańców nie starczy. Albo krótka wymiana zdań:

- Czy kazano strzelać do ludności cywilnej?

- Powstańcy rekrutowali się wśród ludności cywilnej. Strzelać trzeba było do wszystkich.

Czy to nie przypomina sytuacji na Bliskim Wschodzie, gdzie buntownikiem nie jest już dorosły mężczyzna, ale obawiać się trzeba dzieci i kobiet? Gdzie zaciera się linia pomiędzy powstańcem, a ludnością cywilną? W oczach przeciwnej strony, oczywiście. Przejaskrawiam.

Kariera polityczna Reinefartha została skończona, ale dożył on 76 lat raczej w szczęśliwym położeniu. Zmarł przekonany, że został potraktowany niesprawiedliwie, bo przecież nie pchał się sam do Warszawy, wykonywał tylko rozkazy Himmlera.

Wykonywał tylko rozkazy. Tak samo tłumaczył się Eichmann, który był tylko "księgowym" wysyłającym liczby do obozów zagłady. To Hannah Arendt nazwała kiedyś "banalnością zła", gdy ludzie odpowiedzialni za mordy wojenne nie są wcale psychopatami, tylko wykonują rozkazy. Rzetelnie i sumiennie robią, co im się każe. Dlaczego to robią? Jedno z wyjaśnień dał Theodor Adorno i jego "szkoła frankfurcka". Już na początku lat 30tych przewidział zwycięstwo Hitlera, po tym jak zbadał psychikę Niemców. Pruska pedagogika przełomu XIX i XX wieku, surowa i zimna, wydała pokolenie ślepo ufające autorytetom-ojcom, pragnące podporządkować się nadrzędnej sile. Nie nauczono ich kwestionować, sprzeciwiać się. Oczywiście, to spore uproszczenie tej teorii. Po wojnie Zimbardo i Milgram w swoich eksperymentach udowodnili, że katem może być absolutnie każdy.

Do historii Reinefartha wrócił po latach szwajcarski historyk Philipp Mati, który napisał książkę - "Der Fall Reinefarth" - o powojennych próbach doprowadzenia do procesu, ponownie rozniecił dyskusję na tym tematem. To on właśnie miał wczorajszy wykład w DSH. Wykład tłumaczony był symultanicznie z niemieckiego, więc nie wszystko dokładnie zapamiętałam. Tłumaczy było dwoje, zmieniali się co kwadrans. Jedna osoba radziła sobie dobrze, mówiła płynnie. Druga się zawieszała, plątała, wrzucała "eeee" i efekt był taki, że nie łapałam o co chodzi w jej części tłumaczenia. Wiem, tłumaczenie symultaniczne jest cholernie trudne.

Żałuję tylko, że organizatorzy nie przewidzieli więcej czasu na pytania, dyskusję. Spotkanie zakończono po dwóch pytaniach, a na sali było więcej osób chętnych podzielić się swoimi wrażeniami.

Do 12-go grudnia, w Muzeum Woli, można oglądać wystawę poświęconą masowym zbrodniom, które się tam wydarzyły 70 lat temu oraz powojennym próbom wzniecenia procesu - "Reinefarth w Warszawie, Dowody zbrodni". Temat dla mnie za mocny.

I jako mało istotny drobiazg dorzucę, że dr Mati był cholernie przystojny i milutki :) Chyba za długo jestem sama :)

Tagi