To historia o tym, że można zostać bez faceta, pracy, perspektyw, pieniędzy, za to z dzieckiem. To historia o tym, że potem można nie zrobić kariery, nie realizować pasji, ani nie spotkać mężczyzny swojego życia. To historia o tym, że powyższe nie dadzą ani frustracji, ani zadowolenia życiowego. To historia o tym, że można żyć wbrew schematom, które narzuca samotnej kobiecie kultura popularna. Czyli zwyczajnie.

Wpisy z tagiem: sny

niedziela, 03 września 2017
Sennik

Kiedyś śniłam co noc. Czasem dwa sny jednej nocy. Odkąd urodziłam dziecko, moje sny są białe. Nie pamiętam nic. Podobno każda faza REM to marzenia senne, a człowiek w ciągu jednej nocy ma 4-5 takich faz, czyli tak na prawdę każdy z nas zawsze ma minimum cztery sny na dzień. Tak jakoś jest, że jedni je potrafią zatrzymać, inni nie. Bardzo lubiłam zapamiętywać sny i je zapisywać. Choć czytane po jakimś czasie nie robiły żadnego wrażenia. Nawet nużyły. Jest coś jednak ważnego w tym, że chce się je zapamiętywać na zawsze.

I dziś była taka, bardzo rzadka od lat, noc, gdy zapamiętałam swój sen.

Byłam na jakiejś pływalni. Bardziej komuś do towarzystwa. Siedziałam na brzegu. W końcu się znudziłam i postanowiłam wejść do basenu. Nie potrafię pływać, boję się wody i planowałam tylko się popluskać trzymając poręczy. A okazało się, że pływam. Było to pływanie żabką, taką pokraczną, w ataku epilepsji. Pomimo to utrzymywałam się na wodzie (na jawie uważam, że jest to absolutnie wbrew prawom fizyki i logiki), poruszałam do przodu i nie szłam na dno. Przepłynęłam tak dwie długości basenu. Ktoś chyba prowadzący zajęcia powiedział, że mi tego nie zaliczy, ale olałam go.

Potem byłam u jakiejś lekarki, która obejrzała mój kręgosłup i wypisała skierowanie do szpitala na operację, bo uznała, że jest on fatalny. A ja się czułam świetnie, nic mnie nie bolało. W szpitalu, w rejestracji, plotkowali o ludziach zamiast ich zapisywać, więc chyba wyszłam.

Gdy się przebudziłam, wysuwając się ze snu, Wiertka budząc się też chciała mi opowiedzieć swój sen.

Podoba mi się ten motyw pływania. Jak motyw z lataniem jest o poczuciu kontroli i życiu bez jest obręczy.

Tagi: sny
19:41, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
środa, 10 maja 2017
Sennik matki / sennik córki

Noc pierwsza.

Mój sen - mieszkam w jakimś domu z innymi kobietami, jest wojna, my jesteśmy w ruchu oporu. Jesteśmy na piętrze, a do budynku wszedł z bronią ktoś, kto chce nas zabić. One zeszły po schodach, by go złapać. Ja stoję w pokoju, w ciszy i nagle wyczuwam, że ta osoba jest na piętrze, za ścianą, na korytarzu, z wyciągniętą bronią. Ta kobieta lada moment może usłyszeć mój oddech, znaleźć i zastrzelić. Chyba, że ja zastrzelę ją. A może to jedna z moich współlokatorek? Nie pamiętam jak wyglądają. Strzelić do niej? Też mam w dłoni broń. Budzę się ze strachem, z uczuciem, że brakuje mi sekundy do śmierci.

Wiertki sen - jest jedną z uczennic Straszyceum Monster High (rodzice dziewczynek zapewne wiedzą doskonale o co chodzi, to taka szkoła dla upiorów). Ma ogon syreny. Bawi się dobrze, bo lubi te dziewczyny. Budzi się klaszcząc.

 

Noc druga.

Mój sen - ocknęłam się. Pod oknem, pod kaloryferem jest wąska dziura. Ktoś tam się wślizgnął i kazał mi iść za sobą. Usiadłam na łóżku, przyglądam się tej dziurze, trzeba będzie za chwilę wstać z łóżka, ale boję się tej podróży w głąb nieznanego. Jednak chce mi się tak bardzo spać, że kładę się z powrotem.

Wiertki sen - jest na scenie i występuje przed dużą publicznością.

 

Może będę jeszcze wrzucać opisy snów, bo czasami mogą być ciekawe. Te przypadki były o tyle interesujące, że sny były jednoczesne. Gdy się zastanowię, to nie mogę sobie przypomnieć snu radosnego, lekkiego, zabawnego, kojącego. One zawsze mnie co najmniej budzą z lękiem. A moja córka śni rzeczy dobre. Czasami przed snem myśli, co chciałaby przyśnić i udaje jej się to przywołać.

19:21, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 października 2016
Rozpływając w szarości

Miałam za sobą jeden tydzień pracy po dziewięć godzin w stresie, wyjazdowy weekend, potem tydzień pracy po dziewięć godzin w stresie. W sobotę, wysyłając dziecko do ojca, znowu miałam wyblakłe oczy i brak sił. Całą sobotę przeleżałam w łóżku. Miałam nadzieję, że w niedzielę poczuję powrót energii po wypoczynku. Odrobinę dziś posprzątałam i... wróciłam do łóżka spać. Miałam iść do kina, by odstresować się i pośmiać. Nie dałam rady wyjść z domu. Tylko po dziecko.

Tyle tu pisałam o moich aktywnościach, wyjściach, że mam nadzieję, że nie wyjdę a totalnego lenia, tylko osobę ogromnie przemęczoną. W dodatku rozpoczął mi się nowy cykl. Nie boli mnie wtedy brzuch, ani głowa, ale często jestem pozbawiona energii. Przypomniałam też sobie, że w piątek Wiertka miała rotawirusa. Była senna, rozbita, z podwyższoną temperaturą, raz wymiotowała. W sobotę rano czuła się już w miarę dobrze i pojechała do taty odpoczywać. Może ja też miałam jakąś lekką infekcję wirusową?

W tym wszystkim, w czasie niedzielnej drzemki, miałam smutny sen. Jechałyśmy z Wiertką pociągiem do rodzinnej wsi mojej babci i mojej mamy. Podróż była dziwna, bo miałyśmy jechać do stacji końcowej, potem wrócić się dwie, trzy stacje i po wyjściu podjechać autobusem do tej wsi. Jakbyśmy od razu nie mogły wysiąść na tej odpowiedniej. Pociąg stanął na tej stacji przesiadkowej. Wiertka wyszła na peron, ja za nią by ją zabrać i wtedy pociąg odjechał z naszymi bagażami. Wiedziałam, że teraz wysiadła też moja mama, by pojechać autobusem. Pobiegłam do tego autobusu, by jej powiedzieć o naszych bagażach. Stała w kolejce do wejścia, złapała w jedno ucho, to co niej powiedziałam, wsiadła i pojechała sobie ignorując mnie. Rozpłakałam się, gdy tak mnie zostawiła, opuściła. Jednak zaraz wróciłam na stację. Zbliżał się wieczór. Wcześniej myślałam, że następnym pociągiem dogonię ten poprzedni i odzyskam bagaże. Teraz obliczyła, że gdy dojedziemy do stacji końcowej, wrócimy się tutaj, to nie będzie już żadnego autobusu. Musimy gdzieś przenocować. Potem, jak to bywa w snach, reguły czasu, miejsca i akcji zostały zaburzone. Kogoś poznałam, z kimś rozmawiałam, przygotowywałam miejsce do spania.

Po przebudzeniu, pomyślałam o jednym - jechałam z córką tam, gdzie jechała moja mama. I to mnie zaniepokoiło. Pomyślałam o teorii Hellingera i członkach rodziny "podążających" za zmarłym, czyli idącym ku śmierci. Ludziom zmarli się śnią, gdy ma zdarzyć się coś niedobrego, ostrzegają ich. Moja mama w tym śnie odjechała sobie ode mnie. 

Jechałam potem po dziecko rozbita. Jakbym się do końca nie obudziła. Miałam wrażenie, że zaraz znowu czas, akcja i miejsce się rozjadą.

W powietrzu pachnie listopadem.

Wracam do łóżka.

Tagi: sny weekend
21:07, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
środa, 18 maja 2016
Lunatyczka

Codziennie ktoś wchodzi na mojego bloga po haśle "seks+z+psem". Odpowiednie tagowanie to potęga. Nawet KOD może to zapamiętać.

W niedzielę Wiertka obudziła się i od razu chciała opowiedzieć mi swoje sny. Śniło jej się, że wskoczyła na łódkę, pływała nią po wodzie, dookoła były na łódkach inne dzieci z jej klasy. Bała się tej wody. A potem łódki zaczęły płynąć w kółko. Dopytałam się, jak duża była ta łódka - wielkości plastikowych sanek, czyli taka dość mała łezka. Moje dziecko miało swój symboliczny sen :) Może o systemie edukacji, może o akceptacji w grupie. 

A potem śniła o dwóch dinozaurach, które były wodzie, która wyglądała jak zupa pomidorowa.

I teraz się zastanawiam. Może to pierwszy sen był po prostu o wodzie, a drugi symboliczny ;)

Za to w poniedziałek późnym wieczorem przestraszyła mnie. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu chciała zasnąć w swoim łóżku. W jakieś dwie, trzy godziny potem leżałam u siebie, gdy Wiertka weszła. Jak to zwykle ona po przebudzeniu, z brodą przyklejoną do klatki piersiowej. Niczym małe zombie :) Myślałam, że przyszła się położyć u mnie. Posiedziała chwilę, postękała, zerwała się i wyszła z pokoju. Cały czas miała otworzone oczy. Poczekałam chwilę, ale nie wracała. Myślałam, że poszła do łazienki. Znalazłam ją... w kuchni, siedzącą na krześle, przy otworzonych, rozświetlonych drzwiach lodówki. Miała otworzone oczy, chichotała, ale kompletnie na mnie nie reagowała. To bardzo dziwne uczucie. Jakby miało się w domu kompletnie obcą osobę, albo kogoś kierowanego przez inną siłę. Dobrze, że nie jestem fanką egzorcyzmów :) W końcu wzięła mnie za rękę, zaprowadziła do swojego łóżka, by z nią poleżała i natychmiast zasnęła.

Rano Wiertka nic nie pamiętała. Za to ja, pakując się do pracy, odkryłam o co chodziło z kuchnią. Pomyliła ją z łazienką. A krzesło, z wiadomo z czym. Śpiąc ze mną, wie, że musi wstać i iść na drugi koniec korytarza do toalety. To zrobiła to samo. Tylko, że z jej pokoju na drugim końcu korytarza była kuchnia :)

Tagi: córka sny
19:58, bezcielesna
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 marca 2013
Gdy zamiast dzielić na pół, mnożysz przez dwa

Rzadko opisuję tu swoje sny. Z dwóch powodów. Po pierwsze: odkąd zaszłam w ciążę i urodziłam dziecko, nie tylko skończyły się moje problemy ze snem, z bezsennością, ale także zniknęło w większości sny. Tak jakbym nie miała już siły na roztrząsanie szczególików mojej psychiki i moich emocji. Po drugie: sen to rzecz fascynująca dla jego autora i to też tylko w danym momencie życia. Czytam opisy moich snów sprzed lat i spływa to mnie. Ziew.

Dzisiejszym chcę się podzielić. Jak zwykle zapamiętałam tylko okruchy z końcówki i klimat, atmosferę. Jestem w Los Angeles, zainteresowani moją fascynującą osobą są dwaj bogaci mężczyźni, obaj tak pod sześćdziesiątkę. To był kiedyś powtarzający się motyw w moich snach - biorę ślub ze starszym mężczyzną, do którego nic nie czuję, nie pociąga mnie, wszystko jest jakieś smutne, przygnębiające i mam ochotę umrzeć :) To teraz nawet dwóch w kolejce stało. Niestety, wyznam - mam jakąś formę "age'zmu", lubię mężczyzn tak do 30stki. Gorzej, że ja nie robię się młodsza i od jakiegoś czasu widząc się w lustrze wyglądam na tyle ile mam, nie mniej. A młodzi faceci też zapewne na swój "age'zm" cierpią. Choć cierpienie to nie do końca adekwatne określenie :)

Wracając do snu. Panowie byli bogaci i życie z nimi obiecywało wydalanie kasy wszystkimi otworami ciała. Jeden był reprezentacyjny, bogatszy, ale mało sympatyczny, drugi ujmujący, ale jakiś nijaki. Miałam wybrać jednego z nich. W ogóle nie było opcji, że mogę być sama i mieć to gdzieś. Pierwszy zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju w swojej willi - pomieszczenie miało jakieś 1,5 m na 2,5 m i małe okno. Myślałam, że się uduszę.

Dylemat, rozważanie, zastanawianie i w końcu wybieram drugiego. Jakoś tak żal mi się go zrobiło. Następnie okazało się, że chyba nie jest tak obrzydliwie bogaty, a na jakieś podarunki dla mnie musiał pożyczyć. Samo życie.

Stąd tytuł wpisu. Decydując się na życie z kimś liczymy, że smutki, kłopoty, koszty podzieli się przez dwa. A najczęściej mnożymy przez dwa.

Tagi: sny
16:57, bezcielesna
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 lipca 2012
Sennik - urywek archiwalny

Przeglądam ostatnio moje stare zapiski życiowe i trafiłam na pewien opis snu. Sen sprzed ponad 10 lat:

"Śniło mi się, że postanowiłam polecieć w kosmos. Powodem tego pomysły był mężczyzna, którego w tym śnie kochałam. On leciał w kosmos z kolegą. Ja miałam im tylko towarzyszyć. To było oczywiste. Przecież go kocham, robię więc to co on, jestem tam gdzie on, dzielę jego życie. Wyprawa w przestrzeń międzyplanetarną była dla mnie tak oczywista, jak dla gorliwego katolika ślub kościelny z osobą z którą zamierza lub już się przespał. To oczywiste. Bez dyskusji. Choć zastanawiałam się, jak zniosę ciasnotę statku - ledwo mieściły się trzy siedzące osoby - długi czas ograniczonych ruchów. Obawą napawał mnie sam kosmos. To zdanie się tylko na pokładowe przyrządy, oddalenie od Ziemi. Boję się tego bezmiaru czarnej, zimnej tym swoim zerem absolutnym Kelvina, przestrzeni. Znikąd pomocy, żadnego punktu zaczepienia. Ale przeświadczenie, że będę z nim, gdziekolwiek, było silniejsze. W końcu zobaczyłam szkielet budowanej rakiety kosmicznej. Stała na wysokim pomoście, wysoka na kilkanaście metrów. Podeszłam do niej. Rakieta także sprawiała wrażenie drewnianej, szkieletowa konstrukcja wyglądała mało stabilnie. Jeżeli nie oderwie się od Ziemi? Jeżeli oderwie się od Ziemi, ale runie z dużej wysokości? Jeżeli oderwie się od Ziemi, nie runie z dużej wysokości, ale w kosmosie rozpadnie się na kawałki? Obawa we mnie stała się namacalna. Strach. Nie ufałam do końca tej rakiecie. Obudziłam się. Mimo to, wiedziałam, że wsiadłabym do tej rakiety. Bo go kochałam. To oczywiste. Bez dyskusji."

Taki fajny, pełen znaczeń sen. Łatwy do rozgryzienia. Nauczki z niego nie wyciągnęłam i w rok później wsiadłam do rozklekotanej, drewnianej rakiety kosmicznej. A po kilku latach mój towarzysz podróży przesiadł się do innego pojazdu, zostawiając mnie w rozpadającym się gruchocie.

Teraz wiem, że każda miłość podlega dyskusji. Taka mało romantyczna jestem.

Tagi: sny
17:32, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 września 2011
(bez)sennik cz. 1

Kiedyś lubiłam opisywać moje sny, bo po przebudzeniu robiły na mnie ogromne wrażenie. Latami tak robiłam i potem już do nich nie wracałam.  Sny są ważne tylko w czasie, gdy się narodziły. Teraz większość z nich szybko zapominam, jeśli jeszcze śnię.

Ale niektóre ciągle tkwią w głowie :)

Po przebudzeniu sny pamiętam nie jak historię, ale garść scen, opisy będą więc "porwane".

Dziś śniłam, że wyruszyłam w podróż. Bez planu i celu. Po prostu wyszłam i pojechałam. Byłam na stacji kolejowej, wyszłam z pociągu. Gdzie ja jestem? Na rozkładzie najbliższe większe miasto, to Zakopane. Czyli pojadę do Zakopanego. To uczucie bycia w drodze, w ruchu, podążania ku czemuś nowego, nowe miejsca, coś się dzieje. Jest 16.00 albo 6.00 po południu. A może przenocuję w tym miasteczku i zwiedzę je przy okazji? Wychodzę z dworca - niedaleko widać średnio wysokie skałki i jezioro w środku nich, nie widać żadnych gór w oddali. Zabudowań niewiele. Gdzie przenocuję? Jestem w holu hotelu. Nie stać mnie na taki. Pojawia się jakaś moja koleżanka. Jestem w pokoju hotelu/hostelu z nią i moimi dwoma kolegami z pracy. Jednego z nich bardzo lubię, cieszę się więc, że mogę z nim spędzić czas. Zdrzemnęłam się. Czy to nie zabawne - śnić, że się zdrzemnęło? :D Uczucie, że mogę odpocząć, odprężyć się.

Sen o wolności?

Sen wydaje mi się ważny dla mnie, ale jak czytam teraz ten opis, to nuda. Czyli jak zwykle, nasze sny, to nasze sny.

Tagi: sny
09:10, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 stycznia 2011
zapiski niematki cz. 3

Rano tata zabrał dziecko do żłobka, a ja jeszcze na chwilę położyłam głowę na poduszce. Otworzyłam oczy i była... 10.44... Tyle dnia straconego, a mam trochę do poszperania na portalach w poszukiwaniu pracy.

Ale miałam sen erotyczny z bardzo miłym, młodym, seksownym człowiekiem w roli głównej, więc to nie była chyba do końca stracona część dnia.

Tagi: sny życie
12:20, bezcielesna
Link Dodaj komentarz »
Tagi